Dlaczego tyranozaur miał takie śmiesznie małe łapki? Biolodzy wyjaśnili zagadkę
Tyranozaur ze swoimi niezwykle małymi kończynami przednimi wygląda jak błąd Matki Natury. Naukowcy z University College London i Uniwersytetu Cambridge dostarczają przekonującego wyjaśnienia tego ewolucyjnego fenomenu. Według badań opublikowanych w Proceedings of the Royal Society B, redukcja przednich kończyn u wielkich drapieżnych dinozaurów była ściśle związana z rozwojem potężnych czaszek i szczęk, a nie – jak sądzono wcześniej – wyłącznie z ogólnym wzrostem rozmiarów ciała.
Charlie Roger Scherer (UCL), Elizabeth Steell (Cambridge) i Paul Upchurch (UCL) przeanalizowali dane dotyczące 85 gatunków teropodów – dwunożnych, głównie mięsożernych dinozaurów – i ustalili, że skrócenie przednich kończyn wystąpiło niezależnie u co najmniej pięciu różnych linii ewolucyjnych: tyranozauroidów, abelizauroidów, karcharodontozaurów, megalozauroidów i ceratozaurów. To zjawisko zbieżnej ewolucji – gdy podobne cechy pojawiają się niezależnie u niespokrewnionych organizmów – sugeruje, że podobne presje ekologiczne działały na wiele grup jednocześnie.
Kluczowym elementem badania było opracowanie nowej metody pomiaru masywności i wytrzymałości czaszki. Naukowcy stworzyli wskaźnik uwzględniający między innymi stopień zrośnięcia kości głowy, proporcje czaszki (bardziej zwarta budowa oznacza większą wytrzymałość) oraz szacowaną siłę ugryzienia. Na tej skali najwyżej uplasował się Tyrannosaurus rex, a tuż za nim Tyrannotitan – teropod niemal tak masywny jak T. rex, żyjący na terenie dzisiejszej Argentyny ponad 30 milionów lat wcześniej.
Co szczególnie istotne, analiza wykazała, że rozmiar przednich kończyn jest silniej powiązany z masywnością i wytrzymałością czaszki niż z ogólnymi rozmiarami ciała. Dobitnie ilustruje to przykład mażungazaura (Majungasaurus), szczytowego drapieżnika Madagaskaru sprzed 70 milionów lat. Ważył zaledwie 1,6 tony (około jedna piąta masy T. rexa), a mimo to miał wyjątkowo zredukowane kończyny i jedną z bardziej masywnych czaszek w swojej grupie.
Zdaniem badaczy kluczową rolę odegrała prawdopodobnie rosnąca wielkość ofiar. Koegzystencja wielkich teropodów z gigantycznymi zauropodami i innymi olbrzymimi roślinożercami przez całą drugą połowę mezozoiku mogła prowadzić do swoistego „wyścigu zbrojeń". Drapieżniki rozwijały coraz mocniejsze szczęki i coraz większe ciała, by skuteczniej polować na coraz większe ofiary. W tym kontekście chwytne przednie kończyny stawały się zbędne – głowa przejęła rolę głównego narzędzia ataku.
Badanie ujawniło również, że kończyny redukowały się na różne sposoby w różnych grupach. U abelizauroidów skracały się przede wszystkim dłonie i przedramiona, a późne formy jak mażungazaur miały wyjątkowo mikroskopijne kończyny. U tyranozauroidów natomiast wszystkie elementy ramienia zmniejszały się mniej więcej równomiernie, bez wyraźnej kolejności.
To odkrycie sugeruje, że ten sam efekt końcowy – szczątkowe kończyny – był osiągany różnymi drogami rozwojowymi, co podkreśla złożoność i wielowątkowość ewolucji. Naukowcy zaznaczają, że ich praca wskazuje korelacje, a nie bezpośrednie związki przyczynowo–skutkowe. Jednak sekwencja zdarzeń jest wymowna: w każdym zbadanym przypadku wzrost wielkości czaszki i masy ciała poprzedzał redukcję kończyn. Ewolucja rzadko rezygnuje z narzędzia ataku, zanim nie zapewni skuteczniejszego zamiennika.



