Mężczyźni mają teraz mniej dzieci niż kobiety. Problem będzie się pogłębiał
Przez większą część historii demografowie, politycy i statystycy skupiali się niemal wyłącznie na płodności kobiet. Wskaźnik dzietności – czyli średnia liczba dzieci przypadająca na kobietę – od dekad służył jako główny miernik kondycji demograficznej społeczeństw. Mężczyźni nie byli uwzględniani. Nowe badanie opublikowane w PNAS przez naukowców z Instytutu Demograficznego im. Maxa Plancka, ONZ oraz Uniwersytetu w Oslo pokazuje, że to poważne przeoczenie, a jego konsekwencje właśnie stają się widoczne na całym świecie.
Henrik-Alexander Schubert, Thomas Spoorenberg, Christian Dudel i Vegard Skirbekk przeanalizowali dane z Prognoz Ludnościowych ONZ z 2024 roku, obejmujące lata 1950–2100 dla wszystkich krajów i obszarów świata. Oszacowali współczynniki dzietności zarówno dla kobiet, jak i dla mężczyzn. I odkryli coś zaskakującego – rok 2024 był pierwszym rokiem w historii, gdy globalny wskaźnik dzietności kobiet po raz pierwszy przekroczył ten sam wskaźnik dla mężczyzn.
Aby zrozumieć, co się dzieje, warto przypomnieć, czym jest współczynnik dzietności dla mężczyzn. Podobnie jak w przypadku kobiet, opisuje on średnią liczbę dzieci, jaką mężczyzna miałby w ciągu życia, gdyby w każdym roku podlegał aktualnym wskaźnikom płodności według wieku. Różnica między płciami w tym wskaźniku wynika przede wszystkim z proporcji płci w populacji w wieku rozrodczym – jeśli mężczyzn jest więcej niż kobiet, każdy z nich „statystycznie" ma mniej dzieci, bo o partnerki jest trudniej. Wyjaśnijmy to na przykładzie. Jeśli mamy grupę 100 kobiet i 100 mężczyzn i w danym roku urodziło się 150 dzieci, to współczynnik dzietności dla kobiet wynosi 1,5 czyli tyle samo co współczynnik dzietności dla mężczyzn. Jeśli jednak w tej populacji mamy 80 kobiet i 120 mężczyzn i urodziło się 150 dzieci, to wówczas współczynnik dzietności dla kobiet wyniesie 1,875, ale dla mężczyzn będzie to 1,25.
I właśnie to obserwujemy. Populacje na całym świecie stopniowo się maskulinizują, rośnie w nich udział mężczyzn. Dzieje się tak gdyż spada śmiertelność ogólna, zaciera się różnica w długości życia kobiet i mężczyzn (kobiety żyły dotychczas wyraźnie dłużej), a w niektórych krajach Azji Wschodniej – w Chinach, Indiach czy Korei Południowej – w wyniku selekcji przez dekady sztucznie zawyżano odsetek mężczyzn w populacji.
W 1950 roku aż 96 procent krajów i terytoriów na świecie miało wyższy wskaźnik dzietności mężczyzn niż kobiet. W 2025 roku proporcja ta wynosi już mniej niż połowę, a prognozy wskazują, że do roku 2100 tylko około 10 procent krajów pozostanie w dawnym układzie. Od 2030 roku większość ludzkości będzie żyła w krajach, gdzie mężczyźni mają o co najmniej 5 procent mniej dzieci niż kobiety. W skrajnych przypadkach – jak Chiny czy Indie – różnica może sięgnąć 20 procent.
Przejście od wyższej dzietności mężczyzn do wyższej dzietności kobiet nastąpiło w różnym czasie w różnych częściach świata. W Europie i Ameryce Północnej ten punkt zwrotny minął już w latach 60. i 70. XX wieku. W Ameryce Łacińskiej stało się to niedawno. W Afryce Subsaharyjskiej, z powodu wysokiej śmiertelności i wysokiej dzietności, może nie nastąpić przed końcem stulecia.
Badacze stwierdzają, że nadwyżka mężczyzn w populacji w wieku rozrodczym prowadzi do wzrostu bezdzietności wśród mężczyzn, mężczyźni słabiej wykształceni lub mniej zamożni mają nieproporcjonalnie trudniejszy dostęp do partnerstwa i rodzicielstwa. Bezdzietność u mężczyzn wiąże się zaś częściej z gorszym zdrowiem, samotnością i zależnością od opieki instytucjonalnej na starość.



Komentarze (0)