Morsować (prawie) każdy może. O korzyściach i ryzykach przebywania w zimnej wodzie
Czy zimna woda pomaga w chorobach autoimmunologicznych?
Ekspozycja na zimno na pewno wpływa na nasz system immunologiczny. Czy jednak będzie pomagać w chorobach autoimmunologicznych – tego tak łatwo nie jesteśmy w stanie jednoznacznie stwierdzić.
To, co wiemy na pewno, to że kontakt z zimną wodą jest silnym bodźcem stresowym i niemal natychmiast prowadzi do wzrostu stężenia noradrenaliny. Z badań in vitro wiemy, że noradrenalina może wpływać na komórki układu odpornościowego – m.in. zmniejszać produkcję części cytokin prozapalnych oraz zwiększać produkcję cytokin przeciwzapalnych, a także modulować aktywację limfocytów [12]. To jednak mechanizm molekularny – nie jest to jeszcze dowód kliniczny, że morsowanie leczy choroby autoimmunologiczne.
W literaturze pojawiają się także dane obserwacyjne dotyczące osób regularnie morsujących. Jak opisuje Susanna Søberg w książce Winter Swimming, The Nordic Way Towards a Healthier and Happier Life [13] w badaniach porównujących „morsów” i osoby niemorsujące obserwowano różnice w parametrach hematologicznych i immunologicznych. W pracy z 2011 roku analizowano zmiany przed i po 150-metrowym przepłynięciu w wodzie o temperaturze 6°C i odnotowano m.in. wzrost liczby leukocytów i monocytów wśród „morsów” co autorzy interpretowali jako element adaptacji do stresu - lepszej odpowiedzi układu immunologicznego [14]. Interpretacja tych danych jest jednak ostrożna. U osób nieprzyzwyczajonych pierwszy kontakt z zimnem bywa bardzo silnym stresorem i może przejściowo zaburzać równowagę immunologiczną. Dopiero regularna, kontrolowana ekspozycja prowadzi do mechanizmów adaptacyjnych. To wpisuje się w koncepcję tzw. hormezy – krótkotrwały, umiarkowany stres może uruchamiać mechanizmy ochronne, w tym związane z systemem antyoksydacyjnym.
Jeśli chodzi o konkretne choroby autoimmunologiczne – dane są ograniczone. W stwardnieniu rozsianym badano raczej krioterapię całego ciała niż klasyczne morsowanie. W jednym z badań prowadzonych w Polsce wykazano, że cykl kriostymulacji całego ciała u pacjentów ze stwardnieniem rozsianym prowadził do zmniejszenia nasilenia bólu i poprawy wybranych parametrów jakości życia [15]. Podobne wnioski – dotyczące poprawy objawów takich jak ból czy zmęczenie – pojawiają się w przeglądach systematycznych [16]. W reumatoidalnym zapaleniu stawów również analizowano wpływ zimna głównie w kontekście objawowym – jako element wspomagający redukcję bólu i poprawę funkcji, a nie jako terapię modyfikującą przebieg choroby [17].
Ekspozycja na zimno wpływa na układ odpornościowy i może u części osób przynosić poprawę objawową – zwłaszcza w zakresie bólu i subiektywnego samopoczucia. Nie ma jednak obecnie mocnych dowodów, że morsowanie modyfikuje sam mechanizm autoimmunizacji. To, co mogę powiedzieć, to że w chorobach autoimmunologicznych decyzja powinna być indywidualna i zależna od aktywności choroby oraz ogólnego stanu pacjenta.
Podobno zimno może działać neuroprotekcyjnie (neuroochronnie). Czy mogłaby Pani powiedzieć, co dzieje się w mózgu, gdy ciało zanurza się w zimnej wodzie? Zdaje się, że skutki zależą od czasu trwania, a także intensywności takiej ekspozycji?
Kiedy ciało zanurza się w zimnej wodzie, mózg pełni rolę nadrzędnego centrum regulacyjnego. Podwzgórze integruje sygnały z receptorów temperatury i uruchamia reakcję stresową oraz mechanizmy chroniące temperaturę narządów kluczowych. Przez pewien czas organizm skutecznie broni temperatury rdzeniowej poprzez skurcz naczyń obwodowych i aktywację termogenezy. Jeśli jednak utrata ciepła przekracza możliwości adaptacyjne, zaczyna spadać również temperatura ośrodkowego układu nerwowego. Wówczas zwalnia metabolizm neuronalny, pogarszają się funkcje poznawcze i zdolność podejmowania decyzji. To właśnie kontrolowane obniżenie temperatury wykorzystuje się w medycynie jako narzędzie neuroprotekcji — natomiast w warunkach środowiskowych przekroczenie tej granicy może być niebezpieczne.
