Świat stracił większość starofrancuskich romansów rycerskich i niemal wszystkie manuskrypty

| Humanistyka
Postaw mi kawę na buycoffee.to
Paris. BnF, Français 111

Przed czterema laty dowiedzieliśmy się, że świat utracił aż 90% manuskryptów z opowieściami heroicznymi i rycerskimi. To zrodziło naturalne pytanie, ile straciliśmy samych opowieści. Bo w końcu utrata manuskryptu nie oznacza, że zniknęła cała opowieść. Ta mogła przetrwać w innych kopiach. Jean-Baptiste Camps, Julien Randon-Furling i Ulysse Godreau z École nationale des chartes poinformowali na łamach PNAS Nexus, że mogliśmy stracić nawet 60 procent średniowiecznych utworów tego gatunku, a spośród samych rękopisów – ponad 95 procent. Taki wynik dał model matematyczny oparty na symulacjach komputerowych i danych o blisko dwóch tysiącach manuskryptów.

Warto od razu sprecyzować, jakiego materiału dotyczą te liczby, bo autorzy nie badali literatury średniowiecznej w ogóle, lecz starofrancuskie opowieści rycerskie powstałe przed rokiem 1340. Obejmuje to zarówno wierszowane chansons de geste (pieśni o czynach, jak słynna Pieśń o Rolandzie), jak i romans rycerski. Tradycyjnie dzieli się je na trzy kręgi tematyczne: materię Francji (opowieści o Karolu Wielkim i jego rycerzach), materię Brytanii (Tristan, król Artur) oraz materię Rzymu (Aleksander Wielki, upadek Troi, mity tebańskie i orientalne). Do tego doszły pokrewne wątki – opowieści o rodach anglo-normandzkich i o krucjatach. Poza korpusem świadomie zostawiono natomiast krótsze formy, jak lais czy fabliaux, oraz utwory niepasujące tematycznie, takie jak Roman de Renart czy alegoryczny Roman de la Rose. Badacze starali się przy tym uwzględnić wszystkie znane teksty tego typu, a nie jedynie reprezentatywną próbkę. To czyni ich szacunki strat wyjątkowo solidnymi w obrębie tej konkretnej, dobrze zbadanej niszy literackiej.

Problem, który podjęli badacze, dręczy filologów od dwustu lat. Skoro dzieło średniowieczne nie miało jednego ustalonego tekstu – każdy kopista popełniał błędy, wprowadzał poprawki, dostosowywał treść do gustu odbiorcy – to zachowane odpisy różnią się od siebie. Filolodzy od XIX wieku próbują odtworzyć na tej podstawie drzewo genealogiczne kopii, tak zwane stemma codicum. To rodzaj drzewa rodowego rękopisów, budowanego metodą podobną do tej, którą biolodzy ewolucyjni rekonstruują pokrewieństwo gatunków.

Kłopot w tym, że drzewa te od stu lat sprawiają filologom pewien kłopot. W 1928 roku francuski filolog Joseph Bédier zauważył, że zdecydowana większość rekonstruowanych stemmatów ma u swej podstawy dwie gałęzie – jakby każdy tekst od początku rozdzielał się na dwie linie przekazu. Bédier podejrzewał, że to nie fakt historyczny, lecz artefakt samej metody rekonstrukcji, rodzaj złudzenia badaczy, którzy nieświadomie preferują proste, dwudzielne schematy. Spór o to, czy taka dwudzielność stemmatów jest realna, czy urojona, trwał przez cały XX wiek.

Autorzy nowej pracy postanowili rozstrzygnąć tę kwestię inaczej niż dotychczas. Nie analizowali samych zachowanych drzew genealogicznych, lecz symulowali cały proces powstawania i ginięcia rękopisów. Zbudowali tzw. model narodzin i śmierci, narzędzie matematyczne przypominające te stosowane w demografii i biologii ewolucyjnej. W tym modelu każdy rękopis, w każdym momencie, ma pewne prawdopodobieństwo, że zostanie skopiowany („urodzi" nową kopię), oraz pewne prawdopodobieństwo, że ulegnie zniszczeniu (spłonie, zbutwieje, zostanie wykorzystany na oprawę innego dzieła itp. itd.). Symulacja trwa 500 umownych lat. Pierwsze 250 to okres aktywnego kopiowania, odpowiadający epoce od XIII wieku do wynalezienia druku, a kolejne 250 to czas, gdy kopiowanie już ustało, lecz zniszczenia trwały nadal, aż do początków nowoczesnej ochrony zabytków.

