Sąd przychylny Microsoftowi
Federalny Sąd Apelacyjny przychylił się do wniosku Microsoftu, w którym koncern prosił o uchylenie zakazu sprzedaży Worda 2003 i 2007. Przypomnijmy, że zakaz sprzedaży tego oprogramowania wydano po tym, jak sąd uznał, że narusza ono patent należący do kanadyjskiej firmy i4i.
Obecnie sprawa toczy się szybką ścieżką legislacyjną, dlatego też i4i ma czas do 8 września na przygotowanie swojego stanowiska w sprawie uchylenia zakazu sprzedaży. Później Microsoft będzie miał jeszcze czas do 14 września, by przedstawić sądowi odpowiedź na stanowisko i4i.
Po stronie Microsoftu wypowiedziały się Dell i HP, które jako amicus curiae przedstawiły sądowi swoje stanowisko w tej sprawie. Amicus curiae to instytucja znana przede wszystkim w prawie anglosaskim. Umożliwia ona komuś, kto nie jest stroną w postępowaniu, wyrażenie swojej opinii, co ma pomóc sądowi w rozstrzygnięciu sprawy. Obie wymienione firmy stwierdziły, że wprowadzenie do Worda takich zmian, by nie naruszał patentów i4i wymaga dłuższego czasu, niż dany Microsoftowi przez sąd.
Przedstawiciele koncernu z Redmond wyrazili zadowolenie z korzystnego dla nich rozstrzygnięcia. Zapowiedzieli, że od samego wyroku będą odwoływali się 23 września. Wszystko teraz zależy od wyniku apelacji. Jeśli sąd apelacyjny podtrzyma wyrok sądu niższej instancji, koncern z Redmond będzie musiał w połowie października zaprzestać sprzedaży oprogramowania naruszającego patent i4i. Jeśli zaś Microsoft wygra apelację, to będzie mógł sprzedawać Worda co najmniej do czasu rozstrzygnięcia ewentualnego odwołania i4i.
Komentarze (2)
DimmuR, 4 września 2009, 12:26
Nie bardzo potrafię zrozumieć decyzję sądu, który uznająć że ktoś łamie prawo nie zakazuje wycofania produktu, które to prawo łamie.
Mariusz Błoński, 4 września 2009, 12:55
Sąd nie zniósł nakazu wycofania produktu. O ile dobrze rozumiem decyzję sądu, to jedynie stwierdził, że nie należy zakazywać sprzedaży Worda od dnia, w którym sąd poprzedniej instacji uznał, że tak się powinno stać. Innymi słowy, MS zyskał więcej czasu, ale wyrok ciągle obowiązuje.
Prawo anglosaskie jest dość dziwne, ale, moim zdaniem, dużo bardziej sensowne niż nasze.
Z tego, co właśnie sobie poczytałem, wynika, że możliwość niedostosowywania się do wyroku sądu jest czymś, co ma dać oskarżonemu więcej czasu na apelację. Ponadto nie jest przyznawana z automatu, ale oskarżony musi wykazać, że stara się naprawić wyrządzone szkody.