
Papierosowe filtry to najbardziej rozpowszechniony plastikowy odpad na Ziemi. Każdego roku ludzie wypalają około 5,6 biliona (5 600 000 000 000) papierosów, a 2/3 niedopałków jest wyrzucanych przez palaczy byle gdzie. To oznacza, że każdego roku na trawnikach, w lasach, na chodnikach i w rowach ląduje 4,5 biliona filtrów. Od lat 80. ubiegłego wieku niedopałki stanowią nawet do 40% wszystkich śmieci znajdowanych na ulicach miast i na plażach. Włókna z filtrów papierosowych znaleziono nawet na dnie rowów oceanicznych.
Naukowcy z londyńskiej Szkoły Higieny i Medycyny Tropikalnej oraz San Diego State University apelują na łamach The British Medical Journal o wprowadzenie globalnego zakazu stosowania filtrów papierosowych. Zwracają uwagę, że w wielu krajach wprowadza się zakaz stosowania wielu jednorazowych plastikowych produktów, a tymczasem zapomina się o najbardziej rozpowszechnionym niebiodegradowalnym odpadzie na planecie.
Filtry papierosowe po raz pierwszy pojawiły się w latach 50. ubiegłego wieku, wraz z pojawieniem się pierwszych pytań o szkodliwość palenia papierosów. Bardzo szybko się rozpowszechniły, a przemysł tytoniowy przekonał palaczy, że filtr czyni papierosy bezpieczniejszymi. Obecnie wiemy, że to kłamstwo. Zresztą jedno z wielu kłamstw stworzonych przez przemysł tytoniowy w celu zwiększenia sprzedaży papierosów. Kawałek plastikowego filtra pozwala producentowi z jednej strony zaoszczędzić na tytoniu, a z drugiej umożliwia przekonanie ludzi, że papierosy z filtrem są bezpieczniejsze. Tymczasem, jak odkrył chemik Claude Teague pracujący dla firmy tytoniowej RJ Reynolds, zmiana koloru filtra podczas palenia papierosa jest spowodowana przez zmianę pH octanu celulozy stosowanego w filtrach.
Filtry zmniejszają ilość smoły z papierosów tylko w... maszynach testowych. Gdy papieros jest palony przez człowieka, filtr nie zatrzymuje smoły. Jak piszą autorzy artykuły, opublikowanego na łamach The British Medical Journal, przemysł tytoniowy szybko zdał sobie z tego sprawę i delikatnie zmienił pole swoich zainteresowań, z prób znalezienia skutecznego filtra na wykorzystanie faktu istnienia filtra do lepszego marketingu swoich produktów. Pojawiły się takie pojęcia jak „light”, "o niskiej zawartości smoły” czy „naturalny”. W wielu krajach użycie tych terminów jest zakazane, logicznym więc wydaje się wykonanie następnego kroku i zakazanie następnego elementu przesłania przemysłu tytoniowego: filtrów, o których wiemy, że są nieskuteczne.
Autorzy propozycji zakazania filtrów zwracają uwagę, że przemysł tytoniowy, w przeciwieństwie do wielu producentów innych odpadów, nigdy nie został przymuszony do redukcji ilości odpadów związanych z paleniem papierosów. Co więcej, dzięki odpowiednim zabiegom marketingowym opinia publiczna nigdy nie zwróciła uwagi na najbardziej rozpowszechniony odpad na Ziemi – filtry papierosowe. Wielu innych producentów odpadów było celem negatywnych kampanii, politycy i opinia publiczna wymuszali na nich proekologiczne działania. Przemysłu tytoniowego nigdy to nie spotkało. Nawet teraz, gdy wiadomo, że filtry są nieskuteczne i są najbardziej rozpowszechnionym odpadem, to problemu tego w ogóle nie uwzględnia się w międzynarodowych programach walki z paleniem tytoniu.
Autorzy propozycji przyznają, że nie rozumieją, dlaczego unijna dyrektywa dotycząca zakazu stosowania niektórych przedmiotów jednorazowego użytku nie obejmuje filtrów papierosowych. Przypominają jednak, że przemysł tytoniowy prowadzi intensywne działania lobbingowe, których celem jest odwrócenie uwagi od szkodliwości jego produktów.
Epidemia palenia tytoniu jest główną przyczyną śmierci i niepełnosprawności na całym świecie. Problem ten, podobnie jak globalne ocieplenie, będzie istniał, póki kraje nie podejmą zdecydowanych działań. W przeszłości wiele osób wątpiło w możliwość powstania barów, pubów czy samolotów wolnych od tytoniu. Pomysł, by na paczkach papierosów pojawiało się ostrzeżenie o szkodliwości palenia wydawał się niemożliwy do zrealizowania. Może nadszedł czas na podobne radykalne działania, w których połączymy troskę o zdrowie i o środowisko. Jeśli nie wyeliminujemy bilionów filtrów, które każdego roku zaśmiecają naszą planetę, podważymy działania mające na celu zmniejszenie ilości plastikowych odpadów i stracimy możliwość zakończenia epidemii palenia tytoniu, czytamy w The British Medical Journal.
