Wielkie badania pokazują, jak zwierzęta reagują na obecność ludzi
Ekolodzy od dziesięcioleci dokumentują, jak fizyczne przekształcanie środowiska – urbanizacja, rolnictwo i infrastruktura transportowa – niszczą siedliska i spychają dzikie gatunki na margines. Jednak obok tego wymiaru istnieje drugi, znacznie trudniejszy do uchwycenia: dynamiczna, zmienna w czasie i przestrzeni obecność samych ludzi i pojazdów. Nowe badania opublikowane w czasopiśmie Science pokazują, że sam fakt naszej obecności w lesie, nawet bez jakiejkolwiek fizycznej ingerencji w środowisko, potrafi głęboko i mierzalnie zmienić zachowanie dzikich zwierząt.
Analiza milionów danych o ruchach zwierząt, przeprowadzona przez zespół kierowany przez Yale Center for Biodiversity and Global Change, ujawniła, że samo przebywanie ludzi w środowisku – nie tylko zmiany krajobrazu – może zmieniać sposób, w jaki gatunki używają przestrzeni i siedlisk. Jak podkreśla Walter Jetz, profesor ekologii na Uniwersytecie Yale i dyrektor tamtejszego Center for Biodiversity and Global Change, to pierwsze badanie, które w tej skali bezpośrednio ocenia, jak obie przyczyny – osobno i łącznie – wpływają na użytkowanie siedlisk przez dziką zwierzynę.
Naukowcy z ponad 50 instytucji z USA, Kanady, Niemiec oraz Wielkiej Brytanii, śledzili za pomocą urządzeń GPS 22 gatunki ptaków i 15 gatunków ssaków. Badaniami objęto całe Stany Zjednoczone. Wśród badanych zwierząt znalazły się m.in. jelenie wirginijskie, wilki, kojoty, szopy pracze i skunksy, a wśród ptaków sępy, jastrzębie, kaczki, żurawie i bociany. Łącznie zebrano około 11,8 miliona punktów lokalizacji od ponad 4500 osobników.
Kluczowym elementem był sposób pomiaru obecności człowieka. Zamiast polegać wyłącznie na mapach zagospodarowania terenu, badacze sięgnęli po dane z telefonów komórkowych, dysponowali więc codzienną liczbą urządzeń rejestrowanych w poszczególnych obszarach. Dane te zestawiono z satelitarnymi pomiarami stopnia przekształcenia siedlisk, co pozwoliło zbadać, jak oba aspekty ludzkiej aktywności wpływają na ruch zwierząt i użytkowanie przez nie przestrzeni.
Wyjątkową szansę stworzyła pandemia COVID-19. Lockdowny dramatycznie zmieniły wzorce przemieszczania się ludzi, tworząc swoisty naturalny eksperyment. Porównując dane z lat 2019 i 2020, naukowcy mogli oddzielić efekt samej obecności człowieka od długotrwałych, strukturalnych zmian w krajobrazie, takich jak zabudowa czy rolnictwo. To zjawiska, które w normalnych warunkach są ze sobą silnie powiązane i trudne do rozdzielenia.
Wyniki są jednoznaczne. Ponad 65% badanych gatunków zmieniało użytkowanie przestrzeni lub siedlisk w odpowiedzi na obecność człowieka, przy czym obecność ta miała największe znaczenie w mniej zmodyfikowanych, naturalnych środowiskach. Wejście człowieka w dzikie, nienaruszone tereny może wywierać silniejszy wpływ na tamtejszą faunę niż te same działania na terenach już dawno przez nas przekształconych. Zwierzęta żyjące w silniej zmodyfikowanych środowiskach są albo bardziej przyzwyczajone do ludzkiej aktywności, albo po prostu nie mają już dokąd uciec.
Co więcej, dla większości gatunków, które reagowały na obecność człowieka, efekty obu czynników – obecności i modyfikacji krajobrazu – były ze sobą powiązane. Reakcja na człowieka zależała od stopnia przekształcenia środowiska, w którym zwierzę żyło.
Reakcje poszczególnych gatunków były bardzo różnorodne, a niekiedy zaskakujące. Większość ssaków zmniejszała obszar swoich wędrówek, prawdopodobnie unikając kontaktu z ludźmi. Wilk zachowywał się jednak odwrotnie – rozszerzał zasięg wędrówek zarówno w odpowiedzi na obecność człowieka, jak i na modyfikację krajobrazu. Gatunek ten był prześladowany przez stulecia i jest uznawany za szczególnie wrażliwy na obecność człowieka, poszerzanie terenu może odzwierciedlać konieczność pokonywania większych dystansów, by unikać kontaktu z ludźmi. Kruki rozszerzały terytoria, korzystając zapewne z antropogenicznych źródeł pożywienia, a kojoty – mimo podobnego apetytu na ludzkie odpadki – ograniczały swoje ruchy, bo w odróżnieniu od kruków intensywnie je prześladujemy. Badanie ujawniło też behawioralną plastyczność na poziomie osobniczym. Zwierzęta śledzone w obu latach modyfikowały swoje zachowanie stosownie do zmieniających się wzorców ludzkiej aktywności.
Wyniki mają bezpośrednie znaczenie dla praktyki ochrony przyrody. Dotychczas dominującym wskaźnikiem ludzkich wpływów był stan krajobrazu, stopień zabudowy, fragmentacja siedlisk, zasięg rolnictwa. Nowe badanie pokazuje, że to za mało. Efekty modyfikacji krajobrazu nie mogą być rozumiane bez uwzględnienia obecności człowieka, która może zarówno wzmacniać, jak i łagodzić jej skutki.
Praktyczna rekomendacja, jaka z tego wynika, jest zarazem prosta i rewolucyjna. Oprócz zachowania siedlisk, umiejętne zarządzanie czasem i intensywnością ludzkiej aktywności – takie jak ograniczenie ruchu drogowego w kluczowych okresach lub zmniejszenie zakłóceń w wrażliwych siedliskach – może pomóc w koegzystencji zwierząt i ludzi. Nie chodzi zatem o wykluczenie człowieka z przyrody, lecz o mądrzejsze, dynamiczne zarządzanie: regulowanie tego, kiedy i jak intensywnie ludzie korzystają z określonych obszarów, z uwzględnieniem kluczowych sezonów i wrażliwych refugiów.
Jak ujął to Scott Yanco, jeden z głównych autorów badania, zaawansowane technologie użyte w tym badaniu pozwalają nam zobaczyć z bezprecedensową dokładnością, jak zróżnicowane są reakcje dzikich zwierząt na ludzką aktywność – co oznacza, że strategie ochrony muszą być bardzo ukierunkowane, a nie jednolite dla wszystkich. W świecie, gdzie presja klimatyczna i utrata siedlisk będą się nasilać, właśnie ta precyzja może okazać się kluczowa.



Komentarze (0)