Komentarze (4)
Stanley, 5 czerwca 2026, 02:24
Srałukowcy. Będę stronniczy i chyba już o tym pisałem kiedyś w 2023? Mam już "swoją" ulubioną tezę. Natomiast czy ktoś mi wytłumaczy jaka logika stoi za zmniejszaniem się rączek wraz z powiększaniem całego organizmu? U ludzi jest to samo? Z tego co wiem to miało miejsce jedynie po talidomidzie - taki lek z Niemiec na nudności. Innych przykładów nie znam. Wersja o powiększającej głowie też naciągana że niby rączki były wogóle potrzebne jak w Pamięci Absolutnej do rozmowy z ofiarami?
Biolog Brian J. Ford do znalezienia na Linkedin. https://uk.linkedin.com/in/profbrianjford On postuluje teorie związaną z poruszaniem. Że dinozaury no przynajmniej te duże ruchliwe, były stworzeniami wodnymi. Park Jurajski był kłamstwem. Czy ja tu już byłem i czy o tym pisałem? Pewnie byłem. Że były na podobnej zasadzie były jak krokodyle i hipopotamy. Że jeśli już to tyranozaury to pływały jak kaczki Tylko po prostu bez piórek. Że były cieplejsze wody >30'C to prowadziły bardzo aktywny tryb życia nie musząc być zwierzętami stałocieplnymi. Doskonale pływały ale składały jaja na ziemi. Te małe rączki były im potrzebne do wygrzebywania się na brzeg. Sporo toto ważyło. Małe i nieporadne tak jak u krokodyli. Ale w błocie wystarczyło. Za to ogon i duże nóżki miały do pływania. Stąd logiczne że wraz ze wzrostem głowy i wogóle natura postanawiała zmniejszać opory "aerodynamiczne" (nie wiem jak brzmi słowo dla wody).
Argumentuje to przede wszystkim gęstością kości. Zwyczajnie NIE DA SIĘ by dinozaury chodziły po powierzchni ziemi gdyby Ziemia miała grawitację 9.81m/s2. Ale da się jeżeli dinozaury były wodne. Podobnie z "hipożyrafami" z Parku Jurajskiego, które choć nie mają skrzeli to większośc czasu spędzają w wodzie. Takie wodne konio-wieoryby. Roślinożerne z długimi szyjami chodziły po lądzie jak były małe jak te żółwie. Na starość nie stawały na lądzie dwóch nogach nie musiały mieć ogromnie ciężkich i "zbitych" kości bo utrudniło by to utrzymanie na powierzchni wody. Wraz z wiekiem coraz częściej przebywały w wodzie. Miały długie ogony do sterowania a głowę długą i nogi do stawania przy brzegu sięgania po rośliny lądowe np. drzewa. Już nawet słonie mają z masą problem - chodzą jak Korzeniowski nie odrywają wszystkich nóg od ziemi naraz. Ponieważ są 3 wymiary wzrost w 1 wymiarze 2x powoduje zwiększenie powierzchni 4x ale masy 8x. Wymaga to więc wzrostu gęstości kości. Małe szanse by Tyranozaur na dwóch nogach wogóle mógł sobie biegać. A już tym bardziej by roślinożerca z długą szyją. Gęstośc kości na to nie wskazuje. W nawet najcieplejszych lasach deszczowych temperatura w nocy spada. Woda natomiast jest ciepła całą dobę. Woda byłaby zatem idealnym "pomostem" do wyjasnienia jak dinozaury mając gadzie cechy prowadziły aktywny tryb życia.
W skrócie ja biologiem nie jestem. Materiał dla znających angelski 55minut
venator, 5 czerwca 2026, 04:00
Nie przyszło ci do głowy, że dochodziło do zjawiska pneumatyzacji kości, jak u współczesnych ptaków?
Największe zaś słonie leśne osiągały w plejstocenie masę rzędu 15-23 ton (sporo więcej niż T-Rex) i poruszały się oczywiście z gracją współczesnego słonia, czyli potrafiły biegać zapewne równie szybko.