Z symulacji wynika, że sam ten prosty, ślepy los – bez żadnych założeń o gustach czytelników, modach literackich czy uprzedzeniach filologów – wystarcza, by wygenerować drzewa genealogiczne, w których korzeń dzieli się na dwie gałęzie w 57–67 procentach przypadków. To niemal dokładnie odpowiada temu, co obserwujemy w rzeczywistych stemmatach (77 procent). Zatem Bédier mylił się, podejrzewając filologów o metodologiczne skrzywienie. Ta dwudzielność nie jest efektem złudzenia badaczy, a naturalną konsekwencją przypadkowości samego procesu przekazu.

Od tego spostrzeżenia ciekawsze są liczby dotyczące strat. Zestawiając wyniki symulacji z rzeczywistymi danymi o rękopisach – ich liczbie, datach powstania, strukturze drzew – badacze wywnioskowali, jakie musiały być prawdziwe tempo kopiowania i tempo niszczenia w historii. Okazuje się, że przeciętny rękopis był kopiowany między dwa a trzy razy w ciągu swojego istnienia, a jego statystyczna połowa istnienia (czas, po którym połowa danej partii rękopisów ulega zniszczeniu) wynosiła zaledwie 20–35 lat.

Z tych parametrów wynika też oszacowanie strat całkowitych. Autorzy badań wyliczyli, ze 42–66 procent utworów (dzieł jako takich, niezależnie od liczby ich kopii) najprawdopodobniej wymarło bezpowrotnie, a przeżyło jedynie 1,4–4,4 procent pojedynczych rękopisów spośród wszystkich, które kiedykolwiek powstały. Te liczby są zbieżne z niezależnymi szacunkami historyków, opartymi na średniowiecznych inwentarzach bibliotecznych i testamentach, które mówiły o utracie 93–97 procent nieilustrowanych rękopisów.

Model pokazuje też, że nawet gdy dzieło przetrwało, to, co dziś czytamy, rzadko jest jego pierwotną wersją. Zachowane kopie sięgają zwykle nie do oryginału, lecz do pewnego pośredniego, późniejszego „archetypu", wspólnego przodka wszystkich ocalałych świadków, oddalonego od pierwowzoru średnio o dwa pokolenia kopii. Cała gałąź przekazu, obejmująca najwcześniejsze, najbliższe autorowi wersje, zwykle znika bez śladu. To dokładnie los, jaki spotkał na przykład Pieśń o Rolandzie: jej najstarsze redakcje przepadły, a to, co znamy, to późniejsze przeróbki i odbicia pierwotnego dzieła.

Co ciekawe, autorzy sprawdzili też, czy dane historyczne rzeczywiście odpowiadają prostemu modelowi losowemu we wszystkich aspektach, i tu model ich zawiódł. Liczba zachowanych kopii przypadających na jedno dzieło w rzeczywistości ma rozkład typu Pareto (nieliczne dzieła mają mnóstwo kopii, większość ma ich bardzo mało), podczas gdy czysto losowy model daje rozkład bardziej wyrównany. To sugeruje, że w grę musi wchodzić coś więcej niż przypadek. Być może zjawisko podobne do „narodzin nowych gatunków" w biologii. W końcu teksty nie powstają z niczego, lecz przez przepisywanie, tłumaczenie i przerabianie innych tekstów, co tworzy sieci pokrewieństw wykraczające poza pojedyncze drzewo genealogiczne.

Z badań płynie wniosek, że to, co znamy z przeszłości, jest fragmentem silnie przefiltrowanym przez przypadek. Zniknęła nie tylko większość tekstów i niemal wszystkie ich fizyczne nośniki. Zniknęła też część historii ewolucyjnej tych, które przetrwały. Znamy końce opowieści, rzadko ich początki. Model matematyczny pokazał ginące średniowieczne biblioteki, świat, który w ogromnej większości przepadł. To pokazuje, jak musiał być bogaty i przypomina, że kanon literacki, który wydaje się nam trwały i oczywisty, jest w dużej mierze dziełem przypadku.

manuskrypt strata romans rycerski opowieść