Źródło: The British Medical Journal
Jakiekolwiek kroki nie zostałyby podjęte to na pewno nikt nie zmusi ludzi, żeby nie palili. Można tylko prowadzić kampanie informacyjne o tym, co takie zostawianie niedopałków byle gdzie powoduje. Co do ocieplenia to tutaj nie zwalałbym wszystkiego na ludzkość. Fakt, strzelamy sobie w stopę paleniem śmieciami, psikaniem się dezodorantami itd. ale przykładowo częste zmiany pogodowe nie są już naszą winą. Nie wiem nawet, czy rzeczywiście da się to globalne ocieplenie jakoś zażegnać.
rozan napisał:Co do ocieplenia to tutaj nie zwalałbym wszystkiego na ludzkość. Fakt, strzelamy sobie w stopę paleniem śmieciami, psikaniem się dezodorantami itd. ale przykładowo częste zmiany pogodowe nie są już naszą winą. Nie wiem nawet, czy rzeczywiście da się to globalne ocieplenie jakoś zażegnać.
Piszesz o "częstych zmianach pogodowych" razem ze zmianami klimatu etc. ale zakładam że chodzi Ci o to że zmiany klimatyczne nie są powodowane przez człowieka. Jesli tak to zachęcam do lektury tej strony, wystarczy 15 min i masz rzeczowe informacje w tym temacie -> https://naukaoklimacie.pl/fakty-i-mity
rozan napisał:strzelamy sobie w stopę paleniem śmieciami, psikaniem się dezodorantami
Nie wiem, na ile to prawda, ale niektórzy ludzie z tytułami naukowymi twierdzą, że
a) modele klimatyczne, na podstawie których rozpętano histerię (i podatki) CO2 nie radzą sobie z symulowaniem wpływu chmur.
b) największy wpływ na efekt cieplarniany ma nie CO2, czy freony, tylko para wodna właśnie.
Przemek Kobel napisał:Nie wiem, na ile to prawda, ale niektórzy ludzie z tytułami naukowymi twierdzą, że
a) modele klimatyczne, na podstawie których rozpętano histerię (i podatki) CO2 nie radzą sobie z symulowaniem wpływu chmur.
b) największy wpływ na efekt cieplarniany ma nie CO2, czy freony, tylko para wodna właśnie.
Nie ma znaczenia czy modele klimatyczne radzą sobie z symulowaniem chmur czy nie, oraz czy para wodna jest silniejszym gazem cieplarnianym od CO2 czy nie. Znaczenie ma tylko, czy obecne zmiany klimatu prowadzą w kierunku katastrofy klimatycznej oraz czy jest to nasza wina/możemy coś z tym zrobić. A dane naukowe odpowiadają na obydwa pytania twierdząco.
Warai Otoko napisał:A dane naukowe odpowiadają na obydwa pytania twierdząco
...pochodzące z modeli klimatycznych. Zdaje się, że nawet niektóre rzeczywiste odczyty zostały zastąpione tymi z modeli, żeby lepiej pasowały...
Przemek Kobel napisał:...pochodzące z modeli klimatycznych. Zdaje się, że nawet niektóre rzeczywiste odczyty zostały zastąpione tymi z modeli, żeby lepiej pasowały...
Chcesz powiedzieć, że te dziesiątki a może nawet setki badań które składają się na obecna wiedzę w tym zakresie bazują nie na surowych danych pomiarowych a na predykcjach wygenerowanych przez modele? Można prosić źródła?
Zresztą nawet jeśli, to:
1. Model (matematyczny) powstaje na podstawie jakiś danych wejściowych.
2. Jeśli jest dokładny to stanowi ogromną wartość naukową i należy brać go pod uwagę (czytaj - obawiać się katastrofy klimatycznej)
Warai Otoko napisał:a na predykcjach wygenerowanych przez modele?
A jak sobie wyobrażasz mówienie o przyszłym klimacie bez modelu? Przez wróżby?
Warai Otoko napisał:Można prosić źródła?
Robię eksperyment na żywo:
1. wpisuję w google 'climate change' i klikam pierwszy link. (dało jakiś pdf pod tytułem Climate Change 2014 Synthesis Report Summary Chapter for Policymakers - https://www.google.com/url?sa=t&rct=j&q=&esrc=s&source=web&cd=12&ved=2ahUKEwi47urKxcHlAhUll4sKHbMSBsQQFjALegQIARAC&url=https%3A%2F%2Fwww.ipcc.ch%2Fsite%2Fassets%2Fuploads%2F2018%2F02%2FAR5_SYR_FINAL_SPM.pdf&usg=AOvVaw2jnDLk0JbeP0PLofNR1n9m)
2. wyszukuję sobie w tekście słowo 'model' - mam 44 trafienia...
@Przemek Kobel para wodna jest dość szczególnym gazem cieplarnianym. Po pierwsze, jej ilość znacząco zmienia się w skali dni. Po drugie, jest to gaz, który reaguje na to, co się dzieje. Sama nie wywoła ocieplenia. Powoduje za to silne sprzężenie zwrotne. Im większe ocieplenie powodowane przez CO2, tym więcej pary wodnej. Ponadto para wodna skupia się blisko powierzchni Ziemi, najwięszy wpływ na ocieplenie mają gazy znajdujące się w wyższych warstwach atmosfery.
Co do modeli: klimatu nie jesteśmy w stanie symulować w laboratorium. Pozostają więc modele numeryczne. A dokładność działania modeli klimatycznych można sprawdzić, każąc im np. zasymulować klimat sprzed 50 czy 100 lat. Na jego temat mamy dokładne dane. I z każdym nowym odkryciem modele te są coraz bardziej dokładne.
