Polska może uczyć się od Tanzanii ochrony przyrody
Musimy uznać, że dzikie zwierzęta potrzebują przestrzeni do przemieszczania się i nie będą ograniczać się wyłącznie do obszarów chronionych, lecz będą wchodzić także na tereny o mieszanym użytkowaniu. Dlatego potrzebne są zintegrowane podejścia, które uwzględniają udział społeczności lokalnych, łagodzenie konfliktów między ludźmi a dziką przyrodą oraz traktują krajobraz w sposób całościowy. Z tego powodu tak ważne jest wspieranie poczucia odpowiedzialności za środowisko i aby to osiągnąć, musimy współpracować ponad granicami dyscyplin i sektorów.
Na przykład nauka powinna współpracować ze sztuką, aby skuteczniej komunikować się z młodymi ludźmi. Oczywiście wymiana wiedzy może być dwustronna, ale na tym etapie uważam, że Polska może nauczyć się od krajów takich jak Tanzania, więcej niż Tanzania od Polski. Przypuszczam, że kraje, które wciąż posiadają bardziej zachowaną bioróżnorodność, mogą nauczyć się, że gdy się ją utraci, działania związane z odbudową ekosystemów i rewildingiem – które Europa obecnie próbuje realizować – są kosztowne i trudne. Łatwiej jest zachować to, co już się ma.
Doktor Katarzyna Nowak opowiada nam, jak wygląda ochrona przyrody w Polsce i innych krajach, co zagraża Puszczy Białowieskiej i czego możemy nauczyć się od innych. Katarzyna Nowak ukończyła studia pierwszego stopnia z zakresu zachowań zwierząt w USA, a następnie uzyskała stopień doktora z antropologii biologicznej w Wielkiej Brytanii, prowadząc badania terenowe w Tanzanii. Spędziła w Tanzanii wiele lat, angażując się w projekty ochrony przyrody, w tym wyznaczanie „Priorytetowych Obszarów dla Naczelnych” oraz działania na rzecz poprawy współistnienia ludzi i słoni poprzez stosowanie ogrodzeń z uli. Prowadziła również badania nad małpami w Republice Południowej Afryki oraz nad kozłami śnieżnymi w Jukonie, gdzie współpracowała z innymi badaczami nad programem edukacyjnym łączącym zachodnie i rdzenne systemy wiedzy. Obecnie pracuje w swojej rodzinnej Polsce, gdzie jest adiunktem w Instytucie Biologii Ssaków PAN w Białowieży. Jednym z obszarów nad którymi pracuje ze współpracownikami, jest wyznaczanie i rekomendowanie przejść dla dzikiej fauny na terenach przygranicznych.
Jak pod względem bioróżnorodności i jej ochrony wypada Polska w porównaniu z regionami, w których prowadziła Pani wcześniej badania?
Wciąż na nowo poznaję swój kraj po dekadach spędzonych za granicą, ale wydaje mi się, że ogólnie Polacy cenią przyrodę i mają wiele opowieści ludowych oraz mitów zakorzenionych w naturze — od łąk, przez lasy, morze i góry. Mamy szczęście, że w naszym kraju występuje tak wiele różnych typów krajobrazów oraz miejsca takie jak Puszcza Białowieska, która wciąż posiada zachowaną mega faunę i las o charakterze pierwotnym, jeden z ostatnich w Europie.
Posiadamy jednak stosunkowo niewielki system parków narodowych, który obejmuje około 1% powierzchni kraju, w porównaniu z powyżej 10% w krajach takich jak Tanzania. Mamy również silne instytucje, takie jak Lasy Państwowe, które podejmują decyzje nie zawsze w pełni przejrzyste. Widzimy na przykład miejskie kompleksy leśne, w których prowadzi się wiele cięć i trzebieży. Choć miejsca te są niezbędne do ograniczania zanieczyszczeń powietrza i niezwykle ważne rekreacyjnie — podobnie jak pozostałości otwartych łąk w ich sąsiedztwie — często wydaje się, że interesy Lasów Państwowych i deweloperów mieszkaniowych wygrywają.
Silna jest także presja związana z zapotrzebowaniem na energię. Dobrym przykładem jest wybrzeże Bałtyku i plany rozwoju energetyki jądrowej na jednym z najbardziej dzikich odcinków tego wybrzeża. Zawsze pojawia się pytanie: czy ocena oddziaływania społecznego i środowiskowego została przeprowadzona w sposób obiektywny oraz czy rozważono alternatywy?
Zdecydowanie musimy znaleźć równowagę między rozwojem, przemysłem, turystyką, potrzebami energetycznymi oraz obronnością i odpowiedzialnym zarządzaniem środowiskiem. Ważne jest również rozwijanie własnej kultury i sposobów myślenia o przyrodzie, zamiast kierowanie się wzorcami z Zachodu.
Czy konflikty między człowiekiem a zwierzętami, które obserwowała Pani w Afryce czy Ameryce Północnej, różnią się w zasadniczy sposób od tych obserwowanych w Puszczy Białowieskiej?
Rzeczywiście na całym świecie istnieje wiele strategii współistnienia ludzi i dzikich zwierząt i możemy się od siebie nawzajem wiele nauczyć jednocześnie dostosowując strategię do lokalnych warunków.