W medycynie klinicznej stosuje się tzw. kontrolowaną regulację temperatury (ang. targeted temperature management) u wybranych pacjentów, m.in. u noworodków z encefalopatią niedotlenieniowo-niedokrwienną oraz u dorosłych po zatrzymaniu krążenia. W tych sytuacjach temperatura jest ściśle monitorowana, a celem jest spowolnienie metabolizmu mózgu, ograniczenie stresu oksydacyjnego, ekscytotoksyczności i reakcji zapalnej. To zupełnie inne warunki niż spontaniczna ekspozycja na zimno.
Ten temat jest przedmiotem mojego własnego zainteresowania. Przeprowadziłam własne badania na myszach w celu ustalenia, jak regularnie powtarzana ekspozycja na zimno wpływa na mózg. Ze względu na brak danych co do czasu i głębokości zanurzenia, w moim badaniu myszy były zanurzane w wodzie o temperaturze 4°C na 3 lub 6 minut, w płytkiej bądź też głębokiej wodzie. Wyniki pokazały, że powtarzalna, umiarkowana ekspozycja na zimno może wywoływać adaptacyjne zmiany w mózgu. W modelach myszy obserwowano zmiany w obrębie hipokampa — wzrost poziomu tyrozynowej hydroksylazy, BDNF oraz markerów mitochondrialnych. Sugeruje to aktywację ścieżek związanych z plastycznością neuronalną i odpornością metaboliczną komórek [18]. To nie jest medyczna hipotermia terapeutyczna, ale pokazuje, że odpowiednio dobrany bodziec może uruchamiać mechanizmy adaptacyjne.
Badania trwają również w kontekście chorób neurodegeneracyjnych. W modelach zwierzęcych stwardnienia zanikowego bocznego umiarkowana, systemowa hipotermia opóźniała początek objawów i ograniczała utratę neuronów ruchowych, prawdopodobnie m.in. poprzez ochronę mitochondriów [19]. Mechanistycznie zwraca się uwagę na rolę tzw. białek szoku zimna, takich jak RBM3, które ulegają zwiększonej ekspresji w łagodnej hipotermii i wspierają przeżycie neuronów oraz plastyczność synaptyczną.
Najważniejsze jest jednak to, że efekt biologiczny zależy od „dawki” zimna — jego intensywności i czasu trwania. Organizm reaguje stresem, a zdolność adaptacji nie jest nieograniczona. Kontrolowana hipotermia w warunkach medycznych to precyzyjne narzędzie terapeutyczne; ekspozycja środowiskowa wymaga rozwagi, ponieważ po przekroczeniu granicy adaptacyjnej zaczyna dominować fizjologia wychłodzenia, a nie adaptacji.
Jaka częstotliwość i czas morsowych kąpieli dają najwięcej korzyści? I co jest ważniejsze: niższa temperatura czy czas ekspozycji?
Odpowiem trochę przewrotnie: optymalna częstotliwość i czas trwania ekspozycji na zimno to takie, na jakie organizm jest aktualnie gotowy. Nie mamy uniwersalnego protokołu, który gwarantuje „najwięcej korzyści”, ponieważ tempo adaptacji jest indywidualne i zależy od wielu czynników — stanu zdrowia, poziomu stresu, snu, odżywienia czy wcześniejszego doświadczenia z zimnem.
Niższa temperatura wody wywołuje silniejszą, gwałtowną reakcję stresową w pierwszych sekundach zanurzenia — szybszy oddech, wzrost tętna i wyrzut katecholamin. Wyższa temperatura zwykle pozwala przebywać w wodzie dłużej, co może oznaczać dłuższe utrzymywanie aktywacji mechanizmów termogenezy, w tym aktywację brązowej tkanki tłuszczowej.
Z perspektywy adaptacji do stresu można argumentować, że niższa temperatura stanowi silniejszy bodziec. Jednak trzeba pamiętać, że stres ma swoją „dawkę” – kumuluje się, nie zawsze silniejszy znaczy korzystniejszy. Zbyt intensywna ekspozycja może przekroczyć możliwości regulacyjne organizmu i prowadzić do wychłodzenia, a wtedy dominują już mechanizmy destrukcyjne, a nie adaptacyjne.
W kontekście produkcji ciepła przez brązową tkankę tłuszczową często przywołuje się tzw. Soeberg principle— czyli powolne, bierne ogrzewanie po wyjściu z wody, aby umożliwić organizmowi samodzielne wytworzenie ciepła poprzez termogenezę. W praktyce oznacza to unikanie gwałtownego dogrzewania i danie organizmowi czasu na własną odpowiedź metaboliczną.


Komentarze (0)