Jasne, że jest wiele niewiadomych, ale dotychczas nikt nie obalił teorii antropogenicznego ocieplenia. A co do roli chmur, to kilka miesięcy temu ukazały się też bardzo interesujące badania: https://kopalniawiedzy.pl/globalne-ocieplenie-stratus-dwutlenek-wegla-atmosfera,29655
Przemek Kobel napisał:A jak sobie wyobrażasz mówienie o przyszłym klimacie bez modelu? Przez wróżby?
Ja rozumiem kwestie związane z przyszyłym klimatem, ale z tego co wiem to dane historeyczne potwierdzają antropogeniczne zmiany kimatu. Dlatego zrozumiałem, że chodzi Tobie o to, że te dane historyczne to nie są empiryczne surwoe dane z czujników a jedynie predykcje wcześniejszych modeli. Mówię np. o takich danych historycznych:

KopalniaWiedzy.pl napisał:przez zmianę pH oktanu celulozy stosowanego w filtrach.
Powinno być "octanu celulozy". I nie traktowałbym octanu celulozy jako dużego zagrożenia. Bliżej temu to drewna niż np. do polietylenu
Towarzysze, ja mam taką skazę genetyczną, że lubię sobie gromadzić informacje o upadku różnych postępowych nurtów (poczytajcie sobie historię Koła wiedeńskiego), szczególnie w trakcie ich upadku. Nie wiem, czy to są dane autentyczne, czy naciągane przez jedną stronę, czy też przez obie (a to wygląda mi na najbardziej prawdopodobne, bo za obiema stronami są duże interesy). Cała historia walki z ociepleniem ma pełno takich dziwnych sytuacji. Ktoś tam zmienia skalę wykresu, żeby zmiany wyglądały na bardizej gwałtowne, ktoś inny wstawia w bezwymiarowy wykres jakieś jednostki, ktoś jeszcze straszy zmierzonym wzrostem poziomu oceanu (a podobno o tyle właśnie obniżyła się orbita satelity, który to mierzył). Na przykład teraz zastanawiam się, dlaczego część pomiarów na wykresie powyżej wzięto z lodu, a część (niebieską) z czynnego wulkanu... Albo dlaczego (znowu podobno) żaden model klimatyczny nie umie przewidzieć pogody (w zakresie swoich kompetencji, rzecz jasna), i do tego każdy się myli w inny sposób.
Takich "dlaczego" jest pełno - dlaczego płaczemy nad dżunglą amazońską, skoro jej bilans CO2 jest zerowy (duża emisja z naturalnie rozkładającej się biomasy), a nie chcemy, żeby z lodowców spływały rzeki, które akurat najszybciej ten gaz pochłaniają... Dlaczego propaguje się zjadanie roślin (pochłanaijących CO2), a nie zwierząt (emitujących CO2). Chętenie strzelam tu takimi bombami, bo w wyniku powstającej zadymy czasem dowiem się czegoś ciekawego.
Tak w ramach rozrywki:

Albo to:
Przemek Kobel napisał:Dlaczego propaguje się zjadanie roślin (pochłanaijących CO2), a nie zwierząt (emitujących CO2).
Nie znam się, ale może dlatego
mniejsze zapotrzebowanie na zwierzęta --> mniejsza produkcja zwierząt.
Astro napisał:Serio? Na Wenus również?
Serio? Klimatyczna histeria dotarła już na Wenus? Ale to tylko taki ładny wymyk.
Warai Otoko napisał:Mówię np. o takich danych historycznych:
Piękny wykres odpowiednio podcięty aby jeszcze skuteczniej straszyć. Szkoda że nie stosuje się skali logarytmicznej na koncentrację dwutlenku węgla, zgodniejszej z fizyką efektu cieplarnianego.
Warai Otoko napisał:1. Model (matematyczny) powstaje na podstawie jakiś danych wejściowych.
2. Jeśli jest dokładny to stanowi ogromną wartość naukową i należy brać go pod uwagę (czytaj - obawiać się katastrofy klimatycznej)
Zwykła wielomianowa interpolacja i ekstrapolacja też ma ogromną wartość naukową i bierze się ją pod uwagę. W przypadku modeli klimatycznych dokładne modele to te, które pokrywają się z danymi historycznymi, bo na ich podstawie powstały wszystkie bez wyjątku. Z czasem przestają się zgadzać, ale mając odpowiednio dużą populację wejściową mamy praktycznie zagwarantowane że jakieś się ostaną. Dlatego jeśli zatrudni się więcej małp do tworzenia modeli sukcesy klimatologii się zwiększają.
Potem mając więcej danych tworzymy coraz "lepsze" modele na nowo, i zabawa rozpoczyna się od nowa. Niestety takie modele nie dają żadnej gwarancji na cokolwiek.
Wystarczy przeanalizować oceny ECS podawane przez IPCC w ciągu ostatnich 25 lat. Znikoma poprawa niepewności (mogę nie być na bieżąco przez ostatnie 3 lata). Co świadczy o braku postępu pomimo setek miliardów wydawanych na dyscyplinę w tym czasie.
Jesteśmy bardzo daleko od modeli które mogłyby odtwarzać zmiany klimatu "z zasad pierwszych", a tylko takie stanowią o realnym zrozumieniu tematu.
