Medyczna marihuana – brak dowodów, by pomagała w zaburzeniach i uzależnieniach
W ostatnich dwóch dekadach na całym świecie nastąpił gwałtowny wzrost liczby krajów, które zalegalizowały medyczną marihuanę, a miliony pacjentów sięgają po nią w nadziei na ulgę w cierpieniu. Naukowcy z Australii i Wielkiej Brytanii przejrzeli kilka baz danych, poszukując w nich recenzowanych artykułów naukowych opublikowanych pomiędzy 1 stycznia 1980 roku a 13 maja 2025 roku, w których opisano wyniki badań dotyczących przede wszystkim wpływu leczenia kannabinoidami na zaburzenia psychiczne i neurorozwojowe oraz uzależnienia. W ten sposób znaleźli i przeanalizowali wyniki 54 randomizowanych badań obejmujących blisko 2500 uczestników. Wyniki metaanalizy, opublikowane właśnie w Lancet Psychiatry, są dość rozczarowujące dla entuzjastów medycznej marihuany.
Badacze odnotowali kilka obszarów, w których leczenie przyniosło mierzalne efekty. U osób uzależnionych od marihuany połączenie CBD z THC zmniejszało objawy odstawienne i spożycie suszu. To logiczne – substancja działa tu jak substytut, łagodząc głód narkotykowy. U pacjentów z bezsennością kannabinoidy wydłużały czas snu. U osób z tikami i zespołem Tourette'a mieszanina CBD i THC zmniejszała nasilenie objawów. Wreszcie u dzieci z zaburzeniami ze spektrum autyzmu zaobserwowano redukcję tzw. cech autystycznych.
Jednak we wszystkich wymienionych przypadkach jakość dowodów naukowych oceniono jako niską lub bardzo niską. Niemal połowa uwzględnionych badań obarczona była wysokim ryzykiem błędu metodologicznego. Próby były małe – mediana to zaledwie 31 uczestników. Do tego dochodziły konflikty interesów. Aż 20% badań uznano za obarczone wysokim ryzykiem stronniczości, gdyż co najmniej jeden z autorów powiązany był finansowo z producentami medycznej marihuany.
Ponadto kannabinoidy nie wykazały żadnej skuteczności w leczeniu lęku, PTSD, psychoz, choroby afektywnej dwubiegunowej, jadłowstrętu psychicznego, zaburzeń obsesyjno-kompulsynych, ADHD ani uzależnienia od opioidów, kokainy czy tytoniu. Dla depresji nie przeprowadzono ani jednego badania klinicznego, mimo że jest to jedna z najczęstszych przyczyn, dla których pacjenci po kannabinoidy sięgają. Co więcej, w przypadku uzależnienia od kokainy wyniki były wręcz odwrotne od oczekiwanych: kannabinoidy zwiększały głód kokainowy, zamiast go łagodzić.
Kannabinoidy zwiększają ryzyko wystąpienia działań niepożądanych. Na każde siedem leczonych osób jedna doświadcza efektów ubocznych więcej niż w grupie placebo. Najczęściej były to suchość w ustach, nudności, biegunka i zawroty głowy. Szczególnie wysoki wskaźnik niepożądanych zdarzeń odnotowano u pacjentów leczonych z powodu bezsenności oraz tików – odpowiednio ponad jedenastokrotnie i prawie pięciokrotnie wyższe ryzyko w porównaniu z placebo. Co ważne, nie stwierdzono wzrostu ryzyka poważnych zdarzeń niepożądanych ani porzucenia terapii, co częściowo tłumaczy rosnącą popularność tych substancji jako pozornie bezpiecznych.
Autorzy zwracają jednak uwagę na bardzo niepokojące zjawisko. Ostrzegają, że powszechne stosowanie kannabinoidów może opóźniać lub zastępować skuteczniejsze metody leczenia, takie jak terapia poznawczo-behawioralna, która w przypadku depresji i zaburzeń lękowych wykazuje duże oraz dobrze udokumentowane efekty terapeutyczne. Warto też pamiętać, że większość badań uwzględnionych w analizie dotyczyła zarejestrowanych, standaryzowanych preparatów, nie zaś dominujących na w codziennym użytku produktów z czarnego rynku, których skład nie podlega ścisłej kontroli.
W Australii wydano już ponad milion pozwoleń na stosowanie medycznej marihuany, a zaburzenia psychiczne stanowią sześć spośród dziesięciu najczęstszych wskazań. W USA i Kanadzie niemal co czwarty dorosły przyznaje, że używał kiedyś konopi w celach medycznych, a połowa z nich – właśnie z powodów psychiatrycznych. Tymczasem dowody naukowe uzasadniające rutynowe stosowanie kannabinoidów w psychiatrii są zaskakująco skromne. Ta przepaść między rosnącą praktyką kliniczną a nikłą bazą dowodową jest, zdaniem autorów, bardzo niepokojąca.
Badacze apelują o większą regulacyjną ostrożność, obowiązkowe szkolenia dla lekarzy przepisujących te substancje oraz stworzenie stale aktualizowanych baz danych z oceną dowodów dla poszczególnych wskazań. Przede wszystkim jednak wzywają do prowadzenia lepiej zaprojektowanych, większych i bardziej reprezentatywnych badań klinicznych. Bo póki co, medyczna marihuana to więcej nadziei niż twardych dowodów.



Komentarze (0)