Dzięki EVApeCognition Dataset lepiej poznamy sposób myślenia wielkich małp
Jaka jest różnica między sposobem rozumowania szympansa i człowieka? Czy goryl rozumie, że ktoś się może mylić? Czy orangutan planuje przyszłość? Na te i wiele innych pytań naukowcy próbują odpowiedzieć od dziesięcioleci. Po to, by poznać wielkie małpy i po to, by poznać nas samych. Dotychczas każde z tych pytań funkcjonowało oddzielnie. Odpowiedzi na nie trudno było porównywać. Teraz ma się to zmienić.
Międzynarodowy zespół ponad 100 badaczy opublikował EVApeCognition Dataset – największy i najbardziej kompleksowy zbiór wyników badań przeprowadzonych na wielkich małpach. W jednym miejscu zebrano 262 zestawy danych ze 150 publikacji naukowych, jakie powstały w latach 2004–2021 w Centrum Badań nad Naczelnymi im. Wolfganga Köhlera w Lipsku.
Badanie poznania wielkich małp nie jest proste. Zwierzęta żyją w niewielkich grupach w ośrodkach badawczych i ogrodach zoologicznych. Udział w eksperymentach jest dla nich dobrowolny, więc próby badawcze są nieduże. Zazwyczaj jest to kilkanaście osobników, a to zbyt mało, by wyciągać daleko idące wnioski.
W Centrum Köhlera badano łącznie 81 małp, z czego 78 wzięło udział w więcej niż jednym eksperymencie. Przeciętne zwierzę uczestniczyło w ciągu 18 lat w niemal 40 eksperymentach.
Twórcy EVApeCognition Dataset zidentyfikowali 246 publikacji, następnie skontaktowali się z ich autorami. Poproszono ich o przekazanie surowych danych ze swoich eksperymentów w zamian za autorstwo omawianego artykułu naukowego. Udało się zebrać ujednolicić i zweryfikować dane ze 150 prac. Każdy zestaw został poddany wieloetapowemu procesowi standaryzacji i weryfikacji. Dane zapisano w jednolitym formacie, ze szczegółowymi informacjami o każdej z badanych małp oraz opisem procedur eksperymentalnych.
Zbiór obejmuje badania z wielu dziedzin: od rozumienia narzędzi i przestrzeni, przez pamięć, planowanie, po współpracę, naśladowanie czy rozumienie intencji innych. Dzięki temu naukowcy będą mogli sprawdzać, czy różne zdolności są powiązane u konkretnych osobników, jak zmieniają się z wiekiem, czy są różne u różnych gatunków.
EVApeCognition Dataset został udostępniony na Zenodo i GitHubie. Jego autorzy mają nadzieję, że zachęci to inne zespoły naukowe do tworzenia i udostępniania podobnych zbiorów danych.
Szczegółowe informacje o bazie opublikowano w piśmie Scientific Data.



Komentarze (15)
venator, 25 kwietnia 2026, 02:00
Przypomnę jeden z najsłynniejszych i bardzo kontrowersyjnych eksperymentów, a więc projekt z zakresu psychologii porównawczej naczelnych, przeprowadzony przez Winthropa Kelloga, w 1931 - 32 r.:
https://en.wikipedia.org/wiki/Winthrop_Kellogg
https://panilogopedyczna.pl/2022/06/wychowywali-swoje-dziecko-z-szympansem/
Plan eksperymentu Kellogga został nakreślony w artykule umieszczonym w Psychological Review,
w którym naukowiec ten napisał: Załóżmy, że antropoid został zabrany do typowej ludzkiej rodziny
w dniu narodzin i wychowany był jako dziecko. Przypuśćmy, że karmiono go butelką, ubierano, myto, kąpano, pieszczono i dano mu charakterystyczne ludzkie środowisko: starano się, aby polubił ludzkie dziecko, miał adoptowaną ludzką matkę i adoptowanego ludzkiego ojca [2].
