We Wrocławiu pracują nad roślinnymi serami. Roślinne mięsa, sery czy mleko coraz bliżej
Na Uniwersytecie Przyrodniczym we Wrocławiu trwają prace nad produktami roślinnymi, które wyglądem, smakiem i właściwościami odżywczymi przypominają żywność stworzoną na bazie mleka. Działania polskich naukowców, to część projektu Flavourferm, którego celem jest stworzenie wegańskich alternatyw dla sera, mleka i mięsa. To międzynarodowy projekt, w który zaangażowani są szefowie kuchni i eksperci ze słynnego Basque Culinary Center w Donostii-San Sebastián. Już wiosną bieżącego roku rozpoczną się testy konsumenckie pierwszych produktów powstałych w wyniku Flavourferm.
W projekcie FlavourFerm uczestniczą jednostki naukowe z Hiszpanii, Polski, Austrii, Finlandii, Belgii, Szwecji, Danii i Wielkiej Brytanii. Jego celem jest wykorzystanie fermentacji do zmiany smaku, tekstury i wartości odżywczych pokarmu roślinnego. Wykorzystywane są w tym celu zarówno tradycyjne techniki fermentacyjne, jak i fermentacja precyzyjna. Ta ostatnia to zaawansowana biotechnologia, w ramach której genetycznie zaprogramowane organizmy przeprowadzają fermentację, wytwarzając ściśle określone związki – białka, tłuszcze, witaminy i inne.
Zespół z wrocławskiego Uniwersytetu Przyrodniczego pracuje nad produktami, które mają przypominać sery dojrzewające. Polacy korzystają z nowoczesnych technik fermentacji oraz z nietypowych surowców, np. łubinu. Obecnie jest on rzadko wykorzystywany do produkcji żywności dla ludzi, głównie przeznaczany jest na pasze dla zwierząt. Musieliśmy zacząć od jego obróbki, aby wyeliminować nuty niepożądane i wytworzyć takie walory smakowe, które następnie – dzięki odpowiednio dobranym procesom fermentacyjnym oraz dodatkom w formie proszków – są wzmacniane i kształtowane w pożądanym kierunku, mówi doktor Jessica Brzezowska z Katedry Technologii Owoców, Warzyw i Nutraceutyków Roślinnych. Celem jest uzyskanie produktu, który smakiem, zapachem, kolorem i konsystencją przypomina sery dojrzewające, a jednocześnie ma co najmniej porównywalną wartość odżywczą z produktami zwierzęcymi. Dzięki odpowiednio dobranym technologiom fermentacji można ograniczyć konieczność stosowania dodatków, takich jak wzmacniacze smaku czy zagęstniki.
Konsumenci domagają się aromatycznej i zdrowej żywności pochodzenia roślinnego, co powoduje potrzebę stosowania zaawansowanych technologii fermentacji oraz naturalnych wygodnych dodatków w formie proszków, aby dostarczać na rynek smaczne i pożywne produkty. Aby odpowiedzieć na to rosnące zapotrzebowanie, nasz projekt skupia się na trzech różnych podejściach do fermentacji. Są to m.in. fermentacja precyzyjna z wykorzystaniem rekombinowanej wegańskiej kazeiny, fermentacja biomasy prowadzona z udziałem grzybów na surowcach roślin strączkowych, takich jak łubin i ciecierzyca, a także tradycyjne techniki fermentacji tych roślin z wykorzystaniem bakterii kwasu mlekowego, wyjaśnia profesor Anna Michalska-Ciechanowska.
Projekt Flavourferm rozpoczął się 1 listopada 2024 roku i potrwa do 30 kwietnia 2028 roku.



Komentarze (27)
Paradokser, 14 lutego 2026, 09:24
Tyle się mówi o szkodliwości wysoko przetworzonych produktów, a tutaj ekstremalnie przetworzona żywność z dodatkiem różnych proszków i dodatków w formie proszku ma być alternatywą?
Astro, 18 lutego 2026, 20:35
Oj tam... Dużo bardziej ekstremalnie przetworzona jest kapusta w kapustę kiszoną, a osobiście uwielbiam i nie zrezygnuję.
Ze swej strony polecam Ci pójść w różne kiszonki - robią również dobrze na mózg.
