Polska ma komary przenoszące malarię: czy mamy się czego obawiać? Eksperci w Światowy Dzień Malarii
Choć malaria od dekad nie występuje w Polsce jako choroba endemiczna, najnowsze dane pokazują, że przestała być problemem odległym i egzotycznym. Coraz więcej podróżników z chorobami tropikalnymi trafia do polskich szpitali, a warunki środowiskowe – w tym obecność odpowiednich komarów i zmieniający się klimat – sprawiają, że Europa ponownie znajduje się w zasięgu malarii, a także innych chorób przenoszonych przez te owady. W Światowy Dzień Malarii eksperci podkreślają: dziś pytanie brzmi nie „czy”, ale „jak dobrze jesteśmy przygotowani”.
Malaria pozostaje jedną z najważniejszych chorób przenoszonych przez komary na świecie. Według najnowszego raportu WHO w 2024 roku odnotowano około 282 miliony przypadków i ponad 600 tysięcy zgonów, a mimo wieloletnich wysiłków tempo redukcji zachorowań wyraźnie spowolniło. Oznacza to, że malaria nie jest problemem przeszłości, lecz chorobą, która nadal aktywnie kształtuje globalne zdrowie publiczne.
W Europie malaria została wprawdzie wyeliminowana jako choroba endemiczna w drugiej połowie XX wieku, jednak dziś regularnie powraca w postaci zarażeń importowanych, przywożonych przez podróżnych wracających z regionów tropikalnych. Każdego roku są to tysiące przypadków, co pokazuje, że granice epidemiologiczne przestają pokrywać się z granicami geograficznymi. Jednocześnie należy podkreślić, że w Europie istnieją warunki umożliwiające transmisję malarii, ponieważ występują tu komary z rodzaju Anopheles, biologicznie zdolne do przenoszenia pasożytów Plasmodium. W sprzyjających warunkach, obejmujących obecność zarażonego człowieka, odpowiednią temperaturę oraz aktywność wektorów, możliwa jest lokalna transmisja, czego pojedyncze przypadki odnotowywano już w różnych krajach europejskich (np. Grecji, Włoszech i Hiszpanii).
W Polsce sytuacja epidemiologiczna jest odzwierciedleniem sytuacji światowej: nasi podróżnicy są bardzo aktywni, a podróżowanie jest jedną z ulubionych aktywności. Liczba malarii utrzymuje się na podobnym poziomie, dynamiczna jest epidemiologia dengi i chikungunya, chorób o dużej ekspansji geograficznej. Spadek liczby przypadków obserwowano w czasie pandemii COVID-19, zaś po zniesieniu restrykcji i wskutek zwiększonej mobilności społeczeństwa, importowanie chorób egzotycznych znowu stało się faktem.
Jak podkreśla prof. dr hab. Maciej Grzybek, parazytolog z Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, malaria nie jest już problemem odległym, lecz trafia do polskich szpitali wraz z pacjentami wracającymi z podróży. Kluczowe jest również to, że w Polsce występują komary z rodzaju Anopheles, w tym gatunki należące do kompleksu Anopheles maculipennis, zdolne do przenoszenia malarii, co oznacza, że istnieje biologiczna możliwość transmisji, choć obecnie nie dochodzi do jej utrwalenia. Sytuację komplikuje dodatkowo zmiana klimatu, ponieważ Europa jest obecnie najszybciej ocieplającym się kontynentem, co wpływa na wydłużenie sezonu aktywności komarów, zmianę ich zasięgu oraz przyspieszenie rozwoju patogenów w ich organizmach. Współczesna epidemiologia malarii w Polsce jest silnie związana z podróżami zagranicznymi. Warto wspomnieć, że w sezonie letnim 2025 aż 73 procent dorosłych Polaków planowało wyjazd wakacyjny, a niemal jedna trzecia za granicę, co znacząco może zwiększyć ryzyko importu chorób tropikalnych.
Prof. dr hab. Maciej Grzybek: Polska nie ma dziś lokalnej transmisji malarii, ale ma wiele, co jest do niej potrzebne – kompetentne komary, rosnącą liczbę przypadków importowanych i coraz bardziej sprzyjające warunki środowiskowe. To nie jest powód do paniki, ale zdecydowanie powód do czujności.
Z perspektywy klinicznej kluczowe jest wczesne rozpoznanie choroby, ponieważ malaria może początkowo przypominać infekcję wirusową, a w przypadku Plasmodium falciparum, szybko prowadzić do ciężkiego przebiegu i zagrożenia życia. Dr n. med. Anna Bogacka, konsultant krajowa ds. medycyny morskiej i tropikalnej, podkreśla, że każda gorączka po powrocie z rejonu endemicznego powinna być traktowana jako potencjalna malaria, a największym problemem pozostaje zbyt późne podejrzenie diagnostyczne i wdrożenie leczenia przyczynowego.
Dr n. med. Anna Bogacka: Najważniejsze jest szybkie rozpoznanie – każda gorączka po powrocie z krajów tropikalnych powinna być traktowana jako potencjalna malaria. Opóźnienie diagnostyki wciąż pozostaje największym zagrożeniem dla pacjenta.
Podstawą zapobiegania pozostaje profilaktyka, obejmująca konsultację przed podróżą, stosowanie chemioprofilaktyki, repelentów oraz ochronę przed ukłuciami komarów. Malaria nie powróciła do Polski jako choroba endemiczna, ale przestała być problemem odległym i wymaga gotowości epidemiologicznej, klinicznej oraz systemowej w świecie, w którym mobilność ludzi i zmiany środowiskowe redefiniują mapę chorób zakaźnych.



Komentarze (0)