Endometrioza jest „wdrukowywana” już w życiu płodowym?
Dewastująca zdrowie i życie endometrioza, zwana „chorobą tysiąca hipotez”, dotyka około 10% kobiet w wieku rozrodczym. Polega na obecności tkanki endometrium poza jamą macicy — najczęściej w jajnikach, jajowodach lub otrzewnej. Powoduje przewlekły ból, problemy z płodnością i znacznie obniża jakość życia. Ostatnio powiązano ją z występowaniem 661 innych chorób. Mimo że choroba znana jest od dziesięcioleci, jej przyczyny do dziś nie są w pełni wyjaśnione.
Jedna z hipotez zakłada, że podatność na endometriozę kształtuje się jeszcze zanim dziewczynka przyjdzie na świat — w środowisku hormonalnym panującym w łonie matki. Jeśli płód żeński zostaje wystawiony na zbyt wysokie stężenie estrogenów i zbyt niskie androgenów, może to „zaprogramować” jego układ rozrodczy na późniejsze rozwinięcie choroby. Dotychczas jednak na wsparcie tej hipotezy brakowało bezpośrednich dowodów hormonalnych.
Naukowcy z Fondazione IRCCS Ca' Granda Ospedale Maggiore Policlinico w Mediolanie postanowili sprawdzić tę hipotezę bezpośrednio.
W latach 2022–2023 przeprowadzili badania i wstępnie zaangażowali do nich 160 kobiet rodzących dziewczynki. Było wśród nich 17 kobiet cierpiących na endometriozę. Reszta stanowiła grupę kontrolną. Pod dopasowaniu obu grup pod względem wieku, wieku ciążowego czy metody porodu, w grupie kontrolnej pozostało 51 pań.
Naukowcy pobrali krew z żyły pępowinowej tuż po porodzie, a następnie zbadali poziomy hormonów steroidowych — w tym kortykosteroidów, progestyn, androgenów i estradiolu (E2) — za pomocą wysoce czułej metody LC-MS/MS (chromatografia cieczowa z tandemową spektrometrią mas). Szczególną uwagę zwrócono na stosunek estradiolu do androgenów, który wskazuje równowagę estrogenowo-androgenową w organizmie.
Wyniki były jednoznaczne. Córki kobiet z endometriozą miały znacznie wyższe stężenia estradiolu we krwi pępowinowej — niemal trzykrotnie wyższe w porównaniu z grupą kontrolną. Co więcej, aż 88% dzieci matek z endometriozą miało poziom estradiolu powyżej średniej dla całej badanej grupy, podczas gdy w grupie kontrolnej odsetek ten wynosił zaledwie 37%.
Jednocześnie poziomy androgenów — takich jak testosteron, androstendion, DHEA i DHEAS — były w tej grupie niższe. Naukowcy obliczyli stosunki estradiolu do każdego z tych androgenów i we wszystkich przypadkach były one wielokrotnie wyższe u córek chorych matek. Stosunek estradiolu do testosteronu był ponad cztery razy wyższy, a stosunek estradiolu do DHEAS — ponad cztery i pół raza wyższy.
Choć bezpośredni wpływ na wielkość noworodka nie był zauważalny, naukowcy podkreślają, że wcześniejsza ekspozycja na wysokie stężenia estrogenów może „programować” rozwój osi podwzgórze-przysadka-jajnik, co ma kluczowe znaczenie dla zdrowia reprodukcyjnego w późniejszym życiu. Endometrioza objawia się zwykle w okresie dojrzewania lub wczesnej dorosłości, ale jej korzenie mogą sięgać życia płodowego.
Oś podwzgórze–przysadka–jajniki, odpowiedzialna za regulację cyklu miesiączkowego i płodności, zaczyna się kształtować jeszcze w życiu płodowym. Wiadomo, że hormony obecne w tym kluczowym okresie mogą trwale wpłynąć na sposób jej funkcjonowania. Podwyższone stężenie estrogenów w macicy może więc działać jak matryca, na której zostanie zapisana predyspozycja dziecka do późniejszego rozwoju endometriozy. Objawy endometriozy zwykle pojawiają się w wieku nastoletnim, zatem wywołujący chorobę czynnik musi działać już wcześniej. Na przykład w życiu płodowym.
Warto przypomnieć, że podobny mechanizm zaobserwowano w przypadku dietylostilbestrolu (DES) — syntetycznego estrogenu podawanego kobietom w ciąży w latach 40.–70. XX wieku. Córki kobiet stosujących DES miały znacznie wyższe ryzyko chorób estrogenozależnych w późniejszym życiu, w tym właśnie endometriozy. To historyczne doświadczenie dostarcza biologicznego uzasadnienia dla wniosków z obecnie przeprowadzonych badań.
Autorzy badania sięgają też po interesującą perspektywę ewolucyjną. W czasach prehistorycznych wyższy poziom estrogenów mógł być korzystny — przyspieszał dojrzewanie płciowe, sprzyjał wczesnym ciążom, krótkim odstępom między nimi i długiemu karmieniu piersią. W takich warunkach kobieta miała przez całe życie znacznie mniej cykli menstruacyjnych. Endometrioza, która jest w dużej mierze chorobą związaną z wielokrotnym krwawieniem miesięcznym i zapaleniem otrzewnej, pozostawałaby wtedy rzadkością.
Obecnie dziewczynki dojrzewają coraz wcześniej, ale pierwsze dziecko rodzą coraz później — odstęp między menarche a pierwszą ciążą wydłużył się niemal dziesięciokrotnie. Kobiety mają też znacznie mniej dzieci i krócej karmią piersią. W efekcie współczesna kobieta doświadcza kilkuset cykli menstruacyjnych w ciągu życia. To, co niegdyś było adaptacyjną zaletą, stało się czynnikiem ryzyka poważnej choroby.
Ze szczegółami badań można zapoznać się na łamach Reproductive Biology and Endocrinology.



Komentarze (0)