Polska może uczyć się od Tanzanii ochrony przyrody
Człowiek nie jest jedynym gatunkiem zagrażającym Puszczy. Badała Pani rośliny inwazyjne; jakie gatunki roślin i zwierząt stanowią problem?
W Puszczy niecierpek i nawłoć to dwa gatunki pochodzące z Ameryki Północnej, które skutecznie się tu rozprzestrzeniły i dobrze się zadomowiły, ale nie są jedyne — przykładem są także uczep amerykański i czeremcha amerykańska.
Jeśli chodzi o zwierzęta, jenoty dobrze przystosowały się do lokalnych warunków, a szopy pracze są coraz częściej obserwowane i mogą stanowić zagrożenie dla ptaków oraz drobnych ssaków.
Jakie mogą być rozwiązania? Warto ograniczyć ruch pojazdów na drogach leśnych, ponieważ samochody przyczyniają się do rozprzestrzeniania nasion gatunków inwazyjnych. Jednocześnie ważne jest wspieranie i ochrona rodzimych drapieżników, które mogą pomagać w ograniczaniu liczebności inwazyjnych ssaków.
Puszcza Białowieska kojarzy się z żubrami. Warto jednak przypomnieć, że żubr nie jest stworzeniem leśnym. To nie jego ekosystem, prawda?
Nie jestem ekspertką od żubrów, więc jest to raczej pytanie do moich kolegów i koleżanek zajmujących się badaniami nad żubrami. Jednak z moich rozmów z nimi wynika, że żubr rzeczywiście jest gatunkiem o mieszanej strategii żerowania i potrzebuje zarówno siedlisk zamkniętych (leśnych), jak i otwartych, zależąc od sezonu letniego czy zimowego.
Z moich badań nauczyłam się również, jak elastyczne potrafią być zwierzęta. Moja rozprawa doktorska dotyczyła elastyczności behawioralnej naczelnego — gerezy trójbarwnej, uważana za gatunek silnie wyspecjalizowany, nadrzewny i niezbyt „sprytny”. Ta małpa mimo to schodzi na ziemię, aby na przykład spożywać węgiel drzewny, który pomaga neutralizować taniny w diecie. Potrafi też wykorzystywać siedliska marginalne, takie jak lasy mangrowe, a także korzystać z odpadów ogrodowych wyrzucanych do lasu przez hotele, na przykład owoców marakui. Pokazuje większą elastyczność behawioralną niż można by oczekiwać od „specjalisty” żywiącego się liśćmi. Niemniej jednak, nie mogą utrzymać się wyłącznie w siedliskach takich, jak namorzyny albo żywić się wyłącznie hotelowymi odpadkami.
Podobnie jest ze słoniami sawannowymi, które wraz z kolegami badaliśmy w zalesionych górach, gdzie wspinają się na strome zbocza, jedzą bambus, wykopują korzenie oraz zjadają i rozsiewają owoce – podobnie jak ich kuzyni, słonie leśne.
Wniosek jest taki, że często nie doceniamy ani nie w pełni rozumiemy zdolności adaptacyjnych gatunków oraz zróżnicowanych potrzeb dzikich zwierząt. W związku z tym popełniamy błędy w zarządzaniu, ochronie oraz reintrodukcji tych gatunków.
Prowadziła Pani badania na Zanzibarze, w Tanzanii, RPA, Kanadzie czy USA. Które z tamtejszych doświadczeń i mechanizmów ochrony przyrody chciałaby Pani przenieść do Polski? A może tamtejsi specjaliści mogą się czegoś nauczyć od nas?
Jedną z najważniejszych lekcji jest podejście krajobrazowe do ochrony przyrody. Musimy uznać, że dzikie zwierzęta potrzebują przestrzeni do przemieszczania się i nie będą ograniczać się wyłącznie do obszarów chronionych, lecz będą wchodzić także na tereny o mieszanym użytkowaniu. Dlatego potrzebne są zintegrowane podejścia, które uwzględniają udział społeczności lokalnych, łagodzenie konfliktów między ludźmi a dziką przyrodą oraz traktują krajobraz w sposób całościowy. Z tego powodu tak ważne jest wspieranie poczucia odpowiedzialności za środowisko i aby to osiągnąć, musimy współpracować ponad granicami dyscyplin i sektorów.