Warai Otoko napisał:Znaczenie ma tylko, czy obecne zmiany klimatu prowadzą w kierunku katastrofy klimatycznej oraz czy jest to nasza wina/możemy coś z tym zrobić. A dane naukowe odpowiadają na obydwa pytania twierdząco.
Całkowicie nie. Po pierwsze nie wiemy w jakim stopniu jest to wpływ człowieka, po drugie wciąż nie znamy przyczyn z wystarczającą z naukowego punktu widzenia pewnością.
Natomiast można zrobić z tym bardzo wiele, tylko nie w tak naiwny sposób jak jest to przedstawiane. Przede wszystkim ocieplenie klimatu i wzrost ilości CO2 jest dla nas i biosfery bardzo korzystny, jedynym problemem jest zmiana poziomów oceanów. A to da się dosyć prosto "naprawić" przez odpowiednie techniki geoinżynieryjne , jak użycie refleksyjnych powłok na wybranych obszarach oraz zasiewanie chmur. I co ważne, ograniczenia emisji nie są żądną alternatywą, bo poziomy morza były wyższe 10m przy poziomie CO2 mniejszym niż obecnie. To coś co jako ludzkość i tak musimy się nauczyć kontrolować, podobnie jak ochrona przed uderzeniami planetoid. I możemy.
Obecny katastrofizm klimatyczny ma charakter kultu religijnego a ograniczenia w emisji CO2 przypominają składanie ofiar z ludzi w celu przebłagania bogów - są podejmowane nawet jeśli wiadomo że prowadzą do wzrostu emisji netto przez przeniesienie produkcji do BRIC.
Histeria z powodu CO2 i wydatki z nią spowodowane spowodowały przykrycie wielu ważniejszych problemów dla ludzkości - osobiście byłem zaszokowany (w okresie Kioto) że nikt nie zajął się znacznie poważniejszym problemem śmieci wyrzucanych do oceanu (nie tylko plastików).
Najbardziej oburzał mnie brak projektu zachowania jak największej ilości DNA ginących gatunków (tu chodzi o różnorodność alleli a nie zachowanie kilku parek).
W chwili obecnej większe znaczenie od zabawy w ograniczenia emisji ma nawet ginięcie pszczół (w znacznej części spowodowane "smogiem EM").
peceed napisał:Piękny wykres odpowiednio podcięty aby jeszcze skuteczniej straszyć. Szkoda że nie stosuje się skali logarytmicznej na koncentrację dwutlenku węgla, zgodniejszej z fizyką efektu cieplarnianego.
Zaraz zaraz, chcesz powiedzieć że ten wykres jest sfałszowany? Można prosić o dowody? Nie rozumiem co ma tutaj do rzeczy skala logarytmiczna...
Warai Otoko napisał:Zaraz zaraz, chcesz powiedzieć że ten wykres jest sfałszowany?
W mojej wypowiedzi nie ma żadnego drugiego dna ani podtekstu, proszę rozumieć ją bezpośrednio jak każdy inny polski tekst.
peceed napisał:Przede wszystkim ocieplenie klimatu i wzrost ilości CO2 jest dla nas i biosfery bardzo korzystny, jedynym problemem jest zmiana poziomów oceanów.
Może i byłoby to korzystne, gdyby człowieków było 88, a nie 89 sztuk, albo zmiany byłyby przynajmniej dziesięciokrotnie wolniejsze.
Zmiana poziomów oceanów sama w sobie jest jednym z mniejszych problemów - to jest liniowe i łatwe do wyliczenia. Oczywiście niektóre skutki, np. ogromny wzrost zanieczyszczenia płytkich wód, mogą być bardzo groźne.
Znacznie gorsze są efekty nieliniowe, których dynamika jest nie do wyliczenia. Chodzi o miejscowe skutki zmian. Mogą one spowodować ogromne migracje, i to wielokrotne, bo przy tak dużej dynamice mogą być w skali miejscowej silne wahnięcia "w te i nazad".
Poza tym sprawy takie jak uwolnienie metanu itp., itd.
peceed napisał:A to da się dosyć prosto "naprawić" przez odpowiednie techniki geoinżynieryjne , jak użycie refleksyjnych powłok na wybranych obszarach oraz zasiewanie chmur.
Sam wcześniej pisałeś o niepewności modeli. W takiej sytuacji geoinżynieria to rosyjska ruletka... z pięcioma pestkami w bębenku na 6.
No tego:
miało być oczywiście 8*108 i 8*109 ![]()
peceed napisał:W mojej wypowiedzi nie ma żadnego drugiego dna ani podtekstu, proszę rozumieć ją bezpośrednio jak każdy inny polski tekst.
W takim razie, pomijając modele i kwestie predykcji masz dane historyczne gdzie widać znaczny wzrost CO2, a tutaj masz wyjaśnione dlaczego jest to antropogeniczne: https://naukaoklimacie.pl/fakty-i-mity/mit-dwutlenek-wegla-emitowany-przez-czlowieka-nie-ma-znaczenia-31
Nie rozumiem zatem przyczyn tego denializmu...
ex nihilo napisał:Może i byłoby to korzystne, gdyby człowieków było 88, a nie 89 sztuk, albo zmiany byłyby przynajmniej dziesięciokrotnie wolniejsze.
