Trzy scenariusze „antropocenu”. Ziemia przez tysiące lat nie wróci do stanu sprzed ocieplenia

| Nauki przyrodnicze
Postaw mi kawę na buycoffee.to
Javier Miranda, Unsplash

Mimo że termin „antropocen" – oznaczający epokę geologiczną zdominowaną przez człowieka – nie został oficjalnie uznany przez Międzynarodową Komisję Stratygraficzną, naukowcy z Poczdamskiego Instytutu Badań nad Skutkami Klimatu uważają, że w takiej epoce właśnie się znajdujemy. Johan Rockström, Maria A. Martin, Stefan Rahmstorf i inni opublikowali w czasopiśmie Earth's Future analizę, która każe spojrzeć na zmiany klimatu w zupełnie innej skali. Nie chodzi o to, co stanie się do 2100 roku. Chodzi o kolejne tysiąclecia.

Średnia globalna temperatura już przekroczyła zakres zmienności charakterystyczny dla holocenu. W dekadzie 2015–2024 wyniosła 1,24°C powyżej wartości przedprzemysłowych, a w samym 2024 roku osiągnęła 1,52°C. Zdaniem naukowców, to sygnał strukturalnej zmiany systemu Ziemi, wynikającej z bezprecedensowej skali ludzkiego oddziaływania na planetę. Widoczne jest ono nie tylko w klimacie, ale też w biosferze, oceanach i glebach.

Autorzy artykułu nakreślili trzy możliwe scenariusze, które nazywają „ścieżkami antropocenu". Pierwszy zakłada radykalne ograniczenie emisji i prowadzi do „sterowalnego antropocenu". Wymaga to rocznych redukcji emisji gazów cieplarnianych o 7,5%. Druga ścieżka, zachowanie obecnego kursu ograniczania emisji przy niewystarczającej ochronie klimatu, wiedzie do antropocenu niebezpiecznego. Trzecia, zakładająca wyższą wrażliwość klimatyczną planety, to antropocen niezarządzalny – scenariusz, w którym nawet najbardziej ambitne strategie adaptacyjne okażą się niewystarczające do zaspokojenia podstawowych potrzeb ludzkości.

Istotnym elementem pracy jest pytanie o możliwość powrotu do sytuacji sprzed globalnego ocieplenia. We wszystkich przedstawionych ścieżkach klimat Ziemi nie powróci samoistnie do pierwotnego stanu, nawet po zminimalizowaniu ludzkich presji. Zostaniemy „uwięzieni" w cieplejszym stanie na tysiąclecia, chyba że uda się osiągnąć masowe pochłanianie węgla z atmosfery poprzez tzw. emisje ujemne.

Co więcej, podwojenie ilości węgla w atmosferze – a przy niezmienionym poziomie emisji może to nastąpić około 2070 roku – opóźniłoby nastanie kolejnego zlodowacenia o 50 000 lat. Innymi słowy, naszymi działaniami zakłócamy naturalny rytm glacjalny planety, który trwał przez setki tysięcy lat. Część naukowców uważa, że skala tej ingerencji uzasadnia umieszczenie antropocenu nie na poziomie epoki geologicznej, lecz okresu – a więc jeszcze wyższej jednostki w hierarchii czasu geologicznego.

Dodatkowym problemem są emisje, których nie da się całkowicie wyeliminować, choćby z sektora rolno-spożywczego i przemysłowego. Jak pokazują modele, dalsze emisje na poziomie zaledwie 0,5 Gt węgla rocznie – równowartości około 5% obecnych emisji – wystarczą, by utrzymać temperatury blisko szczytu przez co najmniej tysiąc lat. To może oznaczać, że samo osiągnięcie emisji netto zero nie wystarczy, jeśli nie zajmiemy się każdym źródłem emisji, łącznie z tymi najtrudniejszymi do wyeliminowania.

Najpoważniejszym jednak problemem jest scenariusz, w którym to sama Ziemia staje się głównym sprawcą dalszego ocieplenia. Chodzi o sytuację, gdy samonapędzające się sprzężenia zwrotne – jak uwalnianie CO2 z roztapiającej się wiecznej zmarzliny, osłabienie oceanicznych i lądowych systemów pochłaniania węgla, zanikanie chmur niskich odbijających promieniowanie słoneczne czy wzrost wrażliwości klimatycznej – wymkną się spod kontroli i zaczną wzajemnie się wzmacniać. W takiej sytuacji ludzkie presje przestałyby być dominującą siłą napędową, nawet bez dalszego antropogenicznego impulsu system ziemski sam z siebie wszedłby w trwałe ocieplenie, ze średnimi globalnymi temperaturami wyższymi o 5-6 stopni Celsjusza lub więcej.

Autorzy artykułu zastanawiają się, czy zbliżamy się do tego progu i wskazują na niepokojące sygnały: rok 2023 przyniósł najsłabsze pochłanianie węgla przez ekosystemy lądowe od dekady, a obserwowany wzrost nierównowagi energetycznej Ziemi w ciągu ostatnich dwóch dekad może sugerować przyspieszenie ocieplenia. Nie wiemy jeszcze, czy jest to trwały trend.
Zdaniem badaczy, żaden z rozważanych scenariuszy nie jest „dobry". Możemy jedynie mówić o scenariuszu „sterowalnym", gdy będziemy jeszcze w stanie kontrolować to, co się stanie.

Ziemia globalne ocieplenie zmiania klimatu antropocen