-->
Jesteś tutaj: Strona główna > Wiadomości > Biologia > Dwa geny, zero otyłości



mała czcionka średnia czcionka duża czcionka

Biologia RSS działu Biologia
Mysz domowa© Rasbak

Dwa geny, zero otyłości

17-06-2009 03:31

cykl glioksylanowy · tłuszcz · kwasy tłuszczowe · otyłość · tkanka tłuszczowa

Wzbogacenie genomu myszy o zaledwie dwa geny pochodzące od bakterii pozwala na całkowite zapobieżenie otyłości - wykazali naukowcy z Uniwersytetu Kalifornijskiego. Co ciekawe, mechanizm badanego zjawiska był zupełnie inny od spodziewanego.

Do swojego eksperymentu naukowcy, kierowani przez dr. Jasona Deana, wykorzystali geny kontrolujące tzw. cykl glioksylanowy - serię reakcji pozwalających bakteriom i niektórym roślinom na przetwarzanie kwasów tłuszczowych w węglowodany. Ponieważ do możliwości przeprowadzania cyklu glioksylanowego brakuje ssakom zaledwie dwóch genów, badacze postanowili sprawdzić, czy dodanie ich do genomu myszy wywoła spodziewany efekt.

Jak się okazało, przeniesienie fragmentów bakteryjnego DNA do komórek mysiej wątroby pozwala na spalanie kwasów tłuszczowych, lecz produkty tej reakcji są zupełnie inne od spodziewanych. Zamiast wytwarzać cukry proste, jak bakterie, myszy spalały tłuszcz... bezpośrednio do czystego dwutlenku węgla i wody.

Dalsze testy wykazały, że zmodyfikowane genetycznie myszy były całkowicie oporne na wystąpienie otyłości, nawet po "przestawieniu" na dietę wysokotłuszczową. Pozwala to przypuszczać, że podobna modyfikacja genetyczna mogłaby zapobiegać otyłości także u ludzi.

Co ciekawe, istnieje możliwość, że geny podobne do tych badanych przez dr. Deana już teraz są obecne w organizmach ssaków, lecz zostały inaktywowane. Zjawisko takie odkryto kilka lat temu u drobiu, niewykluczone więc, że naturalny sposób na zapobieganie otyłości jest ukryty także w naszych genomach.



Autor: Wojciech Grzeszkowiak

Źródło: Technology Review
Pomysł bardzo fajny i jak widać działający.. Trzeba tylko ustalić czy pozbycie się tłuszczu nie powoduje jakichś głębszych konsekwencji - bo przecież trochę tego tłuszczu każdy człowiek potrzebuje; do termoizolacji, kobiety do tego żeby mieć piersi czy kształtne inne części..

2009-06-17 07:46

lucky_one
czyli pytanie ile to tego tłuszczu spala... i jak się zachowuje gdy go prawie nie dostarczamy...

2009-06-17 08:30

pogo
Absolutne minimum tłuszczu uznawane za zdrowe dla ludzi wynosi 12% dla kobiet i 5% dla mężczyzn.
Wg strony sportsmedicine.about.com poziom tłuszczu poniżej 14% dla kobiet i 8% dla mężczyzn nie daje żadnych dodatkowych korzyści.
Skutkami ekstremalnie niskiego poziomu tłuszczu są kontuzje, obniżona wydajność oraz zwiększenie ryzyka problemów zdrowotnych.
Różne strony internetowe podają różne minima, ja się spotkałem na przykład z wartościami 10% dla mężczyzn i 12% dla kobiet.

2009-06-17 14:42

czesiu
czesiu napisał(a):
Wg strony sportsmedicine.about.com poziom tłuszczu poniżej 14% dla kobiet i 8% dla mężczyzn nie daje żadnych dodatkowych korzyści.

Być może w wydolności czy poprawie VO2max nie, ale jeżeli np. chcesz podjeżdżać rowerem pod Col Madone (927 metrów przewyższenia na odcinku niecałych 15 km), to walczysz o każdy gram masy. Owszem, jest to wariactwo sprzeczne ze zdrowym stylem życia, ale nie zgodzę się, że redukcja masy poniżej tych 8% nie daje korzyści.

