Paradoksalna zależność: języki bardziej zróżnicowane tam, gdzie mniej zróżnicowane geny
Ludzkie języki w niezwykłym stopniu różnią się między sobą. Jedne stawiają czasownik na początku zdania, inne na końcu, jeszcze inne w środku. Jedne posługują się tonami, inne nie. Jedne opisują „palec” i „dłoń” tym samym słowem, inne mają odrębne pojęcia. Dlaczego ta różnorodność jest tak nierównomiernie rozłożona na mapie świata? Dlaczego jedne regiony są prawdziwymi mozaikami językowymi, a w innych dominuje jeden wzorzec? Odpowiedź, jak pokazują badania opublikowane właśnie na łamach PNAS, tkwi w genetyce mieszkańców poszczególnych obszarów.
Zespół lingwistów i genetyków z Uniwersytetu w Zurychu i Instytutu Antropologii Ewolucyjnej im. Maxa Plancka – wśród nich Anna Graff, Balthasar Bickel i Chiara Barbieri – połączył dane dotyczące genetyki i typologii języków. Naukowcy przeanalizowali informacje na temat genomów ponad pięciu tysięcy osób ze 650 populacji z całego świata, zestawiając je z danymi strukturalnymi dotyczącymi ponad czterech tysięcy języków.
Badacze odkryli zaskakującą odwrotną zależność. Okazało się, że im wyższa jednorodność genetyczna populacji zamieszkujących dany region, tym większa różnorodność struktur językowych w tym regionie. Innymi słowy, tam gdzie ludzie są genetycznie do siebie bardziej podobni, języki bywają bardziej urozmaicone. Tam gdzie geny są bardziej zróżnicowane, języki upodabniają się do siebie.
Ten paradoksalny obraz można wytłumaczyć za pomocą izolacji i kontaktu. Populacje żyjące w izolacji – z dala od szlaków migracyjnych, bez intensywnego kontaktu z sąsiadami – wykazują niskie zróżnicowanie genetyczne. Jednocześnie ich języki, pozbawione zewnętrznych wpływów, swobodnie ewoluują w różnych kierunkach. Z kolei regiony o wysokim natężeniu migracji i kontaktów między grupami gromadzą większą różnorodność genetyczną, ale ich języki zbiegają się ku podobnym rozwiązaniom strukturalnym poprzez zapożyczenia.
Badacze posłużyli się tu pojęciem stref akumulacji i stref rozprzestrzeniania. Strefy akumulacji to obszary, w których zachowała się wysoka różnorodność językowa, gdzie historyczna izolacja chroniła języki przed procesami ujednolicającymi. Strefy rozprzestrzeniania to regiony, przez które przetoczyły się wielkie fale migracji i ekspansji, które ujednoliciły struktury językowe na ogromnych obszarach.
Co ważne, odkryta zależność utrzymuje się nawet po uwzględnieniu takich czynników jak liczba języków w regionie, różnorodność rodzin językowych, ukształtowanie terenu, klimat czy gęstość zaludnienia. Spośród wszystkich sprawdzonych czynników element genetyczny okazał się najsilniejszy i najbardziej spójny.
Wyniki nie wskazują jednak, że to geny determinują strukturę języka. Zależność ma charakter pośredni. To wspólna historia kształtuje jednocześnie pulę genów i krajobraz językowy danego miejsca. Efekt jest relatywnie niewielki, ale wyjątkowo trwały — szczególnie silne wsparcie statystyczne ma on w Azji Północno-Środkowej oraz Azji Południowej i Południowo-Wschodniej.
Odkrycie ma daleko idące konsekwencje dla językoznawstwa. Regiony o wysokiej różnorodności językowej, które rozwinęły się w warunkach względnej izolacji, dają nam bezcenny wgląd w przeszłość. Pokazują, jak wyglądała językowa mapa świata przed wielkimi przemianami demograficznymi ostatnich tysiącleci, które doprowadziły do ujednolicenia struktur językowych na ogromnych obszarach globu. Dlatego badanie miejsc o największej różnorodności językowej jest pilną potrzebą w obliczu postępującego globalnego jej zanikania.



Komentarze (0)