Współczesna „klątwa mumii”. Naukowcy o ryzykownym handlu szczątkami w internecie

| Zdrowie/uroda
Postaw mi kawę na buycoffee.to
Lokman Sevim, Pexels

Rozwój mediów społecznościowych i platform e-commerce ułatwiły handel... zmumifikowanymi szczątkami ludzi i zwierząt. Naukowcy z University of Staffordshire, Uniwersytetu w Wilnie, Uniwersytetu w Messynie i Adelaide University opisali w najnowszym numerze International Journal of Cultural Property ryzyko związane z amatorskim handlem tego typu obiektami. Zespół Kirsty Squires, Daria Piombino-Mascalego, Clary Urzì i Damiena Huffera przeanalizował 128 ogłoszeń sprzedaży zmumifikowanych szczątków publikowanych na Facebooku, Instagramie, w domach aukcyjnych oraz na platformach handlowych między 2011 a 2025 rokiem. Naukowcy zauważyli, że handel ten stanowi nie tylko problem etyczny i prawny, ale realne zagrożenie dla zdrowia publicznego.

Zdecydowaną większość oferowanych obiektów – ponad 95% – stanowiły ludzkie szczątki. Najczęściej wystawiane były pojedyncze części ciała, takie jak dłonie i stopy, a tuż za nimi – całe zmumifikowane głowy. Głowy w różnym stopniu zachowania, w tym tsantsy – zminiaturyzowane głowy wytwarzane niegdyś przez lud Jivaro – stanowiły ponad połowę całej próby. Wśród przeanalizowanych ofert znalazła się też jedna kompletna ludzka mumia. Najczęściej deklarowanym miejscem pochodzenia był Egipt, a znaczna część sprzedawców działała ze Stanów Zjednoczonych, zwłaszcza z Pensylwanii i Kolorado.

Historyczne metody konserwacji ciał wykorzystywały toksyczne substancje, jak arsen, rtęć czy ołów, a także żywice roślinne, bitum czy natron. Kontakt z tkankami poddanymi takiej obróbce, bez odpowiednich środków ochrony, może prowadzić do zatruć, uszkodzeń narządów wewnętrznych czy zmian skórnych. Równie istotne jest zagrożenie mikrobiologiczne. Mimo wielowiekowego wysuszenia tkanek, w mumiach mogą przetrwać zarodniki grzybów zdolne do reaktywacji po ponownym nawilżeniu czy w niewłaściwych warunkach przechowywania. Historia zna dramatyczne przykłady tego zjawiska – śmierć części ekipy konserwatorskiej po otwarciu grobowca Kazimierza IV Jagiellończyka w Krakowie w latach 70. XX wieku przypisuje się właśnie inhalacji zarodników pleśni z rodzaju Aspergillus. Podobne przypuszczenia dotyczą tajemniczej śmierci lorda Carnarvona po otwarciu grobowca Tutanchamona.

Problem jest jak najbardziej realny. Już w 1962 roku egipski badacz Ezzedin Taha z Uniwersytetu Kairskiego wyizolował z zabalsamowanych ciał zarodniki grzybów, które po inhalacji mogą wywoływać stany zapalne dróg oddechowych, infekcje i gorączkę. Znacznie wcześniej, bo w 1820 roku, włoski podróżnik i badacz Giovanni Belzoni opisywał trudne do zniesienia powietrze panujące w otwieranych egipskich grobowcach – gęsty, drażniący pył unoszący się przy wejściu do komór grobowych powodował u odkrywców omdlenia i trudności z oddychaniem. Współcześni badacze wskazują, że w tak wzbijanym pyle prawdopodobnie znajdowały się właśnie zarodniki grzybów, które przez tysiące lat pozostawały uśpione w zamkniętych przestrzeniach.

Zagrożenie to nie ogranicza się do starożytnego Egiptu. Analiza krypt kościoła świętych Piotra i Pawła w Krakowie wykazała obecność grzybów z rodzajów Aspergillus, Penicillium i Stachybotrys – zarówno na samych szczątkach, jak i na ścianach, suficie oraz w powietrzu pomieszczeń, co autorzy badania uznali za realne ryzyko dla osób prowadzących tam prace remontowe. Podobne obawy towarzyszą od lat mumiom z katakumb kapucynów w Palermo, gdzie wieloletnie badania mikrobiologiczne wykazały skażenie powietrza wewnątrz obiektu, wystawionego na kontakt z tysiącami odwiedzających rocznie. W meksykańskim Guanajuato od 2021 roku eksperci alarmują o postępującym rozwoju pleśni na eksponowanych mumiach, wiążąc go z niepewną szczelnością gablot wystawowych i niedostatecznym kontrolowaniem klimatu.

Ryzyko dotyczy nie tylko samych szczątków, lecz również przedmiotów mających z nimi bezpośredni kontakt. W jednym z udokumentowanych przypadków pracownik muzeum uległ ekspozycji na pleśnie, w tym Aspergillus i Penicillium, w wyniku nieprawidłowego przechowywania starych ksiąg – najpierw w prywatnym mieszkaniu, a potem w magazynie muzealnym. Choć sprawa nie dotyczyła bezpośrednio mumii, dobrze ilustruje mechanizm, przed którym ostrzegają autorzy artykułu: uśpione od dekad lub stuleci zarodniki grzybów mogą uwolnić się do powietrza w momencie przenoszenia, otwierania opakowania czy jakiejkolwiek manipulacji przedmiotem. To sytuacje, które przy nieuregulowanym handlu internetowym zdarzają się bez żadnej kontroli i bez wiedzy osób biorących udział w transakcji.

W analizowanej próbie aż 13 ogłoszeń przedstawiało szczątki z widocznymi oznakami kolonizacji grzybiczej – białymi, czarnymi lub żółtawymi plamami świadczącymi o nieodpowiednich warunkach przechowywania. Mimo to sprzedawcy niemal nigdy nie informowali kupujących o konieczności stosowania rękawic czy masek – w 22 przypadkach osoby na zdjęciach trzymały szczątki gołymi rękami.

Badacze zwracają uwagę na poważne braki w regulacjach pocztowych. Choć większość operatorów – w tym Royal Mail, USPS czy DHL – oficjalnie zabrania wysyłki ludzkich szczątków, przepisy bywają niejasne lub trudno dostępne, a nadawcy wykorzystują niewłaściwe kody celne, deklarując przesyłki jako „modele edukacyjne” czy „przedmioty kolekcjonerskie”. Udokumentowany w artykule przypadek przesyłki wysłanej Royal Mailem z Wielkiej Brytanii do USA pokazuje, że proceder ten funkcjonuje mimo formalnych zakazów.

mumia szczątki grzyby bakterie niebezpieczeństwo toksyny zdrowie handel