Nie ma to żadnego znaczenia. Nawet zmiana w ciągu jednego dnia byłaby korzystna. Dzięki CO2 mamy 20% większe plony, na czym najbardziej korzystają kraje biedne.
ex nihilo napisał:Znacznie gorsze są efekty nieliniowe, których dynamika jest nie do wyliczenia. Chodzi o miejscowe skutki zmian. Mogą one spowodować ogromne migracje, i to wielokrotne, bo przy tak dużej dynamice mogą być w skali miejscowej silne wahnięcia "w te i nazad".
To bzdura do kwadratu. Ogromne lokalne nieliniowe zmiany nazywają się pogodą. Jeśli mówimy o klimacie, to wzrost temperatury nie jest problemem, z ogromnym naddatkiem został skompensowany przez większą odporność roślin na brak wody (więcej CO2 oznacza że rośliny tracą mniej wody w procesie oddychania). Nie zrobiło się za ciepło aby przestać mieszkać, a dobowe wahania temperatury są 10-20x razy większe od wzrostu temperatury związanego z ociepleniem.
Migracje mogą zostać na przykład wywołane wirusową reklamą pani Merkel, która przed wyborami nieudolnie chciała naprawić kiepską wizerunkowo deportację nastolatki, ale nie przez globalne ocieplenie. Jak sobie kolega do w ogóle wyobraża, w skali dziennej mamy bardzo zgrubnie 30uK więcej z tego powodu i to ma spowodować nagłe przekroczenie jakiegoś progu na który zareagują nagle wszyscy ludzie?
Migracje są wywołane przez wykładniczo rosnącą ilość biednych ludzi w krajach biednych, a hasło globalne ocieplenie ma służyć tylko i wyłącznie wzbudzaniu winy. Dotychczasowe zmiany klimatyczne są korzystne dla ludzi w skali globalnej.
Jedyny problem do zaadresowania to poziom oceanów, ale to jak wspomniałem jest już kwestia niezależna od koncentracji CO2.
ex nihilo napisał:Poza tym sprawy takie jak uwolnienie metanu itp., itd.
Który ma półokres trwania w atmosferze na poziomie 7 lat, co oznacza że ustali się nowa równowaga proporcjonalna do tempa wyrzutu metanu w atmosferę. Nic z czym nie da się żyć. Do tego rozmarznięte grunty zaczynają też absorbowć CO2.
Warai Otoko napisał:Nie rozumiem zatem przyczyn tego denializmu...
Proponuję jednak dobrze nauczyć się polskiego a do tego czasu korzystać ze stron japońskojęzycznych. Ale w ramach budowania przyjaźni polsko-japońskie wyjaśnię, że w żadnym wypadku moje poglądy nie mogą być uznać za denialistyczne i nie odnosiłem się do wartości na wykresie.
ex nihilo napisał:Sam wcześniej pisałeś o niepewności modeli. W takiej sytuacji geoinżynieria to rosyjska ruletka... z pięcioma pestkami w bębenku na 6.
Jasne. Modele to mogą być niepewne wobec CO2 ale nie zmiany albedo która jest natychmiastowa i trywialna. Do tego my będziemy pewne wartości kontrolować a nie zastanawiać się co znowu narozrabiały motyle. W ciągu 100 lat na pewno opanujemy kontrolę pogody w skali planetarnej. Co ważne, nieliniowość zjawisk atmosferycznych jest naszym sojusznikiem, bo pozwala używać niewielkich wymuszeń do uzyskania dużych pożądanych efektów.
peceed napisał:Dzięki CO2 mamy 20% większe plony, na czym najbardziej korzystają kraje biedne.
https://kopalniawiedzy.pl/dwutlenek-wegla-plony-zboza-karlowate-ryz-IR8,17089
https://kopalniawiedzy.pl/dwutlenek-wegla-atmosfera-zboze-wartosci-odzywcze-skladniki-odzywcze,29787
i jeszcze kilka takich artykułów ostatnio tu było.
Polecam zaznajomić się z bardziej aktualnymi badaniami, bo wyraźnie Twoja wiedza ma już co najmniej 10 lat.
Jeszcze odnośnie samego tematu posta - czy ktoś wykazał jakąkolwiek szkodliwość tych filtrów dla środowiska? Bo jak dla mnie to wpływ takich filtrów na kondycję gleby może być tylko pozytywny - wyglądają na znakomity stabilizator wilgotności. Oczywiście rozumiem krótkoterminowe problemy estetyczne, ale czy przyroda rzeczywiście traci na ich obecności?
pogo napisał:https://kopalniawiedzy.pl/dwutlenek-wegla-plony-zboza-karlowate-ryz-IR8,17089
https://kopalniawiedzy.pl/dwutlenek-wegla-atmosfera-zboze-wartosci-odzywcze-skladniki-odzywcze,29787
Oczywiście jedna odmiana ma stanowić kontrargument dla generalnych wniosków, potwierdzonych przez badania satelitarne?
Co do wartości odżywczych, to zawsze można znaleźć jakieś przeciw. Jakoś ludziom nie przeszkadza, że ilość wielu istotnych składników mineralnych w pożywieniu spadła z powodu wyjałowienia gleb wielokrotnie. Ale jeśli tylko znajdzie się jakieś nawiązanie do efektu cieplarnianego to już jest news.
Gdyby nagle "zniknąć nadmiar CO2" to brakuje nam żywności dla ponad miliarda ludzi, którzy woleliby być jednak bardziej żywi niż bardziej zdrowi.
