Dziesiątki bezgłowych szkieletów na Słowacji. Tajemnica stanowiska Vráble-Veľké Lehemby
Latem 2022 roku archeolodzy pracujący na stanowisku Vráble-Veľké Lehemby w południowo-zachodniej Słowacji natrafili na niezwykłe znalezisko. Na dnie rowu otaczającego neolityczną osadę sprzed siedmiu tysięcy lat leżały szczątki dziesiątków ludzi. Niemal wszystkie pozbawione były głów.
Vráble to jedno z największych stanowisk kultury ceramiki wstęgowej, która jako pierwsza przyniosła rolnictwo do środkowej Europy około 5500 lat przed naszą erą. Osada liczyła co najmniej 313 domów, skupionych w trzech „dzielnicach", i była zamieszkana mniej więcej od 5250 do 4950 p.n.e. „Dzielnica" południowo-zachodnia otoczona była podwójnym rowem o długości 1,3 km, z co najmniej sześcioma wejściami. To właśnie w tym rowie spoczywały szczątki.
Martin Furholt z Uniwersytetu w Kilonii i Ivan Cheben ze Słowackiej Akademii Nauk oraz ich zespół opisali na łamach Proceedings of the Prehistoric Society wyniki dotychczasowych badań nad tajemniczymi szczątkami.
Początkowo szacowano, że w rowie znajduje się 37 szkieletów. Kolejne sezony wykopaliskowe w latach 2023 i 2024 radykalnie zmieniły ten obraz. W samym tylko odcinku liczącym 25 metrów doliczono się co najmniej 77 bezgłowych szkieletów i jednego kompletnego. Co więcej, zasięg złożenia nie został jeszcze w pełni rozpoznany. Warstwa z kośćmi ciągnęła się dalej, poza granicę wykopu. Ciała leżały w różnych pozycjach: na plecach, na brzuchu, skręcone, z kończynami rozrzuconymi lub podwiniętymi pod tułów. Nie było żadnej regularności w ułożeniu – głowy skierowane były w różne strony. Wśród szkieletów znaleziono też luźne kości i fragmenty w różnym stanie połączeń anatomicznych.
Wiek pochówków potwierdziły analizy radiowęglowe próbek z 19 osobników – wszystkie dały zbliżone daty, mieszczące się między 5300 a 4950 p.n.e. Wydaje się, że ciała trafiły tam w stosunkowo krótkim czasie, być może nawet w ciągu kilku dni lub tygodni.
Pierwsze obserwacje osteologiczne dostarczyły kilku ważnych wskazówek. Na kręgach szyjnych zaobserwowano ślady nacięć, sugerujące odcięcie głowy ostrym narzędziem, a nie odłamanie tępym uderzeniem. Co znamienne, kręgi szyjne były zaskakująco często zachowane w prawidłowym anatomicznym układzie, co wskazuje, że ciała trafiły do rowu niedługo po śmierci – jeszcze przed zaawansowanym rozkładem. Dobrze zachowane były też kości dłoni i stóp, które zazwyczaj jako pierwsze ulegają przemieszczeniu po śmierci. Istotny jest też fakt, że znaleziono nieliczne fragmenty żuchw – wydaje się, że głowy były zabierane wraz z twarzą, jako całość.
Nie wiadomo, gdzie są głowy. W rowie znaleziono jedynie ich pojedyncze fragmenty. Być może były przechowywane w domach, eksponowane lub zabrane gdzie indziej.
Odkrycie we Vráble wpisuje się w szerszy wzorzec znany z późnego okresu kultury wstęgowej. W tym samym czasie, około 5100–5000 p.n.e., na kilku innych stanowiskach środkowoeuropejskich również dokumentowane są masowe złożenia ciał – w Talheim i Schöneck-Kilianstädten w Niemczech ofiary nosiły ślady gwałtownej śmierci, w Herxheim ciała były rozczłonkowywane w sposób rytualny, w Asparn-Schletz w Austrii ponad 100 osób zostało zamordowanych i pozostawionych w rowach.
Autorzy badań przestrzegają jednak przed pochopnym sięganiem po model „kryzysu i wojen". Zwracają uwagę, że wiele z tych przypadków – w tym Vráble – nie pasuje do prostego schematu masakry. Regularne pary bezgłowych szkieletów znajdowane przy wejściach do osady sugerują powtarzalne, rytualne praktyki. Badacze proponują odczytywać te zjawiska przez pryzmat neolitycznych kosmologii, w których świat był zamieszkany przez duchy przodków i nadludzi, a manipulowanie ciałami mogło być sposobem na oddziaływanie na rzeczywistość, utrzymywanie relacji społecznych lub rozwiązywanie konfliktów wewnątrz wspólnoty.
Prace w Vráble trwają. Planowane analizy DNA, izotopów i badania osteologiczne mają odpowiedzieć na pytanie, kim byli pochowani, skąd pochodzili i jaka była ich relacja z mieszkańcami osady.





Komentarze (3)
Stanley, 16 czerwca 2026, 17:45
Nie mogę na takie teksty patrzeć bo za każdym razem proste jasne przekazy - nadziewamy głowę na jakieś pale i umieszczamy przed osadą jako ostrzeżenie. Za każdym razem muszą być dopisywane religijne wygibasy o zaświatach.
Mariusz Błoński, 17 czerwca 2026, 09:18
Patrzysz z naszego, pozbawionego praktycznie wszelkiej duchowości, punktu widzenia. Ze świata człowieka całkowicie oderwanego od świata przyrody, przodków, kultu, dla którego świat fizyczny nie ma tajemnic, a świat pozafizyczny nie istnieje. Wówczas rzeczywiście głowa na palu przed osadą może nie różnić się od tabliczki z napisem "Teren prywatny, nie wchodzić".
venator, 19 czerwca 2026, 03:42
Przeczytaj artykuł wrzucony przez moderację. We wnioskach jest mowa o Marschall'u Sahlins. Ów antropolog przeprowadził dyskusję z Gananath Obeyesekere na temat szczegółów śmierci kapitana Jamesa Cooka na Wyspach Hawajskich w 1779 roku. Podczas trzeciej wyprawy, na Hawajach załoga Cooka została miała zostać potraktowana przez miejscowych, jako istoty boskie, a sam Cook jako Lobo - wcielenie boga. Mimo wszystko, po różnych perypetiach, sam Cook został zabity ciosem pałki w tył głowy, przez miejscowego nazywanego Kalaminano. Ponoć ów hawajski wojownik był zaskoczony tym, że Cook jęknął przy tym z bólu. No bo jak to - bóg i jęczy z bólu?
Sahlin's uważał, że takich społeczności (np. neolitycznych) nie należy wtłaczać we współczesne tj. przynajmniej nowożytne normy. Że takie społeczeństwa myślały zupełnie inaczej, gdzie świat był podporządkowany bóstwom obecnym w powietrzu, wodzie, kamieniach, drzewach i zwierzętach.
Sam Sahlins uważał, że oddzielenie świata bóstw od świata profanum zaczęło się dopiero w okresie halsztackim (żalaza). Ale to przenikanie jest obecne i po dzień dzisiejszy.