Pisz do mnie na Łódź. Życie kulturalne i towarzyskie w tymczasowej stolicy
Tuwim ze swojego „Kominogrodu” wyjechał do Warszawy i nie wrócił, choć za nim tęsknił. Zygmunt Bartkiewicz, jeszcze gdy Tuwim był nastolatkiem, pisał o „złym mieście”. I opinia ta się nie zmieniała. Łódź – tragiczne miasto, złe miasto, ohydne miasto, miasto złudnych nadziei i rozpaczy, nędzy i beznadziejności, miasto zysku i wyzysku – to słowa Eugeniusza Ajnenkiela z lat 30. XX wieku.
Łódź, najmłodsze z dużych miast, chciała mieć uniwersytet – ale była traktowana podejrzliwie przez przedwojenne władze. Chciała mieć kulturę wysoką – ale ludzie pióra [...] są tu zupełnie zbyteczni, repertuar teatrów zaś to rutyna, nuda [...]. Jakże wymagać od publiczności, by popierała miernotę. Ja sam pierwszy uciekłem do kina, pisał w 1925 roku łódzki poeta i działacz kulturalno-oświatowy Witold Wandurski. Miasto miało co prawda Międzynarodową Kolekcję Sztuki Nowoczesnej, przez chwilę działała tam grupa awangardowej literatury i sztuki żydowskiej Jung Jidysz, ale pozostało złym, brudnym miastem na marginesie życia kulturalnego i oświatowego.
Potem przyszła wojna, po Warszawie zostały zgliszcza, a Łódź pozostała niemal nietknięta, było gdzie mieszkać. Kominogród z dnia na dzień stał się stolicą. I do złego miasta zaczęli ściągać ludzie. Również ludzie kultury, sztuki i nauki.
Miasto, które nie miało uniwersytetu, otrzymało uniwersytet. Miasto, którego teatry nigdy nie miały się czym pochwalić, otrzymało teatry – pierwsze w kraju. Miasto, które nigdy nie posiadało środowiska artystycznego, otrzymało największe i najruchliwsze środowisko artystyczne w kraju. [...] Aniśmy się obejrzeli, jak fabryczne, brzydkie, z rynsztokami na wierzchu miasto, przekształciło się w miasto Odrodzenia – pisał Adolf Rudnicki.
„Pisz do mnie na Łódź! Życie kulturalne i towarzyskie w tymczasowej stolicy” Małgorzaty Czyńskiej, to barwna opowieść o tym niezwykłym czasie. Czasie, gdy w Łodzi działali „carowie” polskiej literatury - Jerzy Borejsza - i teatru - Leon Schiller. Gdy pod Aleksandrem Fordem pracowała tam wytwórnia filmowa „Czołówka”, a w jednej kamienicy mieszkali Pasternak, Hanin, Kott, Nałkowska, Ważyk, Grodzieńska, Dygat, Broniewski, Lec czy Brzechwa.
Czyńskiej świetnie udało się oddać ówczesną atmosferę fermentu artystycznego, nadziei, budowania i tworzenia, sporów osobistych i intelektualnych oraz złudzeń. Na kartach książki spotkamy ludzi, którzy przez kolejne dziesięciolecia tworzyli polską kulturę. Których powieści i wiersze czytamy do dzisiaj, których oglądaliśmy w teatrach i na ekranie. Łódź to miasto „Medalionów” Nałkowskiej, „Zakazanych piosenek” Buczkowskiego czy „Krakowiaków i górali” Schillera.
Trwało to chwilę, trzy lata ledwie. I tak nagle jak się zaczęło, tak i się skończyło. W 1948 roku sezonowi Łodzianie opuszczają tymczasową stolicę Polski, miasto poczekalnię. Zwijają się instytucje, urzędy, redakcje, teatry, kadra uniwersytecka – pisze Czyńska. Lepiej w Warszawie być łazikiem, niźli w Łodzi Adamem Ważykiem, głosiła fraszka.
Jednak Łódź uległa olbrzymiej przemianie. Schiller nazywał ją „miastem dobrym”. Sądzę, że był to istotnie okres jedyny w swoim rodzaju [...] i że właśnie w Łodzi miały miejsce procesy społeczne osobliwej gęstości i natężenia – i w Łodzi także procesom owym towarzyszyły prądy intelektualne gorętsze i bogatsze niż podówczas gdziekolwiek indziej w tym kraju – to już Wiktor Woroszylski.
Po przeczytaniu „Pisz do mnie na Łódź!” czuję niedosyt. Chciałbym więcej. To dobrze. To znaczy, że książka spełniła swoje zadanie.


Komentarze (0)