Eksperyment rozpoczął się 26 czerwca 1931 roku gdy Kelloggowie przywieźli do swojego domu niespełna ośmiomiesięcznego szympansa o imieniu Gua i wdrożyli powyższe założenia. Badania trwały 9 miesięcy i przez ten okres Donald, syn Kellogów, który na początku badań miał 10 miesięcy i Gua byli codziennie testowani pod wieloma kątami m. in. badano ich pamięć, ciśnienie krwi, refleks, wokalizację, sprawność manualną, rozumienie języka i koncentrację uwagi. Niestety w pogoni za wiedzą małżonkowie przeprowadzali również bolesne dla badanych eksperymenty, o czym świadczy ten fragment ich publikacji: Różnice między czaszkami można słyszalnie wykryć, stukając w nie miską łyżki lub podobnym przedmiotem. Dźwięk wydawany przez głowę Donalda jest trochę w naturze głuchy, podczas gdy dźwięk uzyskany z Gua jest ostrzejszy, jak trzask młotka o drewniany krokiet lub kulę do kręgli [3].
Szympans przez cały okres badań był traktowany jak dziecko w każdym szczególe. Nie tylko był ubierany i karmiony tak jak Donald, ale również otrzymywał tzw. buziaka na dobranoc czy spał w jednym łóżku ze swoim przybranymi rodzicami. Takie postępowanie przyniosło zaskakujące efekty, ponieważ Gua bardzo szybko, w tym znacznie szybciej aniżeli jego ludzki „brat”, opanował takie umiejętności jak chodzenie w pozycji wyprostowanej, jedzenie łyżką, picie ze szklanki, otwieranie drzwi, naśladowanie ludzkich gestów, okazywanie uczuć, przytulanie i całowanie rodziców oraz Donalda. Nauczył się on również reagować na około 100 słów i zwrotów jak np. „uściśnij dłoń” czy „pokaż nos” [3].
Pomimo szybkich postępów na początku i pomimo że Kelloggowie poświęcali mu dużo czasu, próbując nauczyć choć kilku słów, Gua nigdy nie był w stanie ich opanować. Szympans był pod wieloma względami znakomitym naśladowcą, ale nie pod względem naśladowania głosu [3].
W opublikowanych badaniach oraz ogólnie w środowisku naukowym pojawiło się wiele teorii na ten temat, jednak dziś wiemy, że szympans nie był wstanie nauczyć się ludzkiego języka przede wszystkim ze względu na budowę anatomiczną, która nie pozwala mu na posługiwanie się ludzką mową.
To nie tylko o budowę anatomiczną górnych dróg oddechowych chodzi, ale zapewne i mózgu.
Sukces homo sapiens, polegał na stworzeniu inteligencji kognitywnej, wymiany doświadczeń, która stała się podwaliną do myślenia abstrakcyjnego. Wsparciem do tego jest teoria liczb Dunbara:
https://en.wikipedia.org/wiki/Dunbar's_number
Na jakimś etapie ewolucji nasi przodkowie przekroczyli tę granicę, po której zaszły zmiany w mózgu umożliwiające stworzenie złożonej cywilizacji technicznej.
Oczywiście jestem świadom, że owady społeczne w swej mnogości także budują złożone relacje społeczne, wykorzystując do tego zupełnie inne szlaki komunikacyjne, jednak mrówki, największy sukcesor w świecie zwierząt, nigdy same nie wybrały się w kosmos.
Mariusz Błoński, 25 kwietnia 2026, 11:09
Cały czas próbujemy wpasować psychikę i myślenie zwierząt w ludzkie ramy. A może to błąd? Może dlatego wciąż tak mało rozumiemy?
Skarbek, 25 kwietnia 2026, 22:34
Mariusz, jednak nie wydaje mi się, by istniał inny sposób na wzbudzenie zrozumienia i empatii do zwierząt i roślin u ogółu ludzi niż ich uczłowieczanie. Gdyby je traktować kompletnie inaczej będą dla znakomitej większości niezrozumiałe i obce, a wtedy nie ma szans na ochronę przyrody. Jeśli jakiś naukowiec jest w stanie wyjść poza swoje człowieczeństwo to brawa dla niego, ale szczególnie popularyzatorzy nauki nie wydaje mi się by powinni podążać tą ścieżką.
