Epidemia czarnej śmierci... zmniejszyła bioróżnorodność flory

| Nauki przyrodnicze
Postaw mi kawę na buycoffee.to
Cam James, Unsplash

Epidemia czarnej śmierci pochłonęła życie być może nawet połowy mieszkańców Europy. Wsie opustoszały, pola leżały odłogiem. Przez wieki ten obraz funkcjonował w zbiorowej wyobraźni jako triumf przyrody nad człowiekiem – chwilowe oddanie Ziemi temu, do kogo należy. I prawdopodobnie obraz ten jest prawdziwy. Jednak myliłby się ten, kto by sądził, że w tym czasie bioróżnorodność roślin uległa zwiększeniu. Było wręcz przeciwnie.

Zespół naukowców z Leverhulme Centre for Anthropocene Biodiversity na Uniwersytecie w Yorku zajrzał w głąb torfowisk i jezior. Tam, warstwa po warstwie, przez tysiące lat trafiały pyłki. Badacze przeanalizowali 109 takich miejsc w różnych zakątkach Europy, badając okres od roku 0 do 1850.

Pyłki zbóż były szczególnie cennym wskaźnikiem. Choć stanowiły niewielką część całości, przeciętnie mniej niż jedno ziarno na 150 pobranych, ich obecność zdradzała coś więcej niż tylko obecność pól uprawnych. Można było za ich pomocą opisać całą ludzką aktywność – hodowlę zwierząt, gospodarowanie lasami, tworzenie dróg, budowę zagród. Tam, gdzie rosło zboże, działał człowiek. Jak się okazało działał wówczas na rzecz przyrody.

Badania ujawniły istnienie zaskakującego schematu. Od początku naszej ery aż po rok około 700 średnie bogactwo gatunkowe europejskiej flory systematycznie rosło – wraz z rosnącymi populacjami ludzkimi i ekspansją rolnictwa. Nie był to przypadkowy zbieg okoliczności. Im więcej pól, łąk, żywopłotów i ugoru, tym bardziej mozaikowy stawał się krajobraz, a różnorodność biologiczna szła w górę. Po roku 700 nastąpił pewien spadek, a od roku około 1000 widzimy ponowny wzrost.

Potem przyszła czarna śmierć i wszystko się zmieniło. Po roku 1300 wskaźniki bioróżnorodności runęły, cofając się do poziomu sprzed tysiąca lat. Bogactwo gatunkowe (liczba gatunków występujących na danym obszarze) i równomierność gatunkowa (miara tego, jak równomiernie rozłożone są gatunki pod względem liczebności) osiągnęły minima około roku 1450, by dopiero po dwóch stuleciach powrócić do poziomu sprzed epidemii. Co uderzające ten dramatyczny spadek dotyczył przede wszystkim tych miejsc, gdzie wcześniej kwitło rolnictwo.

Jako to możliwe, że w wyniku zmniejszenia aktywności człowieka bioróżnorodność spadła? Żeby to zrozumieć, trzeba sobie przypomnieć, że wówczas ludzie oddziaływali na środowisko w zupełnie inny sposób niż obecnie. Nie istniały gigantyczne monokultury, na których wszystko, co nie jest rośliną uprawną, jest bezwzględnie eliminowane.

Średniowieczne obszary, na których działał człowiek tworzyły mozaikę krajobrazową. Była to mozaika pól, łąk, zarośli, lasów i pastwisk, poprzetykana żywopłotami, miedzami i ugorem. Każdy z tych elementów oferował odmienne warunki siedliskowe, a na granicach między nimi powstawały dodatkowe strefy przejściowe, bogate w gatunki.

Badacze odkryli wyraźną zależność, bioróżnorodność roślin była najwyższa tam, gdzie udział drzew w krajobrazie wynosił około 40 procent. Ani pełne lasy, ani otwarte stepy nie sprzyjały bioróżnorodności tak mocno, jak właśnie ta równowaga między otwartą a zalesioną przestrzenią. Gdy nadeszła zaraza ta krucha mozaika zaczęła się rozpadać. Zbyt wiele terenów przeszło jednocześnie w stan sukcesji, upodabniając się do siebie. Krajobraz stawał się monotonny, a wraz z nim ubożała flora.

Jednak wpływ czarnej śmierci na przyrodę różnił się znacznie w zależności od regionu i wyjściowego stanu krajobrazu. Tam, gdzie przed zarazą lasy zajmowały mniej niż 30 procent powierzchni – jak w częściach północnych Niemiec, Francji czy zachodniej Hiszpanii – porzucenie pól faktycznie zwiększało bioróżnorodność. Odrastające lasy przesuwały krajobraz bliżej ku optymalnym 40 procentom zadrzewienia. W takich miejscach natura odetchnęła.

Ale na terenach na których lasy zajmowały ponad 50% powierzchni każdy dodatkowy hektar lasu oznaczał mniejszą różnorodność. Tam porzucone pola, wchłaniane przez zwartą puszczę, zubażały florę. W południowych Niemczech zmniejszenie areału upraw w czasie czarnej śmierci skutkowało zmniejszeniem bioróżnorodności. W sąsiednich Czechach ekspansja rolnictwa w XIV wieku, przechodzenie z gospodarki leśnej do rolnictwa, zwiększyła bioróżnorodność.

Wyniki badań mogą dawać odpowiedź na pytanie, jak należy chronić bioróżnorodność. Odpowiedź może być zależna od obszaru, o który badamy. Tam, gdzie lasy są zbyt rzadkie, ochrona ścisła może dać najlepsze wyniki, w regionach, które były od wieków kształtowane przez człowieka, które charakteryzuje odpowiednie zalesienie, najlepszą metodą może być prowadzenie rolnictwa ekstensywnego, bez monokultur, z ograniczonym użyciem środków chemicznych, z dużą zmiennością uprawianych roślin, miedzami i lasami.

Wyniki badań opisano w artykule Black Death Land Abandonment Drove European Diversity Losses.

Czarna Śmierć epidemia dżuma bioróżnorodność