Tysiąc lat gry szkła i światła. Nieprzemijająca moda na witraże

Jakie były największe wyzwania związane z przejściem od grafiki cyfrowej do pracy z materiałami fizycznymi takimi jak szkło?

Pierwszą rzeczą, która przychodzi do głowy, jest brak komendy „cofnij” albo opcji zapisu wersji projektu, zanim dokonamy w nim jakichś radykalnych zmian. Czasem spędzimy dziesięć minut na wycinaniu jakiegoś złożonego elementu po to tylko, żeby ostatni pęknięcie niechcący poprowadzić przez sam jego środek, niszcząc tym samym całą naszą pracę. A to dopiero pierwszy etap produkcji witrażu. Z każdym kolejnym, stawki rosną coraz bardziej. Czasem może się zdarzyć, że składamy już witraż z elementów, które były wycięte, oszlifowane, kilkukrotnie pomalowane farbą witrażową i wypalone w piecu – każda warstwa farby musi być wypalona osobno, a każda sesja w piecu to dobre 6-8 godzin – i wtedy moment rozkojarzenia sprawi, że upuścimy taki fragment na posadzkę... Może też się zdarzyć, że wytniemy już cały witraż, może nawet pomalujemy, ułożymy go na wielkim podświetlanym stole, spojrzymy na niego jeszcze raz i stwierdzimy, że jest tam jednak trochę za dużo niebieskiego i lepiej by było, żeby ta ramka była czerwona. Czy da się to poprawić? Tak, ale nie jednym kliknięciem. Wymaga to czasu, cierpliwości, determinacji i przekonania, że podjęło się dobrą decyzję.

Dlatego trzeba być zawsze przytomnym i uważnym, żeby dostrzegać i korygować niedociągnięcia jak najwcześniej, bo każdy z naszych wyborów jest brzemienny w skutkach, a im dalej w las, tym są one poważniejsze. Rzadko jest tu miejsce na popróbowanie rzeczy i zabawę po etapie projektowania. W ten sposób witrażownictwo jest bliższe życiu niż grafika cyfrowa. Jest lepszym nauczycielem tego, jak działa świat i jak powinniśmy w nim postępować. Czy da się zostać grafikiem w wieku trzydziestu lat, po kilku latach bycia językoznawcą? Da się, ale to nie będzie przesunięcie suwakiem saturacji czy kontrastu. Czy siedem lat później można pójść dalej i zostać witrażownikiem? Można, ale parę kawałków szkła trzeba będzie wyrzucić do kosza i powycinać kilka(dziesiąt) nowych, a termin przedstawienia klientowi gotowego dzieła z każdym rokiem coraz bliżej. W końcu nie będzie sobie można pozwolić na kolejne zmiany, tylko trzeba będzie poskładać obraz z tego, co mamy, na tyle doskonały, na ile nam się udało.

Jakie techniki lub materiały uważa Pan za najbardziej wymagające?

To, co w moim mniemaniu odróżnia prawdziwego mistrza od trochę bardziej egzotycznego szklarza, to właśnie warsztat malarski. Malarstwo witrażowe ma znacznie więcej ograniczeń, niż malarstwo na przykład olejne. Choć ogólne zasady są te same, to witrażyści szukają osiągnięcia tych samych efektów przy pomocy o wiele węższego wachlarza technik. Najczęściej używa się jednego, może dwóch kolorów farby – czarnego i brązowego – które służą w zasadzie jedynie do budowania światłocienia, bo cała barwa pochodzi z samego szkła. Jeśli dodamy do tego fakt, że taka farba witrażowa to tak naprawdę głównie zmielone szkło i parę tlenków metali ciężkich, więc w wodzie czy oleju tworzy jedynie szybko opadającą zawiesinę, a nie rozpuszcza się, za to po wypaleniu warstwa pozostaje na szkle już na zawsze i nie da się jej w żaden sposób zdrapać, to otrzymujemy obraz, jaką wspaniałą akrobatyką i walką z materią jest malowanie witrażu.

Jaki wpływ ma lokalizacja (np. kierunek świata, panorama za oknem) na projekt okna witrażowego? Czy witraż można dopasować do każdej budowli?

Kto odwiedził kiedykolwiek Muzeum Witrażu w Krakowie, ten wie, że budynek, w którym mieści się Zakład Witrażów S. G. Żeleński, został celowo zaprojektowany z oknami wychodzącymi na północ, żeby przez cały dzień utrzymywać w miarę możliwości stabilne warunki oświetleniowe. To jedna z podstawowych i najwspanialszych cech witrażu: o każdej porze dnia i roku wygląda trochę inaczej, ale jest to jednocześnie utrudnienie przy jego przygotowaniu. Z drugiej strony, wszystkie te rzeczy wpływają na efekt, jaki będziemy w stanie osiągnąć, co oznacza, że każdy witraż tworzony jest indywidualnie pod konkretne okno, nie tylko ze względu na jego kształt i rozmiar, ale też i otoczenie - tak wewnątrz, jak i na zewnątrz. Dla przykładu, jeżeli okno jest trochę wyżej i patrzymy na nie z dołu, tło za nim zawsze będzie dosyć jednolite, w kolorze czy to czystego, czy pochmurnego nieba. To pozwala na wykorzystanie jaśniejszych i bardziej przezroczystych szkieł, bez utraty czytelności. Natomiast okna zaczynające się na poziomie wzroku lub nawet niżej, siłą rzeczy muszą uwzględniać znajdujący się za nimi krajobraz: drzewa, ruchliwą ulicę, inne budynki. Najczęściej będziemy chcieli je zamaskować, używając więcej farby i trochę bardziej nasyconych oraz ciemniejszych barw. Z drugiej strony nie chcemy zamienić dekorowanego wnętrza w ponurą piwnicę, dlatego wszystkie te aspekty wymagają odpowiedniego wyważenia.

Witraże to nie tylko tematyka klasyczna. Mogą być inspirowane „Władcą Pierścieni”. © Jakub Dudek

Czy witraż można dopasować do każdej budowli? Ze względu na lokalizację i otoczenie tak. Ze względu na architekturę, niekoniecznie. Witraż ma bardzo ograniczone zastosowanie utylitarne. Powiedzmy, że może ewentualnie służyć za rodzaj ochrony prywatności na przykład w łazience, ale jego podstawowe funkcje są sakralne (w przypadku kościołów) oraz dekoracyjne (w przypadku wszystkich innych budynków), dlatego lepiej się czuje w miejscach, które w jakikolwiek sposób uwzględniają w swoim wyglądzie walory estetyczne. Im bardziej utylitarna budowla, np. barak ze starego kontenera lub blok z wielkiej płyty, tym bardziej nie na miejscu wydaje się w niej witraż. Z kolei jeśli chodzi o style architektoniczne, to choć rodzimą przestrzenią witrażu jest gotyk, myślę że nawet pełne betonu brutalistyczne budynki mogą bardzo skorzystać na urozmaiceniu wpadającego do nich światła.

witraż Jakub Dudek średniowiecze szkło światło