Mariusz Błoński, 26 kwietnia 2026, 10:56
Jeśli uczłowieczanie rozumiesz jako nieuprawnione przypisywanie im ludzkich cech, to nie tędy droga. Natomiast porównywanie jak najbardziej. Pokazywanie podobieństw. Stwierdzenie, że zwierzęta czują, tęsknią, myślą, kochają nie jest uczłowieczaniem, a faktem. Opór z odnoszeniem tych kategorii do zwierząt wynika z jednej strony z faktu, że przez tysiąclecia zarezerwowaliśmy te pojęcia dla siebie, z drugiej z oporu przed wiedzą, z trzeciej zaś - zapewne ze strachu i wyrzutów sumienia. Oczywiście u sporej grupy wynika też psychopatii.
Skarbek, 27 kwietnia 2026, 13:19
Czyli z grubsza się zgadzamy. Zwierzęta mają uczucia podobne do naszych. Natomiast mam wrażenie, że traktowanie ich jako gorszych wynikało z naszego poczucia wyjątkowości Typ myślenia, że ludzie to nie zwierzęta, one są częścią przyrody, a my jesteśmy ponad, lepsi, mądrzejsi.
venator, 29 kwietnia 2026, 02:38
Może jednak inaczej postawić pytanie? Co spowodowało, że nasi bezpośredni zwierzęcy przodkowie poszli tak wyboistą drogą, która ostatecznie wywiodła nasz gatunek na szczyt drabiny ewolucyjnej? Dlatego też przypomniałem eksperyment Kellogów.
Kochają? No właśnie...wiem, że jest mnóstwo pupili kochających do grobowej deski, jak ten wierny pies. Ewentualnie kot lub koń. Wszystko to dotyczy jednak gatunków udomowionych, choć obecnie mówi się raczej o współudomowieniu. To też jest ciekawe, że niektóre tylko gatunki weszły w taką interakcje z człowiekiem. Nie ma w tym żadnej małpy. Pomimo największej zbieżności genetycznej i wspólnego drzewa rodowego.
Myślę, że to raczej spuścizna, i to raczej późna, rewolucji neolitycznej, w której większa część społeczeństwa żyła już z roli i hodowli zwierząt, z rysującym się podziałem społecznym na odrębne klasy (kapłan, władca, wojownik, kupiec, rzemieślnik etc.). Paleolityczny łowca aby zabić tura czy samicę prażubra, czy też konia stepowego (już bez wchodzenia w mamuty etc.) musiał wykazać się taktyką łowiecką, siłą i wytrzymałością. To kosztowało dużo wysiłku. A ile wysiłku trzeba włożyć w ubicie kozy, owcy czy też krowy, która od pokoleń żyła w zagrodzie lub nawet obok, ale była udomowiona? Po kilku -kilkunastu pokoleniach dawnych łowców, nowi rolnicy zapomnieli swojej tożsamości. I przychodziło łatwo. Pomimo, że już w neolicie, potrafiono doprowadzać do lokalnych katastrof ekologicznych, to globalnie ich zasięg był znikomy. Nikt się nie przejmował. Stąd te słynne "czyńcie sobie ziemię poddaną" do której teraz KK dorabia ideologie.
Ps. Echa dawnych polowań są odbite w pamiętnikach dawnej szlachty. Do drapieżników podchodzono z szacunkiem. Taki weteran Potopu, towarzysz chorągwi husarskiej, Poczobut Odlanicki, na niedźwiedzia wybrał się jak neandertlczycy, z włócznią. Celowo, bo tak przystało na wojownika, mimo, że miał pod dostatkiem broni palnej. Niedźwiedzia ubił, ale przypłacił to raną głowy "aż kości wyszły" i dwa tygodnie u medyka leżał w Wilnie. A niedawno, mój kolega, człowiek wykształcony, zapalony myśliwy, "pochwalił" się swym polowaniem z ambony. W termowizji/ noktowizji zobaczył głowę podnoszącego się z krzaków jelonka, puc i jelonek się położył. Raczej zgodnie z przepisami, nie użył tego jako celownika na broni, więc w teorii się nie liczy.
