Krajobraz po katastrofie. Jak ptaki radzą sobie po pożarze lasu?
Latem 2014 roku w środkowej Szwecji maszyna leśna spowodowała największy od ponad dwustu lat pożar lasu w Skandynawii. W ciągu zaledwie kilkunastu dni ogień strawił ponad 13 000 hektarów borealnego lasu iglastego w okolicach Västmanland. Zginęły miliony drzew, a krajobraz zmienił się nie do poznania. Jednak to, co dla wielu wyglądało jak ekologiczna katastrofa, stało się okazją, by zbadać, jak ptaki reagują na wielki pożar i co decyduje o tym, czy las zdoła odtworzyć swoją przyrodniczą wartość.
Naukowcy ze szwedzkich i polskich instytucji badawczych – w tym profesorowie Michał Żmihorski i Grzegorz Mikusiński oraz doktor Michał Walesiak z Instytutu Biologii Ssaków PAN w Białowieży oraz doktor Zuzanna Rosin z UAM – przez sześć kolejnych sezonów lęgowych liczyli ptaki na 103 stałych stanowiskach obserwacyjnych rozsianych na całej spalonej powierzchni. Każde stanowisko odwiedzali trzykrotnie w roku, w okresie od marca do czerwca. Łącznie zebrali prawie 14 500 rekordów, rejestrując aż 98 gatunków ptaków. Wyniki badań, opublikowane w piśmie Forest Ecology and Management, przynoszą ważne wnioski nie tylko dla ekologów, ale i dla leśników stojących przed trudnymi decyzjami po kolejnych pożarach.
Tym, co czyniło te badania wyjątkowymi, był fakt, że – zgodnie z decyzją władz – spaloną powierzchnię podzielono na dwie części. Około 7 600 hektarów objęto ochroną prawną i pozostawiono naturalnemu procesowi odnowy – martwe drewno zostało na miejscu, a las zaczął odradzać się samoczynnie. Pozostały obszar, ponad 5 000 hektarów, poddano cięciom sanitarnym: usunięto spalone drewno, spulchniono glebę i posadzono nowe drzewa, głównie sosnę i świerk. Dzięki temu badacze mogli przez sześć lat obserwować, jak te dwie drogi – naturalna sukcesja i aktywna gospodarka leśna – przekładają się na życie ptaków.
Przez cały okres badań ptaki zasiedlające oba obszary tworzyły wyraźnie odmienne społeczności, a różnice między nimi nie zacierały się z upływem czasu. Wbrew intuicji, każącej nam przypuszczać, że oba środowiska z czasem upodobnią się do siebie w miarę odrastania drzew, analiza statystyczna wykazała trwałe i istotne różnice w składzie gatunkowym między obszarami chronionymi a wyciętymi – aż do ostatniego roku obserwacji.
Na powierzchniach pozostawionych naturze dominowały gatunki typowo leśne, związane ze złożoną strukturą środowiska. Licznie występowały tu zięby, piecuszki, drozdy śpiewaki, muchołówki szare czy sikory. Bogactwo martwego drewna przyciągało owady saproksyliczne, którymi żywiły się liczne ptaki zamieszkujące w dziuplach oraz ptaki żywiące się owadami żerującymi na martwych drzewach.
Szczególnie interesujący okazał się dzięcioł trójpalczasty, gatunek wpisany na szwedzką czerwoną listę i objęty unijną dyrektywą ptasią. Pojawił się licznie już rok po pożarze, by żerować na roju chrząszczy zasiedlających martwe drzewa. To klasyczny przykład tzw. impulsu zasobowego, gwałtownego i przejściowego wzrostu dostępności pokarmu, który uruchamia lawinę biologicznych reakcji. Choć wysoka liczebność dzięcioła trwała zaledwie jeden sezon lęgowy, nie pozostała bez śladu. Ptaki wykuły dziuple, które przez kolejne lata służyły innym gatunkom.
Na wyrębach i nowych nasadzeniach obraz był zupełnie inny. Środowisko pozbawione martwego drewna i zdominowane przez otwarte przestrzenie oraz młode uprawy przyciągało gatunki charakterystyczne dla terenów odkrytych i ekotonów – przejść między lasem a polaną. Najważniejszymi gatunkami, które zaobserwowano były pokląskwa, skowronek borowy i bekasik – wszystkie gnieżdżące się na ziemi. Co ciekawe, znaczenie tych dwóch pierwszych gatunków rosło z roku na rok, co sugeruje, że otwarte środowisko po wycince stawało się coraz bardziej do nich dostosowane w miarę rozrastania się młodych upraw.
Obszar po cięciach sanitarnych cechowała też większa zmienność. Skład gatunkowy zmieniał się z roku na rok wyraźnie bardziej niż w obszarze chronionym, a łączna liczba zaobserwowanych gatunków była tam wyższa. Nie oznacza to jednak, że wycinka jest korzystna dla przyrody. Wiele z tych gatunków to pospolite ptaki otwartych przestrzeni, podczas gdy na obszarach chronionych utrzymywały się rzadsze gatunki leśnych specjalistów.
Najbardziej zaskakujący był wynik symulacji komputerowych przeprowadzonych przez badaczy. Sprawdzali oni, jak zmienia się łączna liczba gatunków ptaków w całym krajobrazie w zależności od proporcji między obszarami chronionymi a wyciętymi. Okazało się, że różnorodność gatunkowa osiąga maksimum nie wtedy, gdy cały obszar jest pozostawiony naturze, ani nie wtedy, gdy całość jest poddana cięciom, lecz gdy oba typy środowisk współistnieją w zbliżonych proporcjach. Mozaika martwego lasu i młodych nasadzeń wspiera zarówno leśnych specjalistów, jak i gatunki otwartych przestrzeni. I tylko razem tworzą one pełne, bogate zgrupowanie ptaków krajobrazu po pożarze.
Na podstawie tych wyników badacze stwierdzili, że po dużych pożarach lasów co najmniej 30-40% spalonej powierzchni powinno być pozostawione bez żadnej ingerencji, by chronić leśnych specjalistów i utrzymać wysoką różnorodność biologiczną. To zalecenie wpisuje się w szerszy dorobek badań globalnych. Już wcześniejsza metaanaliza wykazała, że zachowanie podobnego odsetka nienaruszonego obszaru po katastrofie pozwala utrzymać ponad połowę unikatowych gatunków wielu grup organizmów.
Wnioski z badań są szczególnie ważne w obliczu zmian klimatycznych. Prognozy wskazują jednoznacznie, że pożary lasów borealnych w Europie będą w nadchodzących dekadach coraz częstsze i coraz bardziej rozległe. Każdy kolejny wielki pożar oznaczać będzie konieczność błyskawicznych decyzji: co wyciąć, a co zostawić, gdzie sadzić, a gdzie pozwolić naturze działać samodzielnie. Badanie polsko-szwedzkiego zespołu dostarcza leśnikom i decydentom konkretnej, empirycznej podstawy do takich wyborów i dobitnie pokazuje, że spalone, martwe drzewo to nie odpad wymagający usunięcia, lecz jeden z cenniejszych zasobów, jakie las może zaoferować dzikiej przyrodzie.



Komentarze (0)