Czasem wystarczy, by człowiek po prostu nie przeszkadzał. Jak odradza się bioróżnorodność
Czasem wystarczy, by człowiek po prostu nie przeszkadzał, a przyroda jest w stanie zregenerować się sama. Taki właśnie przypadek opisała międzynarodowa grupa naukowa na łamach Nature. Uczeni z Niemiec, Ekwadoru i USA, na czele których stali Timo Metz, Edith Villa-Glaviz i Nico Blüthgen z Uniwersytetu Technicznego w Darmstadt przyjrzeli się regionowi Chocó w Ekwadorze. Wciąż istnieją tam fragmenty lasu pierwotnego oraz większe obszary lasów wtórnych.
Naukowcy zbadali chronosekwencję lasów. Chronosekwencja to metoda badawcza polegająca na obserwacji wielu działek na różnych etapach sukcesji zamiast śledzenia jednego miejsca przez dziesięciolecia. Eksperci porównali aktywnie użytkowane plantacje kakao i pastwiska, lasy wtórne w różnym wieku — od roku do 38 lat — oraz lasy pierwotne jako punkt odniesienia. W sumie przebadali 62 działki o powierzchni 0,25 ha każda.
Zakres analizy był wyjątkowo szeroki. Zbadano 16 grup organizmów, w tym bakterie glebowe, chrząszcze, ćmy, pszczoły, mrówki, płazy, ptaki, nietoperze, ssaki naziemne, siewki i drzewa — łącznie prawie jedenaście tysięcy gatunków. Dla każdej grupy obliczono trzy kluczowe wskaźniki: odporność na zaburzenia (jak wiele przetrwało podczas użytkowania rolniczego), tempo powrotu do stanu wyjściowego oraz czas potrzebny do odtworzenia 90% podobieństwa do lasu pierwotnego.
Wyniki są imponujące. Po trzydziestu latach spontanicznej regeneracji wtórne lasy odzyskały średnio ponad 90% liczebności osobników i różnorodności gatunkowej w porównaniu z lasami pierwotnymi. Skład gatunkowy odtworzył się w około 75%. Co ważne, dzieje się to bez żadnej aktywnej pomocy człowieka — wystarczy po prostu porzucić pole i pozwolić naturze działać.
Najszybciej regenerują się organizmy, które wykazały się wysoką odpornością podczas zaburzenia, czyli nie zniknęły całkowicie nawet z aktywnie użytkowanych pól. Należą do nich przede wszystkim ptaki owocożerne, nietoperze i pszczoły. Zwierzęta te przylatywały na plantacje i pastwiska żerować, nawet jeśli gniazdowały w pobliskich lasach. To drobna różnica ma ogromne konsekwencje dla ekosystemu. Roznosząc nasiona i pyłek między siedliskami, uruchamiają kaskadę procesów: pojawiają się pionierskie drzewa produkujące nektar i owoce, co przyciąga kolejne zwierzęta zapylające i rozsiewające nasiona. Odbudowa nabiera tempa dzięki samonapędzającej się sieci wzajemnych zależności. Badacze stawiają tezę, że pszczoły, nietoperze i ptaki owocożerne napędzają sukcesję na jej wczesnym etapie.
Istotną rolę odgrywa też historia poprzedniego użytkowania ziemi. Lasy odrastające na terenach dawnych plantacji kakao regenerowały się szybciej niż te na pastwiskach — przynajmniej jeśli chodzi o zwierzęta. Porzucone plantacje oferują bowiem więcej zasobów: cień, wilgoć i resztki roślinności, które ułatwiają zasiedlanie przez różne zwierzęta. W przypadku drzew natomiast nie stwierdzono wyraźnej różnicy między tymi dwoma typami poprzedniego użytkowania.
Nie wszystko jednak wraca równie szybko i nie wszystko wraca w ogóle. Skład gatunkowy drzew odtwarza się przez kilka dekad. Wolno rosnące gatunki pierwotnego lasu są rzadkie i mają ograniczone zdolności rozprzestrzeniania. Podobnie powolna jest regeneracja nocnych owadów, naziemnych stawonogów i dużych ssaków naziemnych. Te ostatnie są dodatkowo ofiarami kłusownictwa, co jeszcze bardziej spowalnia ich powrót. Najgorzej zaś wypadają bakterie glebowe, ich skład gatunkowy właściwie nie wraca do stanu wyjściowego nawet po kilkudziesięciu latach. Intensywne rolnictwo i zmienione warunki klimatyczne zostawiają w glebie trwały, niemal niemożliwy do odwrócenia ślad.
Ciekawe jest też odkrycie dotyczące mechanizmów regeneracji. Okazało się, że tempo powrotu do stanu pierwotnego jest od jednego do dwóch i pół raza ważniejsze niż wyjściowa odporność dla ostatecznego czasu odbudowy. Co więcej, odporność i tempo powrotu są od siebie niezależne — wysoka odporność wcale nie gwarantuje szybkiej regeneracji. Dobrym przykładem są właśnie bakterie. Przetrwały one zaburzenie w dużej liczbie, ale nie wracają do pierwotnego składu.
Badacze wskazują na paradoks, który ma bezpośrednie konsekwencje dla polityki ochrony środowiska. Większość wtórnych lasów tropikalnych na świecie ma mniej niż dziesięć lat — są wycinane i ponownie zasiedlane w krótkich cyklach, zanim zdążą osiągnąć ekologiczną dojrzałość. Tymczasem gdyby pozwolić im rosnąć przez kilka dekad, stałyby się prawdziwymi rezerwuarami bioróżnorodności. Naturalna regeneracja jest przy tym nieporównywalnie tańsza od aktywnych programów zalesiania.
Z badań wypływa więc prosty wniosek – najskuteczniejszą i najtańszą strategią ochrony tropikalnej bioróżnorodności jest często po prostu zostawienie odrastającego lasu w spokoju.



Komentarze (0)