2009-06-17 14:48

mikroos
Zależy co chcemy rozumieć przez korzyści :) Dla jednych korzyścią będzie wygranie wyścigu i zgarnięcie niezłej sumki, dla innych sylwetka pozwalająca reklamować bieliznę a dla jeszcze innych zdrowy tryb życia. Korzyść przynosi właściwie każde działanie - należy rozpatrywać jakim kosztem.

2009-06-17 14:52

k0mandos
ale nie zgodzę się, że redukcja masy poniżej tych 8% nie daje korzyści.

Jeśli masz na myśli takie korzyści to równie dobrze możesz udowadniać korzyści ze ślepoty w postaci lepszej percepcji muzyki.

2009-06-17 15:30

thikim
Tylko, że tkanka tłuszczowa narośnie z powrotem i to szybciutko :) Ze wzrokiem może być ciężej ;)

2009-06-17 15:35

k0mandos
thikim napisał(a):
Jeśli masz na myśli takie korzyści to równie dobrze możesz udowadniać korzyści ze ślepoty w postaci lepszej percepcji muzyki.

Bardzo wyraźnie napisałem, o jakich korzyściach mowa i równie dobitnie wyraziłem przekonanie, że jest to szaleństwo. Byłbym więc wdzięczny, gdybyś nie prezentował moich słów jako wyrazu aprobaty dla takich postaw.

2009-06-17 15:49

mikroos
mikroos napisał(a):
Być może w wydolności czy poprawie VO2max nie, ale jeżeli np. chcesz podjeżdżać rowerem pod Col Madone (927 metrów przewyższenia na odcinku niecałych 15 km), to walczysz o każdy gram masy. Owszem, jest to wariactwo sprzeczne ze zdrowym stylem życia, ale nie zgodzę się, że redukcja masy poniżej tych 8% nie daje korzyści.

Problemem nie są "korzyści", ale skutki uboczne - jaki zysk dla mającego 60kg zawodnika da różnica 1,2kg - 5-10 sek? Po uwzględnieniu większego ryzyka kontuzji może się okazać że gra nie była warta świeczki. Rozumiem sportowców - każdy chce mieć jak największą przewagę nad konkurencją, a po osiągnięciu pewnego poziomu już nie ma możliwości zwiększenia wydajności, więc szuka się innych rozwiązań. Moim zdaniem w wszystkich sportach, gdzie waga jest faktorem powinien obowiązywać minimalny wskaźnik BMI, poniżej którego zawodnik nie zostanie dopuszczony do zawodów (chce uczestniczyć to dostanie po cegle do kieszeni). To samo tyczy się sprzętu.
Tak z ciekawości - wyniki ciężarowców dalej są przeliczane względem ich wagi, czy MKOL wreszcie poszedł po rozum do głowy i bierze pod uwagę stosunek wagi do wzrostu?

2009-06-17 19:19

czesiu
Na 5-km podjeździe o nachyleniu 24% (co wcale nie jest rzadkością w Alpach) zyskuje się aż 5 sekund za każde 100 g masy. A więc jest to OGROMNA różnica.

2009-06-17 20:31

mikroos
mikroos napisał(a):
Na 5-km podjeździe o nachyleniu 24% (co wcale nie jest rzadkością w Alpach) zyskuje się aż 5 sekund za każde 100 g masy. A więc jest to OGROMNA różnica.

Ale tylko pod warunkiem, że ten kolarz dostarczy sobie energie z innego źródła. A to też forma dopingu. Wówczas przy takim dopingu ten zapas 8%, czyli 5kg. tłuszczu rzeczywiście jest tylko balastem. Gdyby ten kolarz przez tydzień nie jadł, pił tylko wodę z górskich potoków i miałby do przejechania 200km. dziennie, bez tych 8% tłuszczu długo by nie pociągnął. Chciałbym zobaczyć taki kilkudniowy wyścig (1000km), bez jakiegokolwiek dopingu energetycznego, bez całego sztabu wspierającego, regenerującego, itd.  Dopiero, to by pokazało, jaki kolarz jest najbardziej sprawny i jaki zapas tłuszczu jest optymalny.


