-->
Jesteś tutaj: Strona główna > Wiadomości > Medycyna > Rewolucja czy łut szczęścia?



mała czcionka średnia czcionka duża czcionka

Medycyna RSS działu Medycyna
Wirus HIV© United States Department of Energy

Rewolucja czy łut szczęścia?

15-11-2008 00:58

HIV · AIDS · białaczka · szpik kostny · przeszczep · transplantacja · komórki macierzyste · CCR5 · mutacja · gen · receptor

Przeszczep szpiku kostnego wykonany w celu wyleczenia białaczki pozwolił 42-letniemu Amerykaninowi nie tylko na wyleczenie nowotworu, lecz najprawdopodobniej wyeliminował także wirusa HIV z jego organizmu. Wielu badaczy twierdzi, że zdobyte doświadczenie stanie się przełomem w walce z "dżumą XXI wieku".

Bohaterami niezwykłej historii są: niemiecki hematolog Gero Huettler oraz jego pacjent amerykańskiego pochodzenia, którego nazwiska nie podano. Niezwykły zabieg, wymagający wykorzystania wiedzy z pogranicza onkologii, transplantologii i genetyki, najprawdopodobniej pozwolił na całkowite wyleczenie mężczyzny z infekcji wirusem HIV. Od momentu wykrycia obecności patogenu do przeszczepu minęło aż 10 lat, lecz od czasu nowatorskiej terapii nie wykryto w jego organizmie obecności wirusa.

Każdego dnia byliśmy przygotowani na złe wyniki - przyznaje Huettler. Na szczęście, pomimo upływu 20 miesięcy od zabiegu, wiadomości na temat zdrowia Amerykanina są optymistyczne. I choć nie ma stuprocentowej pewności, że zakażenie nie powróci, wielu badaczy jest zachwyconych efektem leczenia.

Sekretem powodzenia terapii była mutacja w komórkach macierzystych przeszczepianego szpiku kostnego. Pacjent może mówić o prawdziwym szczęściu w nieszczęściu, gdyż rozwój białaczki w jego organizmie wymusił przeszczep szpiku, który z kolei zapobiegł rozprzestrzenianiu się HIV.

Dawca narządu był nosicielem mutacji w obu kopiach genu CCR5, kodującego białko potrzebne do wnikania wirusa do komórek krwi. Bez interakcji z prawidłową (niezmutowaną) proteiną HIV jest niezdolny do ataku. Oznacza to, że pomimo iż wirus był obecny w organizmie, nie był on w stanie zainfekować komórek. Prowadziło to najprawdopodobniej do stopniowego zaniku zakażenia.

Sam dr Huettler przyznaje, że nie planował takiego rozwoju wydarzeń, lecz postanowił wykorzystać okazję. Przez przypadek przeczytałem o tym [mowa o efektach mutacji - red.] w 1996 roku. Zapamiętałem to i pomyślałem, że to może zadziałać.

Zanim doszło do transplantacji, własny szpik kostny Amerykanina został całkowicie zniszczony za pomocą kombinacji promieniowania jonizującego oraz leków. Gdy unieszkodliwiono układ odpornościowy pacjenta, przeszczepiono komórki szpiku posiadające w swoim genomie zbawienne uszkodzenie informacji genetycznej. Jednocześnie, w trosce o bezpieczeństwo przeszczepianego materiału, całkowicie odstawiono terapię przeciwwirusową

Ryzykowne podejście do terapii opłaciło się, gdyż po dwudziestu miesiącach od zabiegu w organizmie mężczyzny wciąż nie wykryto śladów wirusa. Trzeba jednak przyznać, że biorca przeszczepu miał szczęście, przy którym nawet "szóstka" w totolotku to drobiazg. Oprócz trudności w dobraniu pary dawca-biorca dodatkową trudnością był fakt, iż zaledwie jeden na tysiąc Europejczyków i Amerykanów nosi mutację w genie CCR5. 

To nie pierwszy raz, gdy przeszczep szpiku pozwolił na zwalczenie AIDS lub infekcji HIV. Pomiędzy latami 1982 i 1996 podobny eksperyment udał się co najmniej dwukrotnie. Wówczas jednak przyczyna powodzenia terapii nie była znana. Czy była nią właśnie zbawienna mutacja? Być może nie dowiemy się tego już nigdy.

A co czeka nas w przyszłości? Badacze są ostrożni w ogłaszaniu odnalezienia "lekarstwa na AIDS" i zwracają uwagę na konieczność przeprowadzenia dalszych badań. Mimo to trzeba przyznać, że osiągnięty przez dr. Huettlera sukces jest niebywały. Być może w przyszłości uda się modyfikować materiał genetyczny komórek macierzystych w taki sposób, by przeszczep zawierał wyłącznie komórki odporne na infekcję. Jeżeli jednak kiedykolwiek będzie to możliwe, na pewno nie stanie się to wcześniej niż za kilkanaście lat.



