Bez ludzi Amazonia niemal nie płonęła
W tropikalnym lesie deszczowym naturalny pożar to zjawisko wyjątkowe. Duża wilgotność utrudnia zapłon, w związku z czym większość amazońskich roślin nie jest w żaden sposób przystosowana do obecności ognia. Dane paleośrodowiskowe dowodzą, że przed pojawieniem się ludzi nawet w bardziej suchych regionach Amazonii i na pograniczu lasu i sawanny pożary występowały tam bardzo rzadko. Sytuacja zaczęła zmieniać się po zasiedleniu Ameryki Południowej przez człowieka.
Analiza ponad 1300 fragmentów węgla drzewnego pokazuje, jak ludzie wprowadzali ogień w głąb dorzecza Amazonki. Badania wykazały też dwa wyraźne spadki liczby pożarów – jeden przed przybyciem Europejczyków, a drugi po rozpoczęciu kolonizacji.
Crystal N.H. McMichael, Britte M. Heijink i Nina H. Witteveen z Uniwersytetu w Amsterdamie oraz Annabel Zwarts i Mark B. Bush z Instytutu Technologicznego na Florydzie, odtworzyli historyczne zmiany zasięgu i częstość występowania ognia. Wykorzystali datowanie węgla drzewnego ze stanowisk archeologicznych.
Po odrzuceniu materiałów z czasów współczesnych przeanalizowali 1329 dat z 303 stanowisk. I dowiedzieli się, że najstarsze ślady ognia pochodzą z obrzeży dorzecza oraz z okolic głównego nurtu Amazonki. W okresie od 6 do 4 tysięcy lat temu liczba stanowisk ze śladami ognia zaczęła rosnąć w większości regionów. Zbiega się to w czasie z rozwojem upraw kukurydzy w północno-zachodniej i południowo-zachodniej części Amazonii. W centrum dorzecza wzrost pożarów przyszedł później. Dopiero 3000 lat temu aktywność ognia rośnie we wszystkich badanych regionach, a 2000 lat temu ogień był już obecny także wewnątrz puszczy amazońskiej. To czas, gdy większość tamtejszych społeczności przechodzi na bardziej osiadły tryb życia, oparty na rolnictwie. Najwięcej datowanych pożarów pochodzi z lat 700–1450.
Później następuje niespodziewany spadek ich liczby. W wielu regionach rozpoczyna się on 700–500 lat temu, a więc przed wyprawą Francisca de Orellany, który w 1541 roku przepłynął Amazonkę. Spostrzeżenie to wspiera hipotezę „wczesnego opuszczenia”. Część osad mogła zostać porzucona, zmienił się sposób użytkowania ziemi, a doszło do tego przed pojawieniem się Europejczyków. Przyczyny tego procesu nie są znane. Drugi spadek miał miejsce około 400 lat temu, gdy europejskie wpływy objęły całe dorzecze. To z kolei pasuje do hipotezy „wielkiego wymierania” miejscowej ludności w wyniku chorób, wojen i niewolnictwa.
Z badań wynika, że dzisiejszy las amazoński nie jest pozostałością całkowicie nietkniętej przyrody. Przez tysiące lat ludzie mieli wpływ na skład i rozmieszczenie tamtejszych roślin.
Badania opublikowano we Frontiers of Biogeography w artykule The pyrogeography of Amazonia: a Holocene perspective.



Komentarze (0)