Patagotitan mayorum osiągał masę nawet 76 ton i żarł igliwie, więc na pewno wychodził na ląd, nawet jeśli część życia spędzał w płytkich zbiornikach wodnych.
Wzrost masy szkieletu i rozmiarów zwierzęcia był rekompensowany przez odpowiedni wzrost masy mięśniowej:
Wszystkie te „płaskie” powierzchnie, związane głównie z tyłem i szczytem czaszki, a także grzbiet ciemieniowo-potyliczny, służyły jako pola przyczepu potężnych mięśni, których zadaniem było dźwiganie ogromnej i ciężkiej głowy. Podobny zestaw mięśni mają obecnie słonie azjatyckie (Elephas maximus), jednak ich czaszka nie ma tak rozbudowanych pól przyczepu dla tych mięśni, jak u plejstoceńskich słoni leśnych (Palaeoloxodon). Dlaczego? Słonie leśne były znacznie większe. Miały bardzo duże i ciężkie głowy – nie tylko w rozumieniu wartości absolutnych, ale również w proporcji do reszty swojego ciała. Masa czaszki rośnie wraz z jej objętością (a więc do sześcianu), ale siła mięśni tylko wraz z ich przekrojem (zatem do kwadratu). Większa i cięższa głowa wymaga wobec tego znacznie więcej mięśni do jej dźwigania niż wynikałoby to tylko z prostego przeskalowania rozmiarów. Stąd też słonie leśne potrzebowały proporcjonalnie dużo potężniejszych mięśni niż słonie azjatyckie
https://mz.pan.pl/wp-content/uploads/2022/12/Slon-lesny-–-kolejna-odslona-1.pdf
Zapewne ten mechanizm dotyczył też i dinozaurów (plus pneumatyzacja kości).
Co za bzdury.
Stanley, 5 czerwca 2026, 19:27
Przyszło, nie jestem biologiem więc samo nie przyszło. Obserwacji takich lub owych wyjaśnień czemu kości dinozaurów no jednak a może były w stanie wytrzymać obciążenia. Nie biorę tego wyjasnienia za dobrą monetę. Bo coprawda konstrukcja kości zmniejsza całkowitą masę cielska. Jednak cudów nie zrobi. Nadal obciążenie było dość spore dużo większe niż słonie. W przypadku rexa 2x w porównaniu do słonia. W przypadku największych aż 10x
Sęk w tym że słonie nie biegają one chodzą bardzo szybko.
Cężej jest chodzić bardzo szybko mając 2 nogi których obciążenie dodatkowo 2x większe niż słonia.
Walenie osiągają masę nawet 150 ton, czy wychodzą na ląd?
venator, 8 czerwca 2026, 02:56
Jest sporo śladów T-rexów na lądzie, a dyskusja idzie w inną stronę - na ile umiały pływać...
https://naukawpolsce.pl/aktualnosci/news%2C370217%2Cczy-slon-jest-zdolny-do-biegu-czy-tylko-szybko-chodzi.html
Nawet ponad 200 ton. Granicą lądową wydaję się masa 100-120 ton, ale nie chodzi tu tylko o zdolności motoryczne - metabolizm takiego organizmu powoduje wytwarzanie ogromnej ilości ciepła (w sześcianie do jego objętości). Chłodzenie. Zważ, że płetwal błękitny, nawet jak schodzi na niskie szerokości geograficzne, lubi przebywać w dosyć chłodnych wodach oceanicznych (np. rejon Kalifornii). Ostatnio była informacja o ataku rekina na pływaka u wybrzeży Sardynii. Poczytałem o dosyć nieoczywistych gościach, jak rekiny, w ciepłym Morzu Śródziemnym. Rekinów jest cała masa, nawet 50 gatunków. Ale te największe, w tym żarłacze białe trzymają się zachodniej strefy, gdzie wtłaczana jest chłodna woda z Atlantyku (dodatkowo bogata w pokarm), przez zimny Prąd Kanaryjski. Duże ryby lubią jednak zimno.