Prawdziwe oblicze endometriozy. Współwystępuje z nią 661 innych chorób
Analiza dokumentacji medycznej olbrzymiej liczby kobiet cierpiących na endometriozę wykazała, że z chorobą tą współwystępuje aż 661 innych chorób i są to schorzenia z niemal wszystkich kategorii wymienianych w Międzynarodowej Klasyfikacji Chorób (ICD). Chorób współwystępujących jest więc znacznie więcej, niż sądzono, co pokazuje, jak bardzo złożona i dewastująca organizm oraz życie kobiety jest endometrioza.
Endometrioza ma zgubny wpływ na jakość życia dotkniętych nią kobiet. Szacuje się, że cierpi na nią nawet ponad 10% pań w wieku reprodukcyjnym. Choroba, w wyniku której komórki wyściółki macicy (endometrium), rozprzestrzeniają się poza macicę, powoduje ciągłe silne bóle, chroniczny stan zapalny, wielotygodniowe krwawienia i związaną z nimi anemię, bezpłodność, chroniczne zmęczenie, depresję. Endometrium może pojawić się w wielu niespodziewanych miejscach – chociażby na jelitach, pęcherzu, nerkach – powodując silne bóle i powoli niszcząc zaatakowane organy.
Pomimo tego, że występuje tak powszechnie, endometrioza jest ignorowana przez systemy opieki zdrowotnej. Od pojawienia się pierwszych objawów endometriozy do postawienia diagnozy mija wiele lat, w czasie których choroba postępuje. Gdy zostaje w końcu rozpoznana, poczynione przez nią zniszczenia są bardzo duże.
Amerykańscy naukowcy wykorzystali dokumentacje medyczne pacjentów z sześciu ośrodków medycznych w Kalifornii. Przeanalizowali dane prawie 19 tysięcy pacjentek z Uniwersytetu Kalifornijskiego w San Francisco oraz dodatkowych 24 tysięcy z innych uniwersyteckich centrów medycznych.
I tak okazało się, że kobiety cierpiące na endometriozę są też narażone na o 181 razy większe ryzyko adenomiozy (endometriozy macicy), o 51,1 razy zwiększone ryzyko zrostów otrzewnowych w miednicy, ryzyko niezapalnych zaburzeń narządów płciowych jest wyższe o 30,2 razy, ryzyko bólów miednicy jest u nich wyższe o 26,3 razy, a ryzyko torbieli jajnika większe o 16 razy. Z endometriozą wiąże się też 5-krotnie wyższe ryzyko niepłodności i o 4,3 razy większe ryzyko wystąpienia ogólnego stanu zapalnego.
Naukowcy zauważyli też, co najczęściej umykało autorom badań zakrojonych na mniejszą skalę, że endometrioza oznacza 4-krotnie wyższe ryzyko migren, choroby refluksowej przełyku (3,6x), astmy (2,5x) i niedoborów witaminy D (3,8x). Wśród setek innych chorób w istotny sposób powiązanych z endometriozą można wymienić stan przedrakowy zwany wewnątrznabłonkową neoplazją endometrium (ryzyko 60-krotnie wyższe), długotrwały nasilony ból miesiączkowy (16 razy większe ryzyko), wrodzone nieprawidłowości budowy genitaliów (14,5x), chroniczny ból (6,5x), chroniczne zapalenie jajowodów (49x), zespół chronicznego zmęczenia (6,5x), chroniczne zapalenie błony śluzowej żołądka (6,5x), zespół metaboliczny (21x) czy wulwodynię (9x).
Niektóre odkrycia nie zaskakują – silne związki z adenomiozą, zrostami otrzewnowymi czy torbielami jajników są znane i spodziewane. Podobnie potwierdziły się wcześniejsze obserwacje dotyczące problemów z płodnością czy chorób autoimmunologicznych. Interesujące są jednak powiązania rzadziej omawiane w literaturze medycznej. Okazuje się, że kobiety z endometriozą znacznie częściej cierpią na migreny, refluksową chorobę przełyku, astmę czy niedobory witaminy D.
Szczególnie intrygujące jest odkrycie dotyczące hiperlipidemii – pacjentki z tym schorzeniem rzadziej chorowały na endometriozę. Naukowcy sugerują, że może to wynikać ze stosowania statyn, które – jak pokazują inne badania – mogą mieć potencjał terapeutyczny w leczeniu endometriozy.
Wykorzystując zaawansowane metody analizy, badacze zidentyfikowali różne podgrupy pacjentek z endometriozą. Niektóre grupy charakteryzowały się przewagą chorób autoimmunologicznych, inne – powikłaniami ciążowymi, jeszcze inne – schorzeniami psychiatrycznymi.
Te odkrycia sugerują, że endometrioza nie jest jedną chorobą, ale całym spektrum schorzeń o różnej etiologii i przebiegu. To może tłumaczyć, dlaczego pacjentki tak różnie reagują na te same terapie – być może potrzebują zindywidualizowanego podejścia, dopasowanego do ich konkretnego „typu” endometriozy.
Po raz pierwszy ślady endometriozy w preparacie mikroskopowym obserwował Karl von Rokitansky w 1860 roku. Choroba została formalnie zidentyfikowana i nazwana w 1921 roku przez kanadyjskiego ginekologa Johna Sampsona. I to właśnie z powodu braku silnych dowodów na jej szerokie występowanie przed XX wiekiem wielu uważa ją za nową chorobę. Jednak historycy medycyny uważają, że już uczniowie Hipokratesa mogli zetknąć się z endometriozą. Dysponujemy bowiem pozostawionymi przez nich opisami leczenia kobiet skarżących się na bóle w miednicy. Autorzy niektórych prac naukowych sądzą także, że wiele przypadków opisywanych przed wiekami jako „histeria” u kobiet dotyczyło właśnie endometriozy. Jeden z nich stwierdził, że jeśli rzeczywiście „histeria” i endometrioza to jedna i ta sama choroba, to mamy do czynienia z jednym z największych błędów diagnostycznych w historii człowieka, przez który kobiety były zabijane, wysyłane do ośrodków dla obłąkanych i żyły w ciągłym bólu fizycznym, cierpieniu psychicznym i odrzuceniu przez społeczeństwo.



Komentarze (0)