Jak porozmawiać z Obcym? Historia komunikacji z innymi światami
Druga połowa XIX wieku to czas prawdziwej "gorączki Marsa". W 1877 roku Giovanni Schiaparelli ogłosił odkrycie na powierzchni Czerwonej Planety sieci linii, które nazwał „kanałami”. Percival Lowell podjął ten wątek z entuzjazmem i przez kolejne dekady przekonywał opinię publiczną, że Marsjanie zbudowali globalny system nawadniający, ratując swą wysychającą cywilizację. W tej atmosferze oczekiwania kontakt z Marsem przestał być mrzonką, a stał się kwestią techniczną: jak to zrobić?
W 1892 roku Francis Galton — kuzyn Darwina, statystyk, człowiek-instytucja — opublikował w londyńskim „Timesie” list z propozycją zestawu gigantycznych zwierciadeł odbijających światło słoneczne ku Marsowi. Kilka lat później William Pickering z Obserwatorium Harvarda zaproponował skupienie światła olbrzymich lamp łukowych za pomocą reflektorów parabolicznych, mając nadzieję, że marsjańscy astronomowie, obserwując przez teleskopy naszą planetę, dostrzegą migające sygnały.
Nawet skromny francuski astronom-amator, niejaki Mercier, wydał w 1899 roku broszurę Communications avec Mars i proponował zamontowanie reflektorów na wieży Eiffla. Wpadł też na znacznie bardziej ambitny pomysł. Chciał na zachodniej stronie góry zamontować wielkie lustro, które odbijałoby światło zachodzącego słońca w kierunku lustra znajdującego się na szczycie góry, ono kierowałoby światło do lustra znajdującego się po wschodniej, ciemnej stronie góry. A lustro wschodnie, kierowałoby odbite światło w stronę Marsa. Byłoby ono dobrze widoczne, przez kontrast z ciemnym tłem nieoświetlonej strony góry. Mercier zbierał nawet składki na realizację swojego pomysłu. Wpłynęło za mało pieniędzy, projekt upadł — ale Mercier zdążył napisać zdanie, które mogłoby służyć za motto całego tego ruchu: Ignorancja co do tego, czym jest nasza planeta we Wszechświecie i jakie jest nasze w nim miejsce, jest jedną z głównych przyczyn nieszczęść trapiących ludzkość.
„Marsjańska gorączka” była tak silna, że w 1891 roku Flammarion ogłosił, iż bogata wdowa Clara Goguet Guzman, zaoferowała 100 000 franków nagrody każdemu, kto w ciągu kolejnych 10 lat nawiąże kontakt z mieszkańcami innej planety. Pieniądze zostały przekazane Francuskiej Akademii Nauk, która miała wręczyć zwycięzcy Nagrodę im. Pierre'a Guzmana (nazwaną tak od imienia syna pani Guzman). Flammarion rozsławił nagrodę, a starać się o nią zamierzał sam Nikola Tesla.
Nikola Tesla był najbarwniejszą postacią w tej galerii kosmicznych telegrafistów. W 1899 roku, w swoim laboratorium w Colorado Springs, podczas pracy nad generatorami o ekstremalnej mocy, Tesla zarejestrował tajemnicze, rytmiczne sygnały elektryczne. Był sam, była noc. Sygnały powtarzały się z matematyczną regularnością. Tesla był przerażony i zachwycony zarazem. Doszedł do wniosku, że usłyszał pozdrowienie z innej planety.
Poczucie, że byłem pierwszym, który usłyszał powitanie jednej planety przez drugą, narasta we mnie nieustannie — pisał w artykule Talking with the Planets opublikowanym w 1901 roku. Tesla był przekonany, że nie radio, lecz transmisja ogromnych ilości energii elektrycznej przez naturalne media jest właściwą drogą do komunikacji kosmicznej. Pracował nad tym projektem przez resztę życia, nigdy nie doprowadzając go do końca. W 1937 roku, mając osiemdziesiąt jeden lat, nadal twierdził, że jest o krok od zdobycia Nagrody Guzmana.
W XIX wieku naukowcy zdawali sobie sprawę, że dostępna im technologia nie pozwala na długodystansową komunikację. Ich celem był więc nieodległy Mars. Oprócz Gaussa, Flammariona i Tesli każda z proponowanych metod zakładała użycie światła czy to generowanego sztucznie, czy odbitego światła słonecznego i wysłanie go w kierunku Marsa. Problemem był nie tylko wybór środka komunikacji, ale również komunikatu i jego zawartości. Czy miały być to liczby, inne symbole matematyczne, a może symbole geometryczne? Czy powinny być to sygnały specyficzne dla ludzi, które mogą nie zostać zrozumiane, czy też jak najprostsze komunikaty bazujące na podstawach nauki?
Obecnie dysponujemy doskonalszymi narzędziami, a wciąż nie nawiązaliśmy kontaktu z żadną pozaziemską inteligencją. A może powinniśmy poczekać, aż to oni nawiążą kontakt z nami? Tutaj rodzi się pytanie, z jakiej odległości obca cywilizacja może nas zauważyć, by wiedzieć, że na Ziemi istnieje życie. Na pytanie to odpowiedzieliśmy w ubiegłym roku.


Komentarze (0)