Genetyczna księga umarłych. Darwinowska refleksja
Richard Dawkins to niewątpliwie jedno z najgłośniejszych nazwisk nauki w ostatnich dekadach. Zoolog, etolog, biolog ewolucyjny, autor wielu poczytnych książek. Właściwie nikomu, kto chociaż trochę interesuje się nauką, jego nazwisko nie powinno być obce. W ostatnim czasie w Polsce ukazała się jego najnowsza książka „Genetyczna księga umarłych. Darwinowska refleksja”.
Trzeba przyznać, że Wydawnictwo Helion stanęło na wysokości zadania. To bardzo starannie wydana pozycja, z pięknymi ilustracjami Jany Lenzovej. Dostajemy do ręki księgę umarłych, ale nie tę egipską, pomocną przy podróży do zaświatów. Inną, współczesną, opartą na nauce księgę o tym, co było. Tytuł jest nieco przewroty, ale – z punktu widzenia czytelnika książki Dawkinsa – jak najbardziej uzasadniony. A uzasadnienie to poznajemy już na samym początku:
Jesteś księgą – niedokończonym dziełem literackim, archiwum opisanej historii. Twoje ciało i twoje geny można czytać niczym szczegółowy raport z kolejnych barwnych światów, które już przeminęły – światów, w których żyli twoi dawno wymarli przodkowie. Jesteś genetyczną księgą umarłych. Ta prawda dotyczy każdego zwierzęcia, rośliny, grzyba, bakterii i archeona, ale żeby nie popaść w nużące powtórzenia, czasami będę traktować wszystkie istoty żywe jako honorowych przedstawicieli świata zwierząt, zaczyna Dawkins.
Autor stawia tezę, że każdy organizm jest zapisem dawnych światów. Palimpsestem nadpisywanym przez kolejne zmiany ewolucyjne. Kamuflaż jaszczurki pozwala na pierwszy rzut oka domyślić się, że żyła i ewoluowała na pustyni, gdyby ją przenieść na zieloną trawę, szybko by ją dojrzał drapieżnik. Zielona trawa to domena innej jaszczurki. Skamieniała czaszka wymarłego zwierzęcia pokazuje wprawnemu oku, że jej właściciel żywił się rybami, duży dziób papugi sprawnie rozłupuje orzechy i nasiona, a porównanie czaszki H. sapiens z wymarłymi homininami pokazuje wyraźne zmniejszanie się szczęk. Wszystkie te cechy, to zapis dawnych światów, warunków, w jakich żyli przodkowie.
W „Genetycznej księdze umarłych” widzimy zachwyt dla ewolucji i jej nieskończonego dzieła, jego złożoności i bogactwa. Czytając ją uczymy się nowych rzeczy, przypominamy sobie to, co zdążyliśmy zapomnieć. Przez kilka pierwszych rozdziałów Dawkins opowiada, jak cechy fizyczne i zachowanie organizmów świadczą o ich ewolucyjnej przeszłości. Później kontynuuje opowieść, ale ciężar opowieści przesuwa się bardziej w kierunku interpretacji genetycznych.
Oddajmy jednak głos autorowi. Bezwzględność kukułki daje o sobie znać od razu po wykluciu. Nowo wyklute pisklę ma wgłębienie w dolnej części grzbietu. Brzmi to niewinnie, dopóki nie dowiemy się, do czego służy. Kukułcze pisklę potrzebuje niepodzielnej uwagi przybranych rodziców. Rywali do cennego pożywienia trzeba się natychmiast pozbyć. Jeśli w gnieździe znajdują się jeszcze inne jaja lub pisklęta gospodarzy, kukułcze młode umieszcza je w zagłębieniu na grzbiecie, po czym przemieszcza się ku brzegowi gniazda i je wyrzuca. [...] To instynktowna sekwencja zachowań, która realizuje się niczym zaprogramowany mechanizm. Dobór naturalny w pokoleniach przodków faworyzował geny, które kształtowały układ nerwowy w taki sposób, by pisklę automatycznie wykonało ten akt (przybranego) bratobójstwa). I tylko tyle możemy powiedzieć.
Książkę kończy zaskakujący rozdział „Wspólna droga ku przyszłości”, a dzieło wieńczą nietypowe przypisy, które są w dużej mierze uwagami na marginesie.
Warto sięgnąć po najnowszego Dawkinsa, niezależnie od tego, czy już kiedyś mieliśmy z jego książkami do czynienia. „Genetyczna księga umarłych” może być wspaniałym prezentem dla kogoś lub dla nas samych.

Komentarze (0)