Mam nadzieję że sam kolega zobaczy ten efekt: jakiekolwiek pozytywne efekty ocieplenia czy zwiększenia ilości CO2 są pomijane lub negowane.
To smutne że teraz aby dostać grant na jakiekolwiek badania trzeba obowiązkowo znaleźć jakikolwiek związek pomagający walczyć z globalnym ociepleniem, to nawet jest komiczne jeśli porówna się to z obowiązkowymi odniesieniami do materializmu dialektycznego za poprzedniej epoki.
peceed napisał:Warai Otoko napisał:Nie rozumiem zatem przyczyn tego denializmu...
Proponuję jednak dobrze nauczyć się polskiego a do tego czasu korzystać ze stron japońskojęzycznych. Ale w ramach budowania przyjaźni polsko-japońskie wyjaśnię, że w żadnym wypadku moje poglądy nie mogą być uznać za denialistyczne
???
@peceed, Ty wyrażnie punktujesz tutaj, aby być kolejnym laureatem:
Od 2014 roku portal Nauka o klimacie corocznie przyznaje nagrody Klimatycznej bzdury roku[29]. Nagrody otrzymali: Zbigniew Ziobro[30], Jan Szyszko[31], Janusz Korwin-Mikke[32], Wojciech Cejrowski[33], Andrzej Duda[34].
Acha, zakładam, skoro piszesz takie bzdury na temat klimatu i zaprzeczasz
swojemu denializmowi to i nie pojmiesz o co chodzi z tymi "???":
Na denializm klimatyczny składają się bezzasadne wątpliwości lub poglądy negujące fakty naukowe o zmianach klimatu – włączając w to podważanie działalności ludzkiej jako podstawowej przyczyny zmian klimatycznych oraz konsekwencji globalnego ocieplenia dla przyrody i ludzkości["
pogo napisał:Twoja wiedza ma już co najmniej 10 lat
Dobrze, że "co najmniej", bo te 10 lat raczej mocno niedoszacowane. ![]()
Kiedy czytam o geoinżynierii i innych takich, przypomina mi się jeden taki, który atomowe słońce nad Arktyką chciał rozpalić, coby Syberię roztopić (Chruszczow się nazywał) i drugi, któremu zamarzyło się odwrócenie biegu syberyjskich rzek (Breżniew niejaki, ksywka "Lonia"). Ten drugi projekt był nawet całkiem serio rozpracowywany, ale na szczęście Lonia się przekręcił, a wkrótce po nim i Sojuz Nieruszimyj. Jedno i drugie im się nie udało, ale wspólnymi siłami osuszyli Morze Aralskie, co też jakimś osiągnięciem jest.
peceed napisał:ktoś wykazał jakąkolwiek szkodliwość tych filtrów dla środowiska
Nie chce mi się na wszystko odpowiadać, bo tego za dużo, tak że tylko to jedno - tak, jeden pet, to metr sześcienny zatrutej wody. Ale nie tylko to.
3grosze napisał:Na denializm klimatyczny składają się bezzasadne wątpliwości lub poglądy negujące fakty naukowe o zmianach klimatu – włączając w to podważanie działalności ludzkiej jako podstawowej przyczyny zmian klimatycznych oraz konsekwencji globalnego ocieplenia dla przyrody i ludzkości["
Czyli już wiemy, że klimatyczny katastrofizm jest religią opartą na strachu, bo piętnuje podważanie nieudowodnionych stwierdzeń. Sceptycyzm nigdy nie jest z założenia bezzasadny. Przede wszystkim pamiętam prognozy i histerię sprzed 25 lat, i szczęśliwie dożyłem "falsyfikacji". Nędzna jakość intelektualna środowiska stojącego za klimatologią była dostrzegana już w tym czasie na poważniejszych wydziałach fizyki, wtedy jako przedmiot żartów.
Prawda jest taka, że przyroda znakomicie radziła sobie przez ostatnie kilkaset tysięcy lat pomimo zlodowaceń, i z założenia nie może być inaczej. Natomiast ludzkość sobie poradzi dzięki rozwojowi technicznemu, nawet jeśli woda się podniesie to ludzie się zaadaptują przy pomocy stosunkowo niewielkich kosztów, bo infrastrukturę i tak się wymienia. To odnośnie ludzkości to nie są "naukowe fakty", tylko prognozy i poglądy, do których jak najbardziej mam prawo. Katastrofizm jest domeną idiotów nie rozumiejących tego, co stało się w ciągu ostatnich 250 lat. Jesteśmy najdoskonalej i najszybciej adaptującym się gatunkiem na planecie, który jest w fazie ekspotencjalnego wzrostu swoich możliwości dzięki rewolucji technicznej. Globalne ocieplenie to śmiesznie mały problem w obliczu naszych możliwości.
ex nihilo napisał:Ten drugi projekt był nawet całkiem serio rozpracowywany, ale na szczęście Lonia się przekręcił, a wkrótce po nim i Sojuz Nieruszimyj. Jedno i drugie im się nie udało, ale wspólnymi siłami osuszyli Morze Aralskie, co też jakimś osiągnięciem jest.
