Bezprzewodowe USG dla ciężarnych umożliwi ciągłe monitorowanie zagrożonej ciąży
Cienki, elastyczny plaster przyklejony do brzucha matki, który przez całą dobę monitoruje krążenie krwi nienarodzonego dziecka – bez lekarza, bez aparatu USG, bez wizyty w szpitalu. Zespół naukowców z Uniwersytetu Oksfordzkiego, Uniwersytetu Kalifornijskiego w San Diego oraz Uniwersytetu Stanforda opublikował właśnie w Nature Biotechnology wyniki badań nad urządzeniem, które może zrewolucjonizować opiekę perinatalną. UPatch to miękki, samoprzylepny plaster wielkości dłoni, który przyklejony do brzucha matki samodzielnie śledzi przepływ krwi w naczyniach pępowiny i płodu przez wiele godzin z rzędu.
Współczesna medycyna dysponuje zaawansowanymi metodami diagnostycznymi, lecz w obszarze monitorowania dobrostanu dziecka wciąż istnieje poważna luka. Standardowe badanie ultrasonograficzne to migawka pokazująca kilka minut, raz na kilka tygodni. W ciążach wysokiego ryzyka, powikłanych stanem przedrzucawkowym, cukrzycą ciążową czy ograniczeniem wzrastania płodu, może być to zbyt mała częstotliwość badań. Zmiany w ukrwieniu łożyska mogą zachodzić szybko i po cichu, a ich późne wykrycie oznacza niekiedy poronienie lub martwe urodzenie.
Alternatywne narzędzie, kardiotokografia (KTG), mierzy tętno płodu i skurcze macicy, ale wymaga ciągłego czuwania personelu i daje wyniki trudne do interpretacji w ruchu.
Stworzenie UPatch nie było proste. Zaprojektowano aż 14 wersji, zanim jedna z nich osiągnęła formę gotową do testów klinicznych. Pierwotnie podobna technologia była stosowana u pacjentów na oddziałach intensywnej terapii, gdzie urządzenie przytwierdzano do szyi osób w śpiączce w celu monitorowania ciśnienia krwi. Nieruchomy pacjent to jednak zupełnie inne wyzwanie niż ruchliwy płód wewnątrz poruszającej się matki.
Kluczowym przełomem technicznym okazał się algorytm segmentacji obrazu działający w czasie rzeczywistym. Śledzi on miejsce przyczepu pępowiny do łożyska — jedyny względnie stabilny punkt anatomiczny w całym tym dynamicznym układzie — i automatycznie koryguje obraz, gdy matka się porusza lub dziecko się obraca. Nie potrzeba do tego wykwalifikowanego sonografisty.
Urządzenie zostało przetestowane na 62 ciężarnych kobietach. Wyniki były statystycznie równoważne z tradycyjnym USG. Następnie przeprowadzono sesje ciągłego monitorowania trwające od jednej do sześciu godzin u 52 pacjentek z różnymi powikłaniami ciążowymi.
Jeden z przypadków okazał się szczególnie wymowny. Pacjentka w 28. tygodniu ciąży zgłosiła się na badanie z pozornie prawidłowym tętnem płodu. UPatch ujawnił jednak gwałtowne wahania przepływu krwi w pępowinie — to wskazuje na poważną dysfunkcję łożyska. Cztery dni później dziecko przyszło na świat przez cesarskie cięcie. Noworodek trafił na oddział intensywnej terapii i wyszedł z tego cało.
Na razie urządzenie jest połączone z zewnętrznym komputerem za pomocą kabla. Badacze planują wyeliminować to ograniczenie w kolejnych wersjach. Bezprzewodowy UPatch mógłby być stosowany nie tylko u hospitalizowanych pacjentek, ale także w warunkach ambulatoryjnych, a nawet domowych. To szczególnie istotne w krajach rozwijających się, gdzie brakuje wykwalifikowanych sonografistów, a dostęp do regularnych badań prenatalnych jest poważnie ograniczony.
Technologia może dać ciężarnym kobietom poczucie bezpieczeństwa. Zamiast czekać w napięciu na kolejną wizytę i zastanawiać się, co dzieje się z dzieckiem między nimi, plaster będzie po prostu cicho czuwał.





Komentarze (0)