Za***isty sukces - wykorzystanie po ciemku zaawansowanej optoelektroniki + precyzyjny sztucer z gwintowaną lufą za min. 15 tyś. No jest sukces...
Mariusz Błoński, 29 kwietnia 2026, 08:43
Jeśli zobaczymy w telewizji obcą nam ludzką matkę, która przez wiele dni nie chce rozstać się ze swoim zmarłym dzieckiem, to stwierdzimy, że rozpacza, bo je kochała, prawda?
Gdy taką samą reakcję widzimy u matki zwierzęcej, to co stwierdzimy?
venator, 29 kwietnia 2026, 10:53
Tu dochodzimy do fundamentalnego pytania czym jest miłość?
Skarbek, 29 kwietnia 2026, 12:10
Ja jeszcze mam inne przemyślenie. Nasze linie ewolucyjne oddzieliły się, w perspektywie istnienia życia na Ziemi, stosunkowo niedawno. Linie ssaków, a małp to jeszcze później. Więc niejako wiecej czasu byliśmy razem niż osobno. Więc może mamy takie same uczucia?Zarówno te bardziej i jak i te mniej podstawowe. Teraz dzięki temu, że ludzie wszędzie z telefonami chodzą, coraz więcej dowiadujemy się o zwierzętach: pogrzeb słoniątka, późniejsze wizyty na jego grobie, kot który rozpoznał się w lustrze i maca łapką swoje uszy, baran który broni kur przed jastrzębiem.
W związku z tym wydaje mi się, że intuicyjne interpretatowanie pewnych uczuć u zwierząt, szczegolnie tych, które znamy osobiście - bo wtedy jest łatwiej, nie musi być błędne.
Sławko, 29 kwietnia 2026, 13:51
Ja bym to odwrócił. To ludzie mają uczucia podobne do zwierzęcych.
W końcu ludzie to wciąż zwierzęta. Owszem mamy cechy odróżniające nas od innych zwierząt, ale wszystkie gatunki zwierząt mają cechy odróżniające je od innych gatunków zwierząt. Nie jest to więc nic dziwnego i nietypowego. Jedyne co nas faktycznie odróżnia, to te cechy, które pozwoliły nam jako ludziom osiągnąć przewagę intelektualną, którą my uznajemy za kluczową do przetrwania. Ale np. do przetrwania w środowisku wodnym kluczowe cechy są inne niż intelektualne, o czym można przekonać się, gdy człowiek próbuje pływać z delfinami. To oczywiście nie znaczy, że intelekt nie jest tam przydatny, co również delfiny udowadniają.
Podsumowując.
Śmiem twierdzić, że większość „cech ludzkich”, które próbujemy teraz przypisywać zwierzętom, w rzeczywistości są cechami, które po zwierzętach odziedziczyliśmy. To sprawia, że pewne „ludzkie cechy” dostrzegamy nie tylko w innych ssakach, ale także w ptakach, gadach, płazach, a nawet w rybach. Większość zwierząt również ma te same cechy co ludzie, tylko występują one u wszystkich gatunków w różnych stanach rozwoju, czy zaawansowania. Dotyczy to nie tylko cech fizycznych, ale także cech psychicznych oraz uczuć z tym związanych.
Ja bym powiedział, że miłość to pewnego rodzaju przywiązanie, które jest w znacznym stopniu uzależniające od innych osobników.
Wiele gatunków zwierząt, jak najbardziej, ma tą cechę. Często działa ona także międzygatunkowo.
venator, 1 maja 2026, 03:49
Ssaczych. Dlaczego mają nie mieć? Przy bliskich kontaktach z "zaprzyjaźnionym" osobnikiem wyzwalane są tzw. hormony miłości, oksytocyna i dopamina. Biologia.
