Krew w rysunkach naskalnych. Dzięki niej przetrwały wyjątkowe malowidła z Huashan
Na wapiennych ścianach nad rzeką Zuo w chińskiej prowincji Kuangsi znajduje się słynny kompleks Sztuki Naskalnej Huashan. To ponad osiemdziesiąt stanowisk archeologicznych pokrytych czerwonymi malowidłami naskalnymi. Powstały one pomiędzy V wiekiem p.n.e. a II wiekiem naszej ery, a z kroniki Późniejszej Dynastii Han możemy domyślać się, że twórcami malowideł byli przedstawiciele rybacko-łowiecko-zbierackiego ludu Luoyue. Naukowcy od dawna zastanawiali się, jak użyte przez nich pigmenty przetrwały ponad 2000 lat w bardzo niesprzyjającym monsunowym subtropikalnym klimacie. Zagadka ta została właśnie rozwikłana.
Meng Wu oraz Pengcheng Hu z Uniwersytetu w Szantungu oraz ich zespół, przeanalizowali próbki fragmentów malowideł, które odpadły z trzech stanowisk. Okazało się, że czerwień pochodzi z hematytu, ale nie z rozdrobnionej rudy żelaza, a z lokalnej czerwonej gliny. Twórcy celowo wybrali ten materiał. W przeciwieństwie do sproszkowanej rudy glina tworzy w wodzie trwałą koloidalną zawiesinę, dzięki czemu jest wygodnym gotowym do użycia barwnikiem, który nie wymaga mielenia. Jednak prawdziwym przełomem była identyfikacja spoiwa. Okazało się, że warstwa łącząca pigment ze skałą to zaprawa stworzona z wapna gaszonego, fosforanu wapna (prawdopodobnie z prażonych kości lub odchodów ptaków) oraz... z krwi. Białka krwi, uwięzione wewnątrz węglanu wapnia zapoczątkowały proces mineralizacji. Zamiast luźnej amorficznej struktury powstała zwarta sieć krystaliczna, która ściśle otuliła nanocząstki pigmentu i związała je z wapiennym podłożem. To wyjaśnia, dlaczego do oddzielenia warstwy malarskiej w dobrze zachowanych próbkach trzeba było użyć wiertarki.
Szczegółowa analiza wykazała, że większość użytej krwi pochodziła od człowieka. Na stanowisku Gaoshan ludzka krew stanowiła 97% materiału białkowego, a pozostała część to krew zwierząt roślinożernych. Na stanowisku Daninghan ludzkiej krwi było 61%. Nie wykryto za to hemoglobiny. Autorzy badań sądzą, że gdy krew mieszała się z silnie zasadowym zaczynem wapiennym, osocze natychmiast koagulowało, tworząc nierozpuszczalny skrzep. W zaprawę swobodnie wbudowywała się frakcja surowicy.
Niezwykle interesujące jest też pochodzenie krwi. W próbkach odkryto śladowe ilości prolaktyny i laktoferyny. Dlatego też naukowcy sądzą, że krew pochodziła od kobiet, które utraciły ją w czasie porodu lub połogu. W połączeniu z licznymi wizerunkami kobiet w ciąży, scen współżycia oraz symbolami płodności obecnymi na malowidłach, szczególnej wagi nabiera hipoteza łącząca użycie kobiecej krwi z kultem płodności. A jest ona tym bardziej prawdopodobna, że społeczności Luoyue były matriarchalne.
Trzeba tutaj dodatkowo podkreślić skalę. Szacunkowo na metr kwadratowy malowidła użyto zaledwie 8 mililitrów krwi. Więc używano jej bardzo precyzyjnie i oszczędnie. Powstanie malunków było zatem przedsięwzięciem wymagającym zaawansowanej wiedzy chemicznej, a nie masowej niewykwalifikowanej pracy. To zaś zmienia pogląd na możliwości technologiczne społeczności łowiecko-zbierackich sprzed ponad 2000 lat.
Ze szczegółami badań można zapoznać się w artykule Blood-induced biomineralized calcium carbonate used for binding in the Huashan rock art of Guangxi, Southern China.



Komentarze (0)