Na przykład nauka powinna współpracować ze sztuką, aby skuteczniej komunikować się z młodymi ludźmi. Oczywiście wymiana wiedzy może być dwustronna, ale na tym etapie uważam, że Polska może nauczyć się od krajów takich jak Tanzania, więcej niż Tanzania od Polski. Przypuszczam, że kraje, które wciąż posiadają bardziej zachowaną bioróżnorodność, mogą nauczyć się, że gdy się ją utraci, działania związane z odbudową ekosystemów i rewildingiem – które Europa obecnie próbuje realizować – są kosztowne i trudne. Łatwiej jest zachować to, co już się ma.
Na koniec dodam, że rośnie dochód rozporządzalny w Polsce. Co z tym zrobimy? Czy zaangażujemy się w nieekologiczne przedsięwzięcia, takie jak polowania trofeowe w Afryce, czy raczej zrobimy coś bardziej kreatywnego, odpowiedzialnego i zgodnego z naszą wrażliwością jako kraj Europy Środkowo-Wschodniej, który nie ma historii kolonizacji?
Czym jest idea „One Health” i jak łączy się ona z Pani badaniami?
Podejście One Health („Jedno zdrowie”) to koncepcja, którą wciąż próbuje się przełożyć na konkretne działania w praktyce. Zakłada ona, że zdrowie ludzi, zwierząt i środowiska jest ze sobą tak ściśle powiązane, że można je traktować jako jeden, wzajemnie zależny system. W związku z tym podkreśla, że konieczne jest zintegrowane podejście uwzględniające wszystkie trzy elementy, ponieważ nie da się skutecznie chronić zdrowia ludzi, ograniczać ryzyka chorób ani zapobiegać pandemiom bez jednoczesnego uwzględnienia zdrowia zwierząt – zarówno domowych, jak i dzikich – oraz stanu środowiska.
Publikowałam artykuły naukowe dotyczące zapobiegania pandemiom wspólnie z ekologami zajmującymi się chorobami, podkreślając rolę ekologii (na przykład, jeśli wycina się las, zwiększa się ryzyko malarii), a także list do Science z kolegami i koleżankami rdzennych społeczności w Kanadzie na temat tego, że koncepcja One Health jest w istocie integralną częścią wiedzy rdzennych ludów, gdzie współzależność ludzi, innych zwierząt oraz ziemi stanowi fundamentalną podstawę.
W Białowieży, wspólnie z badaczami oraz naszą lokalną lekarką, proponowaliśmy zastosowanie One Health w kontekście obszarów przygranicznych, gdzie wiele elementów systemu jest ze sobą silnie powiązanych. Na przykład posterunki wojskowe tworzą w lesie ośrodki intensywnej aktywności człowieka, które wiążą się z ruchem pojazdów, ogniskami czy czasową obecnością ludzi. Może to prowadzić do wypierania niektórych gatunków, a jednocześnie przyciągać inne, zwłaszcza jeśli do lasu trafiają resztki jedzenia/odpady. Zwierzęta takie jak lisy rude szybko zaczynają korzystać z takich źródeł pokarmu. Jeśli żołnierze trzymają również koty przy posterunkach, dodatkowo zmienia to sieć interakcji w ekosystemie leśnym, ponieważ przekształca się strefa kontaktu między ludźmi, zwierzętami i środowiskiem. W konsekwencji może to sprzyjać transmisji chorób, na przykład echinokokozy – choroby pasożytniczej wywoływanej przez tasiemce z rodzaju Echinococcus, których głównym rezerwuarem w Europie Środkowej i Wschodniej są lisy rude.
Aby móc rzetelnie zbadać te zależności, potrzebne są odpowiednie zasoby i wsparcie dla badań.
Na końcu powiem: Powinniśmy kształtować kulturę dążenia do wiedzy, zamiast unikania jej w obawie, że odkryjemy coś, czego wolelibyśmy nie wiedzieć. Aby to osiągnąć, musimy uczynić naukę bardziej inkluzywną, otwierając ją na większą różnorodność ludzi i podejść badawczych oraz nie unikać trudnych tematów. Nauka oparta na systemie punktowym nie jest jedyną formułą uprawiania nauki i powinniśmy bardziej wspierać naukę stosowaną.


Komentarze (0)