W minionym wieku uważano OT za ważny hormon socjalny i rozrodczy. Wcześniejsze badania uznawały ten hormon za główny peptyd podwzgórza, pobudzający laktację i skurcze mięśniówki gładkiej macicy w czasie porodu (1). Wyniki prac z ostatnich lat wskazują natomiast na jej zdolność do ułatwiania różnorakich aktywności socjalnych i reprodukcyjnych – od łączenia się osobników w pary do zachowań opiekuńczych matki, jej agresywności poporodowej oraz zachowań seksualnych u ludzi i zwierząt („hormon rozkoszy i szczęścia”) (2, 9).
Oprócz tego, że oksytocyna uwalniana jest z tylnego płata przysadki do krwi obwodowej, wiadomo, że uwalnia się też w wielu innych strukturach mózgu związanych z zachowaniami społecznymi i socjalnymi (15). OT, działając ośrodkowo, ułatwia powstawanie więzi matka–dziecko oraz formowanie się par u różnych ssaków (16). Zastosowana ośrodkowo, ma też działania uspokajające (17), a zablokowanie genu OT nasila lęk (18).
https://magwet.pl/17646,kliniczne-aspekty-stosowania-oksytocyny-u-ludzi-i-u-zwierzat?srsltid=AfmBOoo8hx9pWp5LScRaLt_eTfVuvYCQlwn324h_NnJ-eG2tudM52Pjl
Zauważmy, że jednak tylko 5% gatunków zwierząt żyje w związkach monogamicznych, a i u człowieka z tym różnie.
Wygląda na to, że tzw. miłość to wdrukowany ewolucyjnie sposób na przetrwanie gatunku. Nie powinny więc dziwić zachowania matki broniącej do upadłego swego potomstwa, czy też partnera broniącego partnerki.
Z tym, że u ludzi wykształciła się też forma "miłości" zupełnie niespotykana w świecie zwierząt, a związana z bytami abstrakcyjnymi jak np. miłość do ojczyzny, narodu etc. Albo pieniądza
Nie brakuje przykładów z pól bitewnych, gdzie żołnierze, w autentycznie spontanicznej reakcji, ginęli w obronie pułkowego sztandaru, elementu całkowicie abstrakcyjnego. Na pewno za tym stało jakieś działanie biochemiczne organizmu.
Ale mimo wszystko między nami, a zwierzętami jest zarysowana granica. Kruk (corvus corax) łączy się w pary, prawdopodobnie na całe życie. Jeden gatunek, jedno zachowanie. A u ludzi?....
Ps. Przerąbane mają kobiety, które mają poród indukowany podaniem syntetycznej oksytocyny, w pompie indukcyjnej. W nieindukowanym porodzie skurcze na wykresie KTG mają nieregularny przebieg. Jeden skurcz jest mocny (wyrzut OT), co oczywiście wywołuje ból i stres, ale następny jest już słabszy, co pozwala na chwilę oddechu. Ten indukowany to jest parcie cały czas na maxa, bardzo dla kobiety wyczerpujący. To co nas odróżnia od świata zwierząt to te trudności porodowe. Prawdziwa zmora. Najprawdopodobniej jako "nagroda" za dwunożność ssaczą. To kobiety zapłaciły za ten sukces ewolucyjny najwyższą cenę. Dziś medycyna sobie z tym radzi, ale przed wiekami śmiertelność okołoporodowa mogła sięgać nawet i 50%.
Mariusz Błoński, 2 maja 2026, 09:37
Jeśli wyłącznie reakcją chemiczną, to zapewne występuje u wielu ssaków, a może też i u innych grup zwierząt (możliwe, że z inną chemią).
Jeśli jest jakim uczuciem "wyższy", pozachemicznym, to chętnie je sobie zmonopolizujemy i przypiszemy. Jednak jak mielibyśmy zbadać takie uczucia u zwierząt, skoro nie do końca rozumiemy je u ludzi? I jak możemy je u zwierząt wykluczyć?
venator, 5 maja 2026, 02:48
Co to znaczy uczucie wyższe, jeśli wszystko odbywa się w mózgu, którym rządzą procesy biochemiczne i biofizyczne?