W Tanzanii, w celu zabezpieczania upraw przed zniszczeniami dokonywanymi przez słonie, rolnicy wykorzystywali na przykład odchody słoni, które moczyli w wiadrach z wodą, a następnie rozlewali na swoich polach. Zaobserwowali bowiem, że słonie wykazują koprofobię (niechęć do odchodów). Nie wiemy jednak, na ile metoda ta była skuteczna, ponieważ ludziom zakazano wchodzenia do lasu, aby zebrać wystarczające ilości odchodów słoni (ujednolicona polityka dla parków narodowych, która zakazuje ludziom zbierania produktów). Było to jednak bardzo innowacyjne rozwiązanie.
Próbowaliśmy również stosować ogrodzenia z lin z kawałkami materiału nasączonych olejem z chili, aby odstraszać słonie, jednak mieszanka ta była zmywana przez deszcz i wymaga bardzo częstego odnawiania. Następnie wprowadziliśmy ogrodzenia z uli, które zostały dobrze przyjęte przez lokalne społeczności, choć nie są całkowicie skuteczne. Słonie rzeczywiście obawiają się pszczół, ale potrafią też rozpoznać, które ule są zasiedlone, a które nie, i mogą sforsować ogrodzenie w miejscu, gdzie po obu stronach znajdują się puste ule. Mogą również wchodzić na gospodarstwa w nocy, kiedy pszczoły są mniej aktywne.
Długofalową strategią jest łączność krajobrazowa i odpowiednie planowanie użytkowania ziemi, dzięki którym zwierzęta mogą swobodnie się przemieszczać i mają dostęp do otwartych siedlisk poza terenami rolniczymi. Ważne są również zdrowe i stabilne populacje, w których starsze osobniki regulują zachowanie młodszych. Zaburzona struktura populacji lub chore zwierzęta mogą częściej wchodzić w konflikty z ludźmi, na przykład niszczyć uprawy lub atakować kury (bo swojej naturalnej ofiary nie będą w stanie upolować).
Również w Polsce opracowano różne strategie. Przykładem są fladry, stosowane do odstraszania wilków zbliżających się do stad zwierząt gospodarskich. Możemy także dalej udoskonalać kojce i zabezpieczenia, aby były bardziej odporne na wilki i lepiej chroniły psy domowe. Wiemy bowiem, że interakcje wilków z psami mogą być dla tych ostatnich śmiertelne, a ponadto psy mogą przenosić choroby na wilki.
W Kanadzie istnieją rdzenne obszary chronione i zachowane (Indigenous Protected and Conserved Areas), w których ziemią zarządzają społeczności Pierwszych Narodów. W Polsce nie mamy podobnych terenów zarządzanych przez społeczności lokalne, a byłby to interesujący eksperyment.
Współistnienie ludzi i dzikiej przyrody to ciągły proces uczenia się, który powinien obejmować współpracę badaczy, lokalnych praktyków oraz mieszkańców, aby mogli uczyć się od siebie nawzajem.
Jak na Puszczę wpłynęła militaryzacja granicy? Jakie straty poniosła i ponosi? I czy jest możliwy jej powrót do wcześniejszego stanu?
Nie ma możliwości powrotu do jakiegoś wcześniejszego stanu; możemy natomiast iść naprzód i poprawiać warunki dla dzikich gatunków. Na przykład można utworzyć przerwy w barierze, aby umożliwić zwierzętom przemieszczanie się tam, gdzie całkowite usunięcie barier nie jest możliwe.
Najbardziej oczywistym skutkiem infrastruktury granicznej jest blokowanie migracji / przemieszczania się zwierząt. Mniej oczywiste są zagrożenia dla zwierząt, które mogą zostać uwięzione w tej infrastrukturze. Słyszałam na przykład o sarnach, którym poroże utknęło w ogrodzeniu, o borsuku, który się zaklinował, a także o dużych ptakach zaplątujących się w barierze wtórnej (siatka leśna/concertina). Wzdłuż rzeki Bug, tam gdzie zastosowano zasieki typu concertina, odnotowano przypadki śmierci kopytnych, takich jak jeleni i łosi. Oznacza to, że urazy i śmierć zwierząt stanowią realne ryzyko. Są też zwierzęta uwięzione między barierą po stronie Polski a białoruskim systemem zabezpieczeń. Mieliśmy okazję obserwować żubra po drugiej stronie naszej bariery, po stronie białoruskiej.
Istnieje jednak także wiele skutków mniej oczywistych. Zwierzęta mogą zmieniać swoje zachowanie — na przykład uczyć się unikać barier lub być aktywne o innych porach dnia. Mogą być wypierane przez hałas związany z działalnością człowieka, poszukiwać luk w ogrodzeniu i w ten sposób tracić energię, albo być przyciągane w okolice granicy przez nowe możliwości żerowania, łącznie z dokarmianiem przez służby mundurowe. Zwiększony ruch pojazdów na drogach leśnych może prowadzić do większej liczby kolizji ze zwierzętami lub uszkodzeń drzew rosnących przy drogach. Zmieniać się mogą również zbiorowiska roślinne wzdłuż pozbawionego lasu pasa granicznego, pojawiać gatunki inwazyjne, ponieważ roślinożercy są z niego wykluczeni, a warunki stają się cieplejsze i nasłonecznione.
Na cały ten zestaw oddziaływań powinniśmy zwracać uwagę, monitorować je oraz podejmować działania łagodzące ich skutki. W praktyce jednak nie robimy tego w wystarczającym stopniu, między innymi z powodu braku odpowiednich zasobów.
Jednocześnie mówimy o „Zielonej Tarczy Wschód”, ale dla mnie brzmi to raczej jak greenwashing.


Komentarze (0)