Mariusz Błoński, 19 lutego 2026, 18:02
@Astro skoro lubisz kiszonki, to koniecznie wybierz się w niedzielę rano do Wrocławia. Na targ pod młynem (koło Korony). Szukaj tam białego vana, z którego pani Ania z dwiema córkami i mężem sprzedają kiszonki (od pewnego momentu nos Cię będzie prowadził). Takiej różnorodności nie widziałeś. Mają tego kilkadziesiąt rodzajów, w tym z 10 rodzajów kiszonych ogórków. Uwielbiam ich kiszoną sałatę rzymską, pikantne ogórki kiszone, a absolutnym przebojem dla mnie jest kimchi owocowe (ale trzeba trafić, jak jest świeżo zrobione, z tydzień/może dwa wcześniej). Takie na świeżo jest wciąż słodkie, mocno pikantne i kwaskowate. Im starsze tym mniej w nim cukru. Ale zdecydowanie polecam. Kiszonki są na wagę, więc możesz wziąć minimalnie na spróbowanie.
darekp, 20 lutego 2026, 18:41
To pewnie też wybiorę się kiedyś, gdy zrobi się cieplej. Na co dzień wystarcza mi kapusta kiszona plus ogórki kiszone i sok z kiszonych buraków
Jeszcze czasem udaje się dostać kiszoną rzodkiew w Biedrze ale niestety rzadko.
Mariusz Błoński, 20 lutego 2026, 19:51
Za kilka dni odpalamy własne kimchi z buraków (plus pekińska, marchewka i biała rzodkiew). Dostaliśmy od przyjaciół książkę o kiszeniu i właśnie robi się pierwszy przepis. Jeśli się sprawdzi, to się pochwalimy.
Mariusz Błoński, 23 lutego 2026, 21:08
Oto i ono
Kimchi z buraków. Naprawdę dobre. A przepis z książki "Ale ferment!"
Skarbek, 24 lutego 2026, 14:58
Kimchi z buraków - brzmi ciekawie. Jaka jest różnica w stosunku do buraków kiszonych na barszcz?
Mariusz Błoński, 24 lutego 2026, 17:02
Jest głównie pikantno-kwaśne, tamte są kwaśne.
Do tego została nam pasta do kmichi. I okazuje się, że jest fajna do surówek
Astro, 24 lutego 2026, 18:25
Dokładnie. Sześć dni temu "nastawiłem" i "zmusiłem" jakieś 1,5 kg buraczków pociętych w cienkie plasterki do pracy, a dziś mam 4 litry czystego barszczu. Muszę przyznać, że pracowały (jak zwykle na piecu, więc w ciepełku) nazbyt chyba dobrze, bo barszczu lekko mordę wykrzywia.
Dziś barszczu zrobiłem z tortellini (taka fantazja - i całkiem dobra), jutro pewnie będzie z ziemniaczkami i smażoną cebulką. Pojutrze się zobaczy...
P.S. Niezmiennie zastanawiam się, dlaczego Order Uśmiechu popija się szklanicą soku cytrynowego, a nie odciekiem z dobrze ukiszonej kapusty...Wszak mówimy o polskim pomyśle.
No i pozdrawiam Wszystkich, którzy wbrew mordy wykrzywianiu potrafią się uśmiechnąć.
Mariusz; pewnie do Wrocławia kiedyś wpadnę (nawet wiem doskonale jak tam dojechać - myślę o targu
), ale "w międzyczasie" mógłbyś pochwalić się jakimiś "przepisami". Nie martw się, że piszą faceci, bo choć jestem skromnym człowiekiem, to mam jednak poczucie własnej wartości i nieskromnie może wyznać jednak muszę, że gotuję całkiem nieźle.
(o ile mam czas i chęci)
Mariusz Błoński, 24 lutego 2026, 18:47
Kurczę, a nam 2 lata temu zakwas na barszcz przestał wychodzić. Nie mamy pojęcia dlaczego. Wcześniej był bardzo esencjonalny, aż gęsty w smaku, odpowiednio kwaśny, a od 2 lat kaszana straszna.
Na zdjęciach przepis na kimchi buraczkowe i na pastę do niego (pasty można zrobić 2x mniej niż w przepisie i wystarczy - chociaż jak będzie nadmiar, to świetnie się sprawdza do surówek, zamiast kombinować z soleniem, pieprzeniem, doprawianiem, to można tej pasty dodać).
Aha. A tu namiary (w Google Maps) na miejsce, w którym znajdziesz kiszonki na targu. 51.14008691185354, 17.079360379736812
Tylko i wyłącznie biały wan, sprzedaż z wiaderek, duży wybór i zwykle konfiguracja sprzedających 3 kobiety lub 3 kobiety i mężczyzna. I spora kolejka.