Mariusz Błoński, 5 maja 2026, 17:23
To jest właśnie pytanie. Czy istnieją procesy, które nie są "zwykłą" chemią mózgu. Jeśli nie, to pierwsze zdanie, jeśli tak, to ciąg dalszy mojej wypowiedzi.
venator, 7 maja 2026, 03:10
Myślę, że nic na to nie wskazuje. Neuron u człowieka działa tak samo jak u ślimaka. Ślimak ma ich ok. 18 tyś, my 86 mld. Oczywiście rekordzistą jest słoń, gdzie tych neuronów jest 256 mld, ale 97% z nich umiejscowione jest w móżdżku, aby kontrolować ogromne ciało i niezwykle skomplikowany organ jakim jest trąba. Składający się z kilkudziesięciu tysięcy mięśni.
Klucz to umiejscowienie neuronów, bo w korze mózgowej, odpowiedzialnej za myślenie, zdolności poznawcze, czy też za wyższe uczucia mamy ich ok. 16 mld. I to jest rekord. A ile jest połączeń synaptycznych? Ponoć i 150 bln. Bardzo skomplikowana sieć neuronowa. Myślę, że tu jest odpowiedź -> skomplikowany mózg, skomplikowane myślenie i uczucia.
Chciałbym przy tym zwrócić uwagę na lekarską praktykę, jak najbardziej dopuszczalną, czyli stosowanie leków off-label, czyli spoza Charakterystyki Produktu Leczniczego. Np. z praktyki klinicznej wynika, że pewien lek działa w praktyce na pacjentów, choć nie przewidział tego producent lub nie do końca to udokumentował. W praktyce okazuje się, że lek działa, ale nie do końca wiemy jak.
Np. przeciwdepresyjną dezypraminę zaczęto stosować na przeł. lat 50/60 tych XX w. Mieliśmy Polaka, tzw. murowanego kandydata do Nobla, Jerzego Vetulaniego:
O tym, co było głównym tematem pracy w USA, Vetulani opowiadał Andrzejowi Kobosowi:
W kierowanym przez Fridolina Sulsera w Zakładzie Farmakologii Uniwersytetu Vanderbilta – próbowano badać wpływ leków antydepresyjnych na generacje wtórnego przekaźnika, cyklicznego AMP. […]
Było już wiadomo, że leki antydepresyjne zwiększają aktywność układu noradrenergicznego i że depresja jest wynikiem jego braku. Badania na świnkach morskich wykazały, że jeżeli poda się lek antydepresyjny, to natychmiast wzrasta poziom cyklicznego AMP. Jedynym kłopotem było, że leki antydepresyjne nie działają od razu. Przykładowo, jeżeli ktoś jest w ostrym ataku schizofrenii, to gdy poda mu się dużą dawkę chloropromazyny, nie jest wprawdzie wyleczony, ale objawy mijają w przeciągu kilkunastu minut. Podobnie jest ze zwykłą tabletką na ból głowy. A z lekami antydepresyjnymi jest zaś tak, że jeśli ktoś wpada w depresję, to trzeba przynajmniej dwóch albo trzech tygodni regularnego podawania leków, żeby pacjent wyszedł z niskiego nastroju i wrócił do normy. Jeżeli nie poda mu się leków, to może być na takim niskim poziomie przez długi czas i skończyć samobójstwem.
https://krowoderska.pl/jerzy-vetulani-nagroda-nobla/
Vetulani zasłynął badaniami nad wpływem leków na receptory beta-adrenergiczne w mózgu. Była to swoista rewolucja w farmakologii psychiatrycznej. Nobla ostatecznie nie dostał, a weszła w to tzw. polityka noblowska. To pokazuje złożoność badań nad ludzkim mózgiem. Nie wiem czy do końca to zrozumiemy, może pomoże AI i symulacje w komputerach kwantowych.