Brawo, zestawiać projekt zawracania syberyjskich rzek z Morzem Aralskim i nie widzieć, że akurat użycie wody z Syberii do irygacji ma bardzo duży sens. Ocean Lodowaty nie wyschnie.
ex nihilo napisał:Nie chce mi się na wszystko odpowiadać, bo tego za dużo, tak że tylko to jedno - tak, jeden pet, to metr sześcienny zatrutej wody. Ale nie tylko to.
Biorąc pod uwagę materiał ciężko w to uwierzyć.
peceed napisał:Czyli już wiemy, że klimatyczny katastrofizm jest religią opartą na strachu, bo piętnuje podważanie nieudowodnionych stwierdzeń.
Stosujesz nieuczciwą retorykę (z braku argumentów!), a opieranie się na nieudowodnionych stwierdzeniach, wobec dowodów na GO, to taka prywatna krucjata nielicznych intelektualnych nonkorformistów.
PS
Z definicji, rerligia nie opiera się na dowodach, których w przypadku globalnego ocieplenia multum.
Jak można traktować Cię poważnie jak nawet nie wiedziałeś, że zaliczasz się do denialistów?
Astro napisał:Sceptycyzm klimatyczny z punktu widzenia nauki to już tylko religia. Dość infantylna na marginesie.
A tam gdzie religia i zacofanie, to jak zwykle prawica :
"Wyniki podobne: ponad połowa Polaków (i ciut mniej, niż połowa Polek) uznaje groźbę katastrofy za strachy na Lachy. Wśród wyborców PiS i Konfederacji w katastrofę klimatyczną nie wierzy odpowiednio ponad 60 i ponad 70 procent badanych."
Przemek Kobel napisał:Takich "dlaczego" jest pełno - dlaczego płaczemy nad dżunglą amazońską, skoro jej bilans CO2 jest zerowy (duża emisja z naturalnie rozkładającej się biomasy)
Dlatego płaczemy, że dżungla amazońska to największa na świecie pompa wody. Faktem jest, że wytwarzany w niej tlen jest w ogronmiej części konsumowany przez sam ekosystem amazoński, ale każde z 400 miliardów drzew Amazonii, każdej doby filtruje i wypuszcza w atmosferę ok 300-1000 litrów wody. Takie wilgotne powietrze pchane jest przez wiatr w stronę Andów. Tam schłodzone i skroplone spada w postaci obfitych, tropikalnych deszczów. Wypłukuje przy okazji ze skał ogromne ilości minerałów, które trafiają do Atlantyku. W ten sposób ocean zostaje dosłownie użyźniony. A to glony właśnie wytwarzają, wg. róznych obliczeń ok 3/5 tlenu na Ziemi.

Te olbrzymie masy wody, które unoszą się nad Amazonią nazwano rio voador - latające rzeki (flying rivers). Szacunkowo w troposferze, nad Amazonią może "przelatywać" nadwet 200 tyś m 3 wody na sekunde - tyle co Amazonka.
Tutaj więcej o projekcie latających rzek;
http://riosvoadores.com.br/english/
Powyższa grafika jest z zalinkowanej strony.
3grosze napisał:Stosujesz nieuczciwą retorykę (z braku argumentów!), a opieranie się na nieudowodnionych stwierdzeniach, wobec dowodów na GO, to taka prywatna krucjata nielicznych intelektualnych nonkorformistów.
Ma kolega poważny problem z rozdzielczością intelektualną (to określenie zgrubnie definiuje możliwość dostrzegania subtelnych różnic semantycznych w otaczającym świecie).
Myli kolega katastrofizm klimatyczny z globalnym ociepleniem, którego w żadnym stopniu nie neguję. Może sobie kolega przytaczać dowolnie skrojone definicje, ale dla mnie denialista to osoba która zaprzecza faktom naukowym (5sigma+), a nie nieudowodnionym teoriom. Mogę przełknąć taki epitet wobec osoby, która twierdzi że nie ma ocieplenia albo że wulkany emitują więcej CO2 niż człowiek. W ogóle stworzenie hasła "denialista klimatyczny" jako kalka określenia "holocaust denial" jest celowym i wulgarnym zabiegiem socjotechnicznym.
Astro napisał:Sceptycyzm klimatyczny z punktu widzenia nauki to już tylko religia. Dość infantylna na marginesie.
Niestety to typowy pogląd człowieka, który traktuje naukę jak religię. Zasadniczo przez większość życia kupowałem klimatyczne bajki - uważając że inni wykonują swoją robotę tak dobrze jak ja swoją. Pomimo posiadania wszelkich niezbędnych kompetencji nie byłem zainteresowany detalami, bo temat nie był dla mnie ani ciekawy ani intelektualnie wyzywający. W obliczu ciągłych kontrowersji postanowiłem sobie wyrobić pogląd, i niestety okazało się że wszelkie alarmistyczne twierdzenia nie mają rzetelnych podstaw naukowych. Problem nie leży w surowych danych zbieranych przez świetnych ludzi (badania izotopowe, wiercenia lodowców, obserwacje satelitarne) dostarczanych jednak przez klasyczne dyscypliny, tylko w ludziach którzy zajmują się teoretyczną stroną zagadnienia. Oni już dawno przestali (a zasadniczo nigdy nie byli) być dobrymi naukowcami, tylko stali się akolitami kultu. Jest to znakomicie widoczne w ciągłym promowani najbardziej katastroficznych wariantów scenariuszy a nie tych realistycznych. Wynika to bezpośrednio z genezy tego "ruchu", który od początku powstał jako narzędzie propagandowe do przelobbowania budowy nowych elektrowni atomowych w UK po katastrofie w Czarnobylu. I powstało błędne koło kasa->straszenie->>KASA.
Ja ze swojej strony dosyć dokładnie przeanalizowałem problem pary wodnej i wbrew temu co twierdzą klimatolodzy nie można jej traktować jako pierwszorzędowego multiplikatora efektu cieplarnianego wywołanego przyrostem CO2. W kilku dziedzinach fizyki popełniano analogiczne "błędy" (tzn. naiwne modele dające inne od obserwowanych wartości), i można to sprowadzić do tego, że avg(f(x)) != f(avg(x)), nawet jeśli przyjęcie avg(f(x)) = f(avg(x)) daje dobre rezultaty (czego perfekcyjnym przykładem jest współczesna grafika trójwymiarowa), a w innych słowach fluktuacje mają ogromne znaczenie. Atmosfera ze zjawiskami pogodowymi jest absolutnie fluktuującym obiektem w skali modeli klimatycznych.
Problem z modelami budowanymi obecnie polega na tym, że nie są one niczym innym jak wyrafinowaną interpolacją użytą do ekstrapolacji. Ponieważ pogoda jest wybitnie chaotyczna, klimat dosyć przypadkowo błądzi, tzn. z powodów fundamentalnych dane do budowy modeli są zaszumione, co uniemożliwia ich weryfikację. Zły model daje dobre wyniki i odwrotnie. Największy problemem tego podejścia jest absolutny brak możliwości przewidzenia nieuniknionych ujemnych sprzężeń zwrotnych pojawiających się wraz ze wzrostem temperatury (nowe zjawiska).
Problem z akolitami klimatycznymi polega na tym, że oni w ogromnej większości nigdy w życiu nie zajmowali się z sukcesem czymś innym, od początku kształtując się w specyficznej atmosferze. Wybrali swoją dyscyplinę nie dlatego że zafascynowała ich fizyka atmosfery ale od początku chcą zbawiać ludzkość. ( Podobny problem zaobserwowałem w przypadku medycyny - tam występuje gigantyczne nagromadzenie patologii z punktu uprawiania nauki). Najlepszym metadowodem jest znikoma ilość neutralnych lub negatywnych wyników, wynikłych z nieuniknionych błędów gdy uprawia się prawdziwą naukę. Prace naukowe z klimatologii, gdy są dostępne ich różne wersje, jednoznacznie wskazują że do wszelkich wyników dochodzi się od dołu. Tzn. modyfikuje się modele tak długo aż osiągną przewidywania zgodne z "consensusem", praktycznie nie obserwuje się oscylacji wokół wartości ostatecznej co jest standardem w naukach przyrodniczych. Przy obecnym klimacie "publikuj albo giń" praca nie może się nie zgadzać z resztą ustaleń ![]()
venator napisał:Wypłukuje przy okazji ze skał ogromne ilości minerałów, które trafiają do Atlantyku. W ten sposób ocean zostaje dosłownie użyźniony.
Sugeruje kolega że wycinanie amazoni zmniejsza erozję? Powodzenia.
venator napisał:A to glony właśnie wytwarzają, wg. róznych obliczeń ok 3/5 tlenu na Ziemi.
Niezależnie od tego co wytwarza tlen na ziemi ilość tlenu jest praktycznie stała i nie jest żadnym powodem do praktycznych zmartwień, głupie zmiany ciśnienia są przyczyną daleko większych zmian w ciśnieniu parcjalnym tlenu w płucach. Każde "wytworzenie" tlenu przez organizm żywy skończy się jego zniszczeniem w postaci CO2, nie ma co się podniecać cyklami (bez skojarzeń).
@wilk, moja wina
, że jesteście jacy jesteście. Możesz mnie dalej z forum wyłączać, ale rzeczywistości nie odczarujesz.
Wasze jedynie słuszne media, bolesnej prawdy o Was nie ujawnią.
peceed napisał:Myli kolega katastrofizm klimatyczny z globalnym ociepleniem, którego w żadnym stopniu nie neguję.
Może kolega się nie uważać obejmowanym, ale uniwersalna definicja denializmu Go obejmuje (jak kolega jej nie rozumie, to oczywiście we własnym mniemaniu nie obejmuje).
Tak między nami, to kolega musi się czuć wyjątkowo wyjątkowy ze swoim geniuszem, który bez aparatu badawczego, analizując ogólnie dostępne idane z internetu idzie pod prąd całej rzeszy czynnych naukowców.
peceed napisał:Proponuję jednak dobrze nauczyć się polskiego a do tego czasu korzystać ze stron japońskojęzycznych. Ale w ramach budowania przyjaźni polsko-japońskie wyjaśnię, że w żadnym wypadku moje poglądy nie mogą być uznać za denialistyczne i nie odnosiłem się do wartości na wykresie.
Po pierwsze, jak chcesz rozmawiać na poziomie to mnie nie obrażaj. Po drugie, poziom Twojej docinki jest żenujący. Po trzecie, jeśli nie odniosłeś się do wartości na wykresie, a rzecz jasna wiesz o jego istnieniu to w oczywisty sposób go odrzucasz, a więc jak najbardziej Twoje poglądy SĄ denialistyczne, i to w czystej postaci że tak powiem (pure denialist :P)
Skomentuj