2009-06-18 01:14

jendrysz
jendrysz napisał(a):
Ale tylko pod warunkiem, że ten kolaż dostarczy sobie energie z innego źródła. A to też forma dopingu.[/QUOTE]
Ależ nie :) Żadnego dopingu nie potrzeba, bo wystarczy, żeby zawodnik miał mniej balastu do podciągnięcia pod górę i już jedzie szybciej lub przynajmniej wolniej się męczy przy tej samej szybkości, a to da mu szansę w pojedynku na finiszu.
Wówczas przy takim dopingu ten zapas 8%, czyli 5kg. tłuszczu rzeczywiście jest tylko balastem. Gdyby ten kolaż przez tydzień nie jadł, pił tylko wodę z górskich potoków i miałby do przejechania 200km. dziennie, bez tych 8% tłuszczu długo by nie pociągnął.

Mam rozumieć, że przez pojęcie dopingu rozumiesz dojadanie żelu energetycznego, bananów i wafelków oraz zapijanie ich izotonikiem?
Chciałbym zobaczyć taki kilkudniowy wyścig (1000km), bez jakiegokolwiek dopingu energetycznego, bez całego sztabu wspierającego, regenerującego, itd.  Dopiero, to by pokazało, jaki kolaż jest najbardziej sprawny i jaki zapas tłuszczu jest optymalny.

Wszystkie teamy mają bardzo podobny sztab, więc szanse są wyrównane i na górze i tak wygrywa ten, kto był najsilniejszy (no dobra, rower ma trochę wpływu).

2009-06-18 01:21

mikroos
mikroos napisał(a):
Ależ nie :) Żadnego dopingu nie potrzeba, bo wystarczy, żeby zawodnik miał mniej balastu do podciągnięcia pod górę i już jedzie szybciej lub przynajmniej wolniej się męczy przy tej samej szybkości, a to da mu szansę w pojedynku na finiszu.

Czyli najlepiej by było bez balastu (zero tłuszczu)? To skąd zawodnik miałby wziąć energie na przejechanie nawet jednego kilometra? Człowiek magazynuje (w wątrobie) cukry?
Mam rozumieć, że przez pojęcie dopingu rozumiesz dojadanie żelu energetycznego, bananów i wafelków oraz zapijanie ich izotonikiem?

Redbul-ów, lisci koki, czymkolwiek podawanym z zewnątrz. Od początku do końca zawodów, zawodnik powinien opierać się na własnych możliwościach, bez wpływów zewnętrznych.
Wszystkie teamy mają bardzo podobny sztab, więc szanse są wyrównane i na górze i tak wygrywa ten, kto był najsilniejszy (no dobra, rower ma trochę wpływu).

Dokładniej, to czołowe drużyny mają podobne sztaby i te sztaby wspomagając biorą udział w tej walce.
Poza tym, te sztaby nie zajmują się tylko sprzętem, leczą, regenerują, ale tylko czołowych zawodników. Część zawodników takich możliwości nie ma. Łamie to zasadę równych szans. Jest to też forma faworyzującego dopingu.
Wracając do tematu tłuszczu, człowiek musi mieć zapas tłuszczu, bo na co dzień nie ma sztabu, który by go "wspomagał".

2009-06-18 02:42

jendrysz
jendrysz napisał(a):
Czyli najlepiej by było bez balastu (zero tłuszczu)? To skąd zawodnik miałby wziąć energie na przejechanie nawet jednego kilometra? Człowiek magazynuje (w wątrobie) cukry?