Astro, 24 lutego 2026, 19:07
Dziwne... Barszcz wymaga naprawdę niewiele zachodu i trochę ciepła - zawsze mi wychodzi. Może dlatego, że stawiam na piecu.
) obieramy i kroimy w plasterki, po czym do gara - warto przemieszać;
Oczywiście barszczu się nie "gotuje".
Dzięki za przepis, a jeśli chodzi o barszcz, to odwzajemnię się i spróbujcie tak (dokładnie tak, bo pomysła są różne, ale tak powinno zawsze wychodzić):
- kupujemy ze 2 kg buraków (bo obierki), obieramy i lekko przepłukujemy; małe na pół, większe na ćwiartki i potem na plasterki, po czym do gara;
- parę ząbków czosnku (ja zwykle daję pół główki
- w osobnym garze podgrzewamy ze 2,5 litra wody, dodajemy ze dwie łyżeczki soli, z pięć liści laurowych, małą garstkę pieprzu czarnego i kolorowego w ziarnach, kilka kulek ziela angielskiego i zagotowujemy; nie ma się długo gotować, a jedynie zagotować - zostawiamy do przestygnięcia;
- po przestygnięciu (jeszcze ciepłe, a nie całkiem ostygnięte) cusiś wodne wlewamy w całości do gara z burakami i czosnkiem;
- przykrywamy gar pokrywką i w ciepełko - nazajutrz powinna być widoczna "pianka" - warto delikatnie przemieszać ją codziennie.
No i tyle. Osobiście po odlaniu na sicie resztę zalewam jeszcze odrobiną wody i delikatnie doprowadzam do wrzenia, bełtam i ponownie odcedzam. Dobrego nigdy za wiele.
Mariusz Błoński, 24 lutego 2026, 20:36
Się nam przypomniało, że kiedyś Ania zrobiła kiszone pomidory. Dokładnie tak, jak zwykły przepis na kiszone ogórki. Są genialne jako dodatek do pomidorówki. Ale jako dodatek (1-2 sztuki).
Skarbek, 24 lutego 2026, 22:43
Dzięki za przepis!
Tu gdzie teraz mieszkam żur się nie chce ukisić. Poziom morza, 2 km do brzegu. Wcześniej mieszkałam 30 km w głąb lądu, jakieś 100m n.p.m. i zawsze się udawał. Koleżanka tak samo miała, żur nie wychodził jej nigdy. Ogórki i buraki jeszcze wychodzą, a żur przywożę w torebkach.
Astro, 26 lutego 2026, 16:45
To bardzo ciekawy temat, a i zapewne długi. Ponoć w Niderlandach (przynajmniej kiedyś) wystarczyło postawić zaczyn i piwo robiło się samo. Podobnie w Polsce (przynajmniej kiedyś) wystarczyło postawić mleko, a skwasiło się samo. Dodać należy, że nie wszędzie na Świecie tak jest. Niektórzy tłumaczą to prosto, że to kwestia bakterii powszechnych w powietrzu, zatem można domniemywać, że niedaleko od morza (choć powietrze słone), gdzie pizga zwykle od morza owego, flora bakteryjna nazbyt uboga...
P.S. Problemem jest jeszcze definicja żuru. Dla mnie zawsze to zakwas na mące żytniej, bo jeśli robię, to do chleba, albo do żurku
Przyznam szczerze, że mąki pszennej nigdy nie próbowałem ukisić, a żytnia zawsze (nawet od niechcenia) zakwasza się.
darekp, 26 lutego 2026, 17:20
Tak było jeszcze w czasach mojego dzieciństwa (wychowałem się na wsi). Kapustę kiszoną domowej roboty też pamiętam, ale ledwie ledwie, dziadkowi przestało się chcieć ją robić gdy miałem kilka lat. Z mlekiem nie było problemu, wystarczyło na odstawić, latem nawet tego samego dnia wieczorem było gotowe. Jak jest obecnie, nie wiem, gdzie w ogóle znaleźć takie tradycyjne gospodarstwo z krowami, kurami itp?
Pod koniec PRL-u dziadek robił też kiszonki dla krów na zimę.
