Cienie na pergaminie. Kodeks H przemówił po piętnastu wiekach
Garrick V. Allen, profesor studiów biblijnych na Uniwersytecie w Glasgow, ogłosił niezwykłe odkrycie. Jego zespół odtworzył 42 zaginione strony jednego z najstarszych istniejących rękopisów Nowego Testamentu. Nie odnalazł, a odtworzył. Bo strony te nie istnieją. A przynajmniej nic nie wiadomo o tym, by istniały. Zostały po nich cienie, które atrament odcisnął na pergaminie sąsiednich stron ponad tysiąc lat temu. Oto fascynująca historia Kodeksu H i badań nad nim.
Około 1500 lat temu, we wschodniej części basenu Morza Śródziemnego — być może w Palestynie, a być może w Syrii — pewien skryba podjął się monumentalnego zadania. Zaczął przepisywać listy św. Pawła do pierwszych wspólnot chrześcijańskich.
Skryba nie kopiował jednak zwykłego tekstu. Rękopis, z którego korzystał, był wyjątkowy. Tekst był rozmieszczony nie w jednolitych kolumnach, lecz według jednostek myślowych. Każda nowa myśl zaczynała się od lewego marginesu, a kolejne wiersze tej samej myśli były wcięte, wizualnie wyodrębnione. Była to metoda związana z tradycją, którą badacze przypisują tajemniczej postaci imieniem Eutaliusz (lub Ewagriusz). To system podziału tekstu, adnotacji, list rozdziałów i komentarzy, który miał pomagać w czytaniu i rozumieniu Pisma. Co więcej, rękopis zawierał pełny system znaków diakrytycznych — akcentów, znaków oddechu, dierez — niezwykły jak na ówczesne standardy i świadczący o trosce o właściwą wymowę i rozumienie tekstu.
Rękopis miał pierwotnie ponad 400 kart, czyli ponad 800 stron. Skąd wiadomo, że tyle, skoro się nie zachował? Otóż z zachowanych sygnatur wynika, że składka 21. rozpoczyna się od 2 Kor 10:8. Jeśli każda składka została utworzona z czterech złożonych arkuszy (quaternion) to liczyła 16 stron, zatem przed składką 21 musiało istnieć około 320 stron. To wystarczająca liczba stron, by pomieścić listy Pawła i potencjalnie Dzieje Apostolskie i Listy katolickie (powszechne). Z kolei ostatnia zachowana sygnatura wskazuje na składkę 49. co daje 784 strony. Stąd też eksperci badający manuskrypt szacują go na ponad 800 stron.
Dziś to niezwykłe dzieło znamy pod nazwą Kodeks H lub, w naukowym systemie klasyfikacji greckich rękopisów Nowego Testamentu, jako GA 015. To jeden z najważniejszych greckich rękopisów Nowego Testamentu spośród tych, które przetrwały do naszych czasów. I jeden z najbardziej rozproszonych.
W którymś momencie – badacze nie wiedzą dokładnie kiedy ani w jakich okolicznościach – Kodeks H opuścił swoje pierwotne miejsce przechowywania i trafił do biblioteki monasteru Megisti Lavra na Górze Athos. Megisti Lavra – Wielka Ławra – to najstarszy i największy z monasterów na górze Athos. Założony został w 963 roku przez świętego Atanazego z Athos pod patronatem cesarza bizantyjskiego Nikefora II Fokasa. Półwysep Athos był wówczas – i pozostaje do dziś – jednym z najważniejszych centrów prawosławnego życia monastycznego i wyjątkowym repozytorium kultury piśmiennej Bizancjum.

Prace nad Kodeksem H, © Damianos Kasotakis
Biblioteka Wielkiej Ławry przez wieki gromadzi rękopisy z Konstantynopola, Palestyny, Azji Mniejszej i innych obszarów świata bizantyjskiego. Rękopisy trafiają tam różnymi drogami – jako dary od fundatorów i pielgrzymów, w wyniku zakupów, a niekiedy jako efekt migracji mnichów i całych wspólnot monastycznych, uciekających z regionów zagrożonych niestabilnością polityczną. Autorzy badający historię Kodeksu H – Garrick Allen i Kimberley Fowler – sądzą, że rękopis znalazł się na Athos dość wcześnie, być może jako dar od możnego patrona lub w ramach szerszego przemieszczania się rękopisów z zagrożonych monastyrów w Lewancie. Gdy trafił do Wielkiej Ławry, był już prawdopodobnie w złym stanie. Zapadła więc decyzja o rekonstrukcji tekstu.
Była to wówczas standardowa procedura konserwatorska. Pergaminowe rękopisy pisane atramentem żelazowo-galusowym z czasem blakły. Atrament łuszczył się, pękał pod wpływem zmian wilgotności i temperatury, blaknął pod wpływem światła. Mnisi lub zawodowi skrybowie odtwarzali tekst, nakładając nową warstwę atramentu dokładnie na ślady starego pisma. Nowy atrament był jednak chemicznie bardziej agresywny niż stary. Wiele wieków później miało to kluczowe znaczenie.


Komentarze (3)
barrakuda, 2 maja 2026, 08:04
Czemu służy nie podlinkowywanie adresów?
Mariusz Błoński, 2 maja 2026, 09:46
Niczemu, to zwykłe przeoczenie. Zlinkowany adres cały czas był w źródłach na końcu tekstu.
barrakuda, 2 maja 2026, 10:49
Dzięki za wyjaśnienie, miałem wrażenie, że już tego u Was doświadczyłem i że stoją za tym jakieś cele.