Nawiercony ząb neandertalczyka. Najstarszy przypadek leczenia próchnicy.
Neandertalczycy dbali o chorych, rannych i starszych członków swojej grupy. Specjaliści zajmujący się tym tematem nie byli jednak do końca pewni, czy sposób sprawowania opieki medycznej opierał się na wypracowanych strategiach czy też na instynktownym samoleczeniu, jakie możemy obserwować u naczelnych. Teraz jednak udało się zdobyć dowód na świadomie przeprowadzone leczenie. W Jaskini Czagyrskiej uczeni odkryli ząb trzonowy, który nosi ślady wiercenia. Ząb pochodzi sprzed około 59 000 lat i jest, zdaniem badaczy, najstarszym znanym przykładem leczenia próchnicy.
Ząb oznaczony jako Czagyrska 64 to dolny lewy drugi trzonowiec osoby dorosłej. Na pierwszy rzut oka widać na jego górnej powierzchni dużą, nieregularną dziura. Ma ona 4,2 mm długości, prawie 3 mm szerokości i ponad 2,5 mm głębokości, sięga aż do miazgi.
Ząb zbadano przy użyciu skaningowej mikroskopii elektronowej, mikrotomografii komputerowej, spektroskopii ramanowskiej oraz szczegółowej analizy śladów na powierzchni. Wyniki były jednoznaczne. Gdyby dziura powstała w wyniku ścierania, brzegi byłyby płaskie i gładkie w charakterystyczny sposób, a wewnątrz zęba widoczna byłaby warstwa zębiny wtórnej – ochronnej tkanki, którą żywy ząb wytwarza, broniąc się przed postępującym zużyciem. Tutaj jej nie ma. Gdyby ząb pękł od uderzenia po śmierci, krawędzie byłyby ostre i postrzępione. Tymczasem są wygładzone i zaokrąglone – co wskazuje, że ząb był używany już po powstaniu wgłębienia. Żaden naturalny proces geologiczny, który oddziaływał na szczątki, nie byłby w stanie wydrążyć takiego otworu.
Mikrotomografia ujawniła, że zębina wewnątrz i wokół dziury jest silnie zdemineralizowana. To klasyczny, podręcznikowy obraz głębokiej próchnicy, odpowiadający najwyższym stopniom zaawansowania choroby.
Neandertalczyk miał więc zaawansowaną próchnicę, która dosłownie pożerała mu ząb od środka. Na ścianach wgłębienia naukowcy znaleźli coś jeszcze: mikroskopijne, równoległe rysy ułożone koncentrycznie, jakby ktoś obracał w dziurze coś ostrego. A w warstwie skalnej tej samej jaskini, w tym samym poziomie co ząb, leżały małe kamienne narzędzia – miniaturowe perforatory i retuszowane punktaki z jaspisu, o długości zaledwie kilku centymetrów, z cienkim, szpiczastym czubkiem.
Naukowcy postanowili to sprawdzić eksperymentalnie. Wykonali repliki takich narzędzi z lokalnego jaspisu i spróbowali wywiercić nimi dziurę w zębie. Już po kilku sekundach kamienne narzędzie przebijało powierzchnię zęba. Dotarcie do komory miazgi zajęło od 5 minut (gdy zębina była miękka) do 50 minut (przy twardszej tkance). Ślady zostawione przez eksperymentalne wiercenie były praktycznie identyczne z tymi na Czagyrska 64 – takie same koncentryczne rysy, taki sam charakterystyczny kształt wgłębienia.
Wszystko wskazuje więc na to, że ktoś – najprawdopodobniej inny członek grupy – wywiercił kamiennym narzędziem dziurę w chorym zębie.
Naukowcy zastanawiają się, jaki był cel tego zabiegu i czy przyniósł ulgę. Głęboka próchnica z otwartą komorą miazgi powoduje bardzo silny ból. Odsłonięty nerw reaguje na każdy dotyk, temperaturę, nawet powietrze. Ale jeśli zniszczyć nerw całkowicie, ból ustępuje. Masywne usunięcie tkanki zębowej mogło przyspieszyć ten proces.
Czy neandertalczyk to rozumiał? Czy wiedział, że wiercąc głębiej, zmierza ku uldze? Autorzy badania nie są w stanie tego dowieść z absolutną pewnością, ale podkreślają, że ktoś musiał rozpoznać źródło bólu, podjąć decyzję o interwencji, wybrać odpowiednie narzędzie i przeprowadzić precyzyjny, bolesny zabieg. A to już plan, a nie odruch.
Na tym samym zębie znaleziono zresztą ślady regularnego używania wykałaczki – rowki i mikrorysy wskazujące na nawykowe czyszczenie przestrzeni międzyzębowych, zapewne przynoszące ulgę przy zapaleniu przyzębia. Mamy więc dwie różne interwencje, dwa różne narzędzia i jeden ząb.
Dotychczas za najstarszy udokumentowany przypadek leczenia próchnicy uchodził ząb człowieka współczesnego z włoskiej jaskini Ripari Villabruna, liczący sobie około 14 000 lat. Neandertalczyk z Czagyrskiej jest od niego starszy o ponad 40 000 lat. Co więcej, jego leczenie było technicznie bardziej zaawansowane. Wymagało bowiem rotacyjnych ruchów narzędzia, precyzji i siły, a nie tylko prostego skrobania szkliwa jak we włoskim przypadku.
To kolejne z serii odkryć pokazujących stopień zaawansowania neandertalczyków. Opiekowali się chorymi i starszymi członkami grupy, używali roślin leczniczych, tworzyli przedmioty symboliczne, a ich genom ujawnia zaskakującą złożoność społeczną. Teraz dowiadujemy się, że radzili sobie też z bólem zęba.
Wyniki badań opublikowano w artykule Earliest evidence for invasive mitigation of dental caries by Neanderthals.



Komentarze (0)