A nie magazynuje? Ależ owszem, magazynuje i to u zawodowców nawet do 2500-3000 kcal, a do tego dochodzi rezerwa mięśniowa :) Poza tym, tak jak mówiłem, dożywiają sie na bieżąco (izotoniki, żele energetyczne o kosmicznej wartości energetycznej, banany, ciasteczka - czego dusza zapragnie!). Najbardziej radykalni zawodowcy schodzą do 4%, co w praktyce oznacza praktycznie zerową zawartość tkanki tłuszczowej, i nierzadko wygrywają, a nie tylko dojeżdżają na metę. Podkreślam: nie jest to zdrowe, ale daje korzyść na podjazdach i nie zaprzeczysz temu, bo to wynika z prostych praw fizyki.
Redbul-ów, lisci koki, czymkolwiek podawanym z zewnątrz.

No błagam Cię, liście koki i Red Bull na trasie Tour de France w XXI wieku? :D Nie obraź się, ale chyba nie doczytałeś czegoś na temat kolarstwa.
Od początku do końca zawodów, zawodnik powinien opierać się na własnych możliwościach, bez wpływów zewnętrznych.

Oczywiście, i niech ciągnie za rowerem oponę od samochodu. A tak na poważnie: na szosie zawsze znajdzie się powód, żeby uznać wyniki za skrzywione. Bo to jeden jechał za drugim i korzystał z ciągu aerodynamicznego, a to inny nie złapał gumy i przez to zyskał w nieuczciwy sposób, a jeszcze innemu wiatr zawiał w inną stronę, bo jechał w ucieczce i zdążył przed wichurą. A prawda jest taka, że i tak zawsze kolarze przyznają uczciwie, że wygrał najlepszy. Zresztą prawda jest taka, że nawet jeśli zawodnik ma pod sobą gorszy rower, ale jedzie wybitnie dobrze, to i tak za rok trafi do lepszej drużyny, gdzie dadzą mu lepszy rower.
Swoją drogą, jeśli masz ochotę na zmagania wyłącznie ludzi, zawsze możesz oglądać kolarstwo torowe, gdzie wpływ sprzętu jest na dobrą sprawę minimalny, a sport jest niesamowicie spektakularny.
Poza tym, te sztaby nie zajmują się tylko sprzętem, leczą, regenerują, ale tylko czołowych zawodników.

To chyba oczywiste, że lider dostaje największe wsparcie. Kolarstwo jest dyscypliną drużynową, ale o tyle specyficzną, że do mety pierwszy musi dojechać lider - zawsze ten sam. Gdyby nie dostawał pomocy na najlepszym poziomie, wówczas wysiłek całej drużyny zostałby zmarnowany. Nie musisz lubić tego sportu ani akceptować jego zasad, ale uznawanie koncentracji zespołu na sukcesie pojedynczego zawodnika za niekorzystne zjawisko świadczy tylko o bardzo pobieżnym zrozumieniu zasad wyścigów szosowych.
Aha, jeszcze jedno. Możesz mówić o tym, że zrzucanie wagi przed takim wyścigiem zwiększa ryzyko wypadku i niedojechania do końca, ale uwierz mi: zawodowcy wiedzą lepiej, co im służy. Jeżeli podejmują to ryzyko, to świadczy to tylko o tym, że wiedzą co robią. Oni wiedzą znacznie lepiej od jakiegokolwiek kibica, czy lepiej schudnąć, czy nie. I jeśli chudną, a mimo to są w stanie przejechać 3300 km po górach w ciągu 3 tygodni, to najwidoczniej tak właśnie jest z punktu widzenia osiągów najkorzystniej.
Pozdrawiam

2009-06-18 02:59

mikroos
mikroos napisał(a):
No błagam Cię, liście koki i Red Bull na trasie Tour de France w XXI wieku? :D Nie obraź się, ale chyba nie doczytałeś czegoś na temat kolarstwa.

No tak, bo oni tam wszyscy są tacy wydajni dzięki zupce ogórkowej. Na marginesie ciekawym jest że czołówka kolarzy albo ma raka albo jest chora na astmę... A, wiem to te górskie powietrze tak dobrze im służy. ;)

2009-06-18 12:53

czesiu

komentarze [32] »
 

Inne artykuły na ten temat:

  • Nie znaleziono podobnych wiadomości.
© 2008-2010 KopalniaWiedzy.pl Reklama | Kontakt | partner: www.ukbroker.eu