Mariusz Błoński, 26 lutego 2026, 17:45
Z mlekiem potwierdzam. Było zamawiane z miejscowego PGR-u. Polegało to na tym, że z samego rana ludzie przynosili kanki w ustalone miejsce przy pomieszczeniu, w którym mleko było wydawane i je tam zostawiali i szli do pracy/szkoły. W ciągu dnia przyjeżdżał samochód, zostawiali kilka wielkich kanek mleka, z których pani nalewała mleko i wystawiała kanki na zewnątrz. Po powrocie każdy brał swoją. Jeśli było gorące lato, a pani wystawiła mleko na słońce, to po powrocie miało się już skwaśniałe.
Z takiego świeżego mleka z 2 litrów można było spokojnie łyżką ponad szklankę śmietany zebrać i albo miało się śmietanę, albo można ją było przerobić na masło. Robienie kwaśnego mleka też było banalne czy białego sera. Teraz człowiek jest skazany na wyroby przemysłowe i produkt mlekopodobny w kartonach.
Astro, 26 lutego 2026, 19:15
Parę lat temu, gdy babcia sąsiadka jeszcze żyła (i jej krowa również), to miałem i swoją śmietanę, i kwaśne mleko DIY. Faktem jest, że dziś spożywam mlekopodobny produkt z kartonu. Już nie tylko mleko nie to, bo i kawa nie ta, i w ogóle wszystko nie to...
Tak. Kiedyś cukier był słodszy, choć dziewczyny wciąż ładne bywają, ale... Na pocieszenie są całkiem dobre produkty jak jogurt czy kefir, które nawet jako "przemysłowe" są niezłe - trzeba (owszem) trochę poszukać.
Skarbek, 26 lutego 2026, 21:09
Astro, to z bakteriami to ciekawa teoria. Mój żur też zawsze sam się robił z mąki żytniej, a teraz nie chce. Zastanawiam się czy zakwas na chleb można przerobić na żur? Też żytni, też kiszony. Dostałam gotowy i żyje już od jakiegoś czasu niezrażony bliskością morza.
A odnośnie bakterii, to teraz sery w Szawjacarii mają mniej dziur, bo mleko jest zbyt czyste. To nie tutaj był o tym artykuł?
Astro, 27 lutego 2026, 16:10
Oczywiście. Odradzam jednak "rozcieńczanie" - łyżka zakwasu jako starter będzie jednak dobra; wyjdzie szybciej, i wyjdzie...
P.S. Zastanawiam się przy okazji, czy problemem nie jest czosnek, który stanowi jakoś o "istocie fermentacji". Na rynku tyle chińskiego goowna, że aż boli. Jako porada: polski czosnek wizualnie nie jest ładny, i być nie musi - nie w tym jego sens.
Mariusz Błoński, 27 lutego 2026, 20:26
Rozpoczęliśmy testowanie drugiego przepisu z książki
Biała rzodkiew z kurkumą i cytryną. Ma być gotowa za 2 tygodnie. Zdamy relację.
Astro, 27 lutego 2026, 22:00
Ślinka pociekła.
Czekamy zatem na degustację. Z drugiej jednak strony, to może pojadę muzycznie: bo Świetliki.
W końcu już nigdy papieros nie będzie tak smaczny, a wódka taka zimna i pożywna. Już nigdy nie będzie takiego mleka. Księżyc nie będzie tak pięknie wisiał, a ksiądz nigdy nie będzie mówił tak mądrych kazań...
Przy okazji: gdzie to zdobyliście białą rzodkiew?
P.S. No i Bóg nie będzie nigdy tak blisko, tak czuły i dobry jak TERAZ... Straż Pożarna nie będzie tak szybka i sprawna. Nigdy...
Mariusz Błoński, 1 marca 2026, 17:39
U nas, w dużym mieście, biała rzodkiew rośnie w Kauflandzie.
darekp, 3 marca 2026, 09:21
W Lidlu we Wro koło Korony dzisiaj też była (a także kiszona w słoikach). W Biedronkach również często bywa, ale chyba tylko w sezonie.
Astro, 3 marca 2026, 18:40
Dziękuję chłopaki, bo już myślałem, że jakiś głupi jestem - zwłaszcza Mariuszu. W tym Kauflandzie to musi być ciepło, i dobre światło muszą mieć. Myślałem, że trują Was głównie Siechnice...
Przy okazji: co by było, gdyby jakieś esbollahy, czy inne takie, posłały ze TRZY rakiety na uprawy (dajmy) w Hiszpanii? Strat ludzkich niewiele, a w Kauflandzie nagle nic rosnąć nie będzie... Prawda?
P.S. Jako bywalec raczej wiejskiego Dino często natykam się na słoiki z marynowanymi patisonkami, choć nie teraz. Ale polecam.