Autor: Wojciech Grzeszkowiak

Źródło: PhysOrg
Gero Huettler, hmm...czy to nazwisko wam czegoś nie przypomina ???

2008-11-15 01:38

Antyszwed
hustler?

2008-11-15 01:42

dirtymesucker
dirty, raczej zwróć uwagę na wymowę ;)

2008-11-15 08:49

mikroos
oj wieem ;)

2008-11-15 10:03

dirtymesucker
Gero Huettler, hmm...czy to nazwisko wam czegoś nie przypomina ???

Przypominać nie przypomina, ale mówi mi że to Niemiec. I kolejny plus dla mojego ulubionego Narodu. Jak Niemcy coś robią, to naprawdę przełomowo i rzetelnie, można podziwiać :)

2008-11-16 01:25

Tomek
Raany, ale fart... Pozazdrościć. ;)

2008-11-16 12:21

Acrux
Fart, a może jednak znak czasów? Ja już tylko czekam, aż przyjdzie większe przyzwolenie na terapię genową.
Sprawa jest o tyle idiotyczna, że w 1999 roku zmarł jeden (JEDEN) pacjent z powodu podania mu adenowirusa niosącego leczący go gen. Z powodu śmierci JEDNEGO pacjenta, na dodatek nie z powodu genu, a z powodu samego wirusa, zawieszono całkowicie prace nad terapiami genowymi. Dziś mamy lepsze nośniki, bezpieczniejsze technologie itp., a nic się nie zmienia, bo ciągle wszyscy rozbijają się głową o mur urzędniczego uporu. Strach myśleć, ilu ludzi straciło życie, bo nie otrzymali pomocy, która już od dawna jest technicznie możliwa!

2008-11-16 13:18

mikroos
Nikt nie chce brać odpowiedzialności (nawet przez tego JEDNEGO pacjenta), bo wszystko nowe jest niepewne. No a kiedy w końcu coś do przodu ruszy?!
A fart w tym sensie, że takiego dawcę miał. Jednego na liuśtam... :)

2008-11-16 18:32

Acrux
Kiedy ludzie zaczną w końcu myśleć mózgiem a nie... no właśnie czym?! Zielonymi? A może uprzedzeniami?

2008-11-16 19:20

Tomek
Acrux napisał(a):
Nikt nie chce brać odpowiedzialności (nawet przez tego JEDNEGO pacjenta)

Czy ja wiem? Mając do wyboru pewną śmierć z powodu AIDS albo możliwą śmierć (lecz także możliwe wyleczenie) w związku z eksperymentalną terapią, zawsze (i jako pacjent, i jako urzędnik) wybrałbym to drugie.

2008-11-16 19:24

mikroos
Skoro nie masz i tak nic do stracenia...

2008-11-16 19:33

Tomek
mikroos napisał(a):
Czy ja wiem? Mając do wyboru pewną śmierć z powodu AIDS albo możliwą śmierć (lecz także możliwe wyleczenie) w związku z eksperymentalną terapią, zawsze (i jako pacjent, i jako urzędnik) wybrałbym to drugie.

Zgadzam się z mikroosem.
Chodziło mni o to, że lekarze nie chcą brać odpowiedzialości. Bo czasem tak jest, prawda?

2008-11-16 20:41

Acrux
W przypadku terapii eksperymentalnej lekarz niczym nie ryzykuje. Zawsze, ale to zawsze podpisywane jest oświadczenie, w którym pacjent zgadza się na nową terapię i jest gotowy na wszelkie konsekwencje jej zastosowania. Jedyna sytuacja, w której lekarz mógłby odpowiadać, to ewidentny błąd w sztuce, czyli nieprawidłowe wykonanie czynności zapisanych w protokole leczenia - ale taką sytuację mamy przecież nawet w przypadku typowej terapii.

2008-11-16 21:06

mikroos
Jak dla mnie bardzo ciekawe - tym bardziej przy obecnym postępie w hematologii oraz genetyce (m. in. inżynierii genetycznej) myślę, że wytworzenie "terapii" przeciw wirusowi HIV to kwestia czasu... A tak troszkę OT to jak dla nie ma to różnicy, czy odkryje ktoś, kto jest Niemcem, Amerykaninem czy Chińczykiem...
Pozdrawiam

2008-11-17 07:15

Grzybu123
mikroos napisał(a):
jeden (JEDEN) pacjent

Wiesz... w 2008 roku zbankrutował JEDEN bank, a już odtrąbiono ogólnoświatowy kryzys gospodarczy i planuje się podarować niektórym setki miliardów. Jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o.... dobro ogółu :D

2008-11-17 13:41

Mariusz Błoński

komentarze [26] »
 

Inne artykuły na ten temat:

  • Nie znaleziono podobnych wiadomości.
© 2008-2010 KopalniaWiedzy.pl Reklama | Kontakt | partner: www.ukbroker.eu