Łaskotki to zjawisko powszechne i międzykulturowe
Nad fenomenem łaskotek zastanawiali się Arystoteles, Sokrates i Darwin. Mimo to od tysięcy lat stanowią one zagadkę i jedno z najbardziej niedocenianych zjawisk w naukach o człowieku. Ziliang Xiong i Konstantina Kilteni z Radboud Universiteit i Karolinska Institutet postanowili to zmienić i opublikowali w Nature Human Behaviour obszerne badanie łaskotliwości człowieka.
Naukowcy przebadali 448 osób z trzech kręgów kulturowych – Chin, Holandii i Grecji – zakładając, że jeśli łaskotki mają jakiś głęboki, biologiczny fundament, powinny wyglądać podobnie niezależnie od kultury. Niemal wszyscy uczestnicy (98,4%) byli kiedyś łaskotani, a prawie tyle samo (95,8%) samo łaskotało innych. Co ciekawe, sposób opisywania tego doświadczenia był niezwykle spójny – niezależnie od języka ankietowani spontanicznie wskazywali te same słowa: pachy, brzuch, stopy jako miejsca łaskotania, palce i dłonie jako narzędzia, a śmiech jako niemal automatyczną reakcję.
Podobna zgodność dotyczyła kontekstu społecznego. We wszystkich trzech kulturach łaskoczą głównie rodzina i przyjaciele, rzadziej partnerzy, a niemal nigdy osoby obce. W dzieciństwie łaskoczą nas głównie starsi, w dorosłości – rówieśnicy. Częstotliwość doświadczania łaskotek spada z wiekiem, a emocjonalny odbiór jest ambiwalentny: bycie łaskotanym budzi mieszane uczucia (przyjemność, ale też u wielu osób dyskomfort), podczas gdy łaskotanie kogoś innego niemal zawsze postrzegane jest pozytywnie. Statystyczne modele porównawcze konsekwentnie wskazywały, że różnice kulturowe w tych wzorcach są znikome lub żadne – podatność na łaskotki wygląda na uniwersalny rys ludzkiej natury, a nie wytwór konkretnej kultury.
Najbardziej oryginalnym elementem badania było stworzenie „mapy łaskotliwości” ciała. Uczestnicy kolorowali sylwetki ludzkiego ciała (widoczne od przodu i od tyłu, złożone z ponad 91 tysięcy pikseli), zaznaczając miejsca, w których odczuwają łaskotki – osobno dla dotyku ze strony rodziny/przyjaciół i osobno dla partnera. Analiza tych map ujawniła wyraźne, powtarzalne skupiska: szyja, pachy, brzuch i podeszwy stóp jako miejsca łaskotane przez bliskich, z dodatkową strefą pachwin i wewnętrznej strony ud w przypadku partnerów – czyli obszar typowo erogenny, dotykany tylko w relacji intymnej.
Wzorzec ten okazał się niemal identyczny we wszystkich trzech grupach kulturowych. Naukowcy wytrenowali model uczenia maszynowego, który – ucząc się na danych z dwóch kultur – potrafił rozpoznać mapę łaskotliwości trzeciej, nieznanej mu wcześniej kultury z bardzo wysoką skutecznością. Model działał równie dobrze, przewidując wzorce podatności na łaskotki nieznanych mu wcześniej osób, a nawet generalizował między płciami. Gdy naukowcy sztucznie „wymazali” najbardziej wrażliwe na łaskotki części ciała (pachy, boki tułowia, stopy), skuteczność modelu drastycznie spadała – znacznie bardziej niż przy usunięciu losowej liczby innych pikseli. To potwierdziło, że te konkretne obszary rzeczywiście niosą główną informację o łaskotliwości ciała.
Kolejne pytanie brzmiało: czy łaskotki to po prostu wariant innych doznań skórnych? Autorzy zebrali od tych samych osób analogiczne mapy dla wszystkich tych zmysłów i porównali je metodą analizy skupień oraz klasyfikacji wieloklasowej. Okazało się, że mapa łaskotliwości tworzy własny, odrębny klaster – najbliżej niej plasuje się jedynie wrażliwość dotykowa, natomiast mapy bólu, przyjemności czy dotyku od partnera i siebie samego są od niej wyraźnie oddzielone. Model klasyfikujący rozróżniał łaskotliwość od pozostałych map z bardzo wysoką trafnością. Wniosek: łaskotki to nie uboczny efekt innego zmysłu, lecz odrębne, specyficzne doznanie somatosensoryczne.
Autorzy skonfrontowali swoją mapę z pięcioma historycznymi teoriami tłumaczącymi, dlaczego niektóre części ciała są bardziej łaskotliwe niż inne:
Teoria fizjologiczna – łaskotliwość wynika z gęstości unerwienia dotykowego skóry.
Teoria grubości skóry (przypisywana Arystotelesowi) – cieńsza skóra oznacza większą łaskotliwość.
Teoria podatności na zranienie – łaskotliwe są miejsca newralgiczne w walce wręcz, chronione instynktownie.
Teoria hedonistyczna – łaskotki są powiązane ze strefami erogennymi.
Teoria ekspozycji na dotyk (Darwin) – najbardziej łaskotliwe są obszary rzadko dotykane na co dzień.
Testując każdą z osobna, badacze nie znaleźli istotnego związku łaskotliwości ani z gęstością unerwienia, ani z grubością skóry, ani ze średnicą tętnic w danym miejscu, ani z odczuwaną przyjemnością. Jedynym czynnikiem, który wykazał istotny związek, była częstotliwość dotyku – im rzadziej dana okolica ciała jest dotykana (przez siebie samego, rodzinę czy partnera), tym bardziej okazuje się łaskotliwa. To bezpośrednie wsparcie dla intuicji Darwina.
Badacze zwracają uwagę na podobieństwa między ich wynikami a obserwacjami zachowań u szympansów i bonobo. Naczelne te łaskoczą się dokładnie w tych samych miejscach (pachy, stopy, brzuch, szyja), głównie między osobnikami połączonymi więzią (np. matka–dziecko), częściej przez starszych wobec młodszych, i reagują wokalizacjami przypominającymi śmiech. Ta zbieżność sugeruje, że łaskotliwość nie jest wytworem kultury, lecz cechą o korzeniach ewolucyjnych, wspólną dla naczelnych człekokształtnych.
Praca nie rozstrzyga ostatecznie, dlaczego ewoluowały łaskotki – autorzy sami przyznają, że żadna z klasycznych teorii nie tłumaczy zjawiska w pełni, a rzadkość dotyku jest tylko częściowym wyjaśnieniem.



Komentarze (0)