Pies i człowiek rozumieją się bez słów. Komunikacja sprzed czasów wyewoluowania języka
Naukowcy z Katedry Etologii Uniwersytetu ELTE w Budapeszcie przeprowadzili intrygujący eksperyment. Poprosili właścicieli psów, by wydawali swoim pupilom polecenia, ale używając wyłącznie bezsensownej sylaby „bü". Żadnych słów, żadnych gestów – tylko głos. Okazało się, że psy rozumieją.
Impulsem do przeprowadzenia badań była śmiała hipoteza. Skoro ludzie od tysięcy lat komunikują się z innymi gatunkami – i skoro psy przez tysiące lat ewoluowały w bliskości człowieka – może istnieją jakieś pierwotne, biologiczne kody akustyczne, które przekraczają granicę gatunków?
Właściciele musieli nakłonić swoje psy do czterech różnych zachowań: podejścia do siebie, podejścia do zewnętrznego obiektu, pozostania z dala od właściciela oraz trzymania się z dala od jedzenia. Do wszystkich komunikatów można było użyć wyłącznie sylaby „bü”. Dowolnie modulowanej pod względem rytmu, długości i barwy.
Psy w grupie badanej, gdzie właściciele wokalizowali, zachowywały się zgodnie z intencją przez 31% czasu. W grupie kontrolnej, gdzie panowała cisza – tylko przez 19%. Różnica statystycznie istotna, a zarazem wymowna: coś w głosie naprawdę działało.
W eksperymencie wzięły udział 52 pary człowiek–pies w grupie badanej oraz 10 par w grupie kontrolnej. Psy były zróżnicowane – różne rasy i mieszańce, w wieku od jednego do trzynastu lat.
W centrum pomieszczenia znajdował się ekran w kształcie litery L, za którym chował się właściciel, klęcząc, tak by pies widział co najwyżej czubek jego głowy. Wyeliminowało to gesty i mimikę jako źródło informacji. Właściciel mógł jednak obserwować psa przez siateczkę i na bieżąco modulować głos w reakcji na jego zachowanie.
Każda para wykonywała cztery etapy eksperymentu. W pierwszym (chodź!) pies startował z przeciwległego końca sali, a właściciel miał go ściągnąć do siebie za ekran. W drugim (idź!) pies miał podejść do miski z jedzeniem ustawionej przy pracującym wentylatorze z powiewającymi plastikowymi wstążkami – celowo niepokojącym obiekcie, który miał powstrzymywać zwierzę przed natychmiastowym podbiegiem. W trzecim (odejdź!) właściciel miał odgonić psa od ekranu. W czwartym (nie wolno!) – powstrzymać go przed zjedzeniem smakołyków rozłożonych na dywaniku pośrodku sali.
Przez cały czas trwania prób właściciele mogli wydawać wyłącznie sylabę „bü” – słowo bez znaczenia w języku węgierskim, wybrane celowo, bo łatwe do wymówienia i akustycznie czytelne. Mogli ją jednak swobodnie modulować: skracać, wydłużać, powtarzać, podnosić lub obniżać głos. Zakazane było wszystko inne: imię psa, inne dźwięki, klaśnięcia, tupanie.
Zachowanie psów kodowano na nagraniach wideo w trybie cichym. Osoby analizujące wideo nie słyszeli właścicieli, widzieli tylko psy. Do analizy akustycznej trafiały wyłącznie te sylaby „bü”, po których pies rzeczywiście zachował się zgodnie z intencją właściciela.
Grupa kontrolna przechodziła przez identyczną procedurę – ten sam układ sali, ten sam wentylator, to samo jedzenie – z jednym wyjątkiem: właściciele milczeli. Psy były więc zdane wyłącznie na kontekst sytuacyjny.
Analiza wykazała istnienie wyraźnych wzorców. Wokalizacje oznaczające zachętę – „tak, zrób to" – były wyższe, czystsze, krótsze i bardziej rytmiczne. Te oznaczające zakaz – „nie, nie rób tego" – niższe, głośniejsze, o szerszym zakresie częstotliwości i dłuższe. Wzorzec okazał się zadziwiająco stały: niezależnie od płci właściciela i niezależnie od tego, czy chodziło o podejście do człowieka, czy do miski z jedzeniem.
NIe jest to przypadek. Podobne reguły opisał już w 1977 roku biolog Eugene Morton. U ssaków i ptaków dźwięki wysokie i czyste zwykle sygnalizują łagodność i zaproszenie, a niskie i szorstkie – zagrożenie lub odtrącenie. Ludzkie „tak" i „nie" wpisują się w ten schemat.
Badanie przyniosło jeszcze jeden zaskakujący wynik. Otóż ludzie potrafią głosem wskazać kierunek. Wokalizacje oznaczające „tam" – odsyłające psa w stronę zewnętrznego obiektu – różniły się akustycznie od tych mówiących „tu", czyli do mnie. To, zdaniem autorów, może być jeden z pierwszych dowodów, że akustyczna struktura wokalizacji może kodować konkretne miejsca bez użycia języka.
Implikacje są szersze niż się zdaje. Język jest zjawiskiem ewolucyjnie nowym. Ale już przed nim musiało istnieć coś, co pozwalało koordynować zachowanie, ostrzegać, zapraszać, odpychać. Badanie budapesztańskich etologów sugeruje, że te pierwotne kody nie tylko przetrwały w naszych głosach, ale wciąż działają. Że kiedy mówimy do psa, dziecka albo kogoś, kto nie zna naszego języka, sięgamy po coś bardzo starego.
Opisujący eksperyment artykuł Cross-species acoustic codes for yes and no in human nonverbal vocalizations został opublikowany na łamach Cognition.



Komentarze (0)