Naukowcy z Wrocławia i Poznania potwierdzili przeciwdrobnoustrojowe właściwości miodu bartnego

| Zdrowie/uroda
Postaw mi kawę na buycoffee.to
Krzysztof Ćwik/UMW

Przez stulecia bartnicy wiedzieli, jak rozpoznać dobry miód, zanim jeszcze powstała chemia analityczna. Dziś naukowcy potwierdzają, że mieli rację. Ich wiedza opierała się na tysiącach lat praktyki. Bartnictwo – polegające na hodowli pszczół w wydrążonych pniach drzew, zwanych barciami – należy dziś do dziedzictwa kulturowego wpisanego na listę UNESCO. Ale sam miód bartny przez długi czas pozostawał poza głównym nurtem badań naukowych. Nikt tak naprawdę nie sprawdził, czy tradycja lecznicza, która narosła wokół tego produktu, ma solidne biochemiczne podstawy.

Krzysztof Ćwik/UMW

Najnowsza publikacja w Journal of Ethnopharmacology wypełnia tę lukę. Jej pierwsza autorka, dr Danuta Raj z Katedry i Zakładu Farmakognozji i Leku Roślinnego Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, trafiła na trop miodu bartnego niemal przez przypadek, przy okazji zupełnie innego projektu, w ramach którego rekonstruowano teriak.

Zespół badaczy z Wrocławia przez kilka lat rekonstruował teriak (driakiew): słynne XVII-wieczne panaceum, stosowane jako antidotum na trucizny, ochrona przed zarazą oraz maść na rany czy owrzodzenia. Odtwarzali preparat wiernie, zgodnie z procedurami epoki. I trafili na coś zagadkowego. Otóż ich teriak fermentował. Preparaty innych rekonstruktorów, nie. Szukając wyjaśnienia, odnaleźli różnicę w składnikach. Inne grupy używały miodu pasiecznego. Wrocławianie sięgnęli po bartny, jako historycznie najbardziej wierny odpowiednik.

Teriak był już przedmiotem badań współczesnych naukowców, ale nasz zespół jako jedyny na świecie odtworzył go jeden do jednego, zgodnie z procedurami epoki i z dbałością o każdy szczegół. Po jakimś czasie okazało się, że uzyskany przez nas preparat fermentuje, podczas gdy u innych rekonstruktorów ten proces nie zachodził. Wyjaśnieniem tej zagadki mógł być jeden z ważnych składników: użyliśmy najlepszego odpowiednika historycznego, miodu bartnego, podczas gdy inni rekonstruktorzy korzystali z miodu pasiecznego. Postanowiliśmy pójść tym tropem i wspólnie z prof. Piotrem Kusiem z Katedry i Zakładu Farmakognozji i Leku Roślinnego UMW poszukać informacji naukowych na temat tego produktu. Okazało się, że takich publikacji nie ma - mówi doktor Raj. Uczeni postanowili więc bliżej przyjrzeć się samemu miodowi.

Próbki do obecnie przeprowadzonej analizy pozyskano z dwóch barci w województwie świętokrzyskim, usytuowanych w środowisku leśnym, w sąsiedztwie łąk i rzeki, a więc w warunkach odpowiadających zarówno historycznym, jak i współczesnym zaleceniom bartniczym. Analizę przeprowadzono wieloaspektowo: zbadano skład chemiczny miodu, zawartość wody, przewodność elektryczną, profil pyłkowy i aktywność przeciwdrobnoustrojową.

Wyniki okazały się zaskakujące nawet dla samych badaczy. Miód bartny zawiera kwasy fenolowe pochodzące z propolisu – kwas ferulowy i p-kumarowy – w stężeniach od sześciu do trzynastu razy wyższych niż typowe miody polskie. Stwierdzono też podwyższony poziom kwasu kynureninowego. Co istotne, miód wykazał aktywność przeciwdrobnoustrojową, która tłumaczy jego historyczne zastosowanie w leczeniu ran i owrzodzeń.

Skąd te wyjątkowe właściwości? Dr Raj wskazuje na naturę samego bartnictwa. Pszczoły w barciach żyją inaczej niż w pasiece przemysłowej, same wybierają miejsce gniazda, korzystają z różnorodnych pożytków leśnych, nie są przenoszone ani intensywnie eksploatowane. Bartnik zagląda do nich rzadko, miód zbiera najwyżej raz w roku. Produkt dłużej pozostaje w kontakcie z plastrem, a plaster sam w sobie jest źródłem cennych substancji. Mniej stresu i bardziej naturalny tryb życia roju przekładają się na inny skład chemiczny miodu.

Jedna z najbardziej intrygujących części badania dotyczyła jednak nie biochemii lecz historii. Naukowcy postanowili zrekonstruować dawne metody oceny jakości miodu, te stosowane przez bartników i kupców na długo przed wynalezieniem spektrometrów i chromatografów.

Źródła wczesnonowożytne opisują ocenę miodu zmysłami: po barwie, zapachu, smaku, gęstości. Jeden z historycznych testów polegał na sprawdzaniu, jak mocno miód skleja palce. Dwoje farmaceutów i dwóch historyków zasiadło więc w laboratorium, zanurzyło dłonie w kolejnych próbkach i oceniało lepkość wzorem dawnych bartników. Wyniki tej ręcznej analizy porównano następnie z laboratoryjnymi pomiarami zawartości wody.

Zgodność okazała się uderzająca. Zmysłowa ocena dobrze odpowiadała obiektywnym danym. Zawartość wody jest zaś kluczowym parametrem jakościowym miodu, zbyt wysoka świadczy o niedojrzałości produktu i sprzyja fermentacji. Bartnicy, nie znając pojęcia aktywności wodnej ani metod jego pomiaru, umieli intuicyjnie ocenić, czy mają do czynienia z miodem dobrym czy złym.

Badanie wrocławskich naukowców jest czymś więcej niż potwierdzeniem tradycyjnej wiedzy. To przykład podejścia multidyscyplinarnego. Do jednego projektu zaproszono farmaceutów, historyków medycyny i farmakognostów, dzięki czemu uzyskano pełną odpowiedź historyczną i biochemiczną